No dobra... odpocząłem A tak serio: wczoraj wolne miałem z pracy
A oto wrażenia:
łączny czas pracy:
wesele: 18-7
poprawiny 17-23
kaska łącznie: 700 zł czasami gaża za taki set sięga 1000 zł na głowę.
Taki "job" to naprawdę jest zupełmnie co innego niż granie z jakim miałem do czynienia do tej pory. Chodzi tylko o trzymanie beat`u żeby ludzie się bawili.
Plusy:
- Organie, tyle czasu za bębnami naprawdę rozluźnie nadgarstki. Jest czas na niuanse tj: open hand, szmery, fille, role, prace z metronomem a to wszystko w warunkach extremalnych ( zmęczenie )
- Darmowe: wóda, browar, szama etc....
- Kabaret: pijani ludzie dostarczaja niezłych wrażeń wzrokowych
Minusy:
- Zmęczenie.
- Ból pleców.
- Pijani goście, którzy myslą, że jak burkną: " zagrajcie... no .. pam, pa-ra-ra... no nie wiesz? " to od razu mu to zagrasz, chociaż nie wiadomo co pacjent miał na myśli
erobeson no to pozazdroscic zarobku moj kolega za 2dniowe wesele dostaje 200-400pln
_________________ Rhytm is a way to transmit a description of experience
in an emotional and not abstract way.
It is more than a metaphor:
It is a physical experience as real as any other.
ja gram juz z rok na weselach z tą róznica ze na ukraińskich a tam troche inna muza i inne klimaty. Gram z kasiastym gościem który ma cały swój sprzet wiec nie musze nic wozic swojego (ma mapexa V) z kasa to róznie ale poniżej 300 zeta za głowe nie schodzimy. i gramy od 18 abo 19 do 4:30. poprawin nie gramy (już) bo kasa nie jest współmierna do zmieczenia.
Plusy:
+można sobie pograć
+alkohol za free (na koniec zawsze nam daja wodke, najwiecej dostalismy 8 flaszek 0,7)
+mozna się najeść;-)
+ładne dziewczyny się czasem trafiają;-) i można sobie.... tentego... popatrzęć.
+mówiłem już że można sobie pograć? No więc można;)
Minusy
-najwiekszy minus i powtarzam to do znudzenia to jest składanie tego cholernego sprzetu po imprezie, kiedy jesteś tak zjebany, że mógłbyś się położyć za byle krzakiem a tu trzeba składać kolumny, odsłuchy, kilometry kabli no i oczywiście perke. a pózniej to targac do samochodu, a z samochodu do kanciapy. niczego tak nienawidze jak tego.
-partyzanci którzy chcą sobie pośpiewać do mikrofonu
-miłe panie którym zawsze jest za głośno
-te same miłe panie którym jest za szybko
-zajęta prawie każda sobota co jednak kradnie troche życia.
reszte naprawde da sie znieść.
Na koniec dodam, ze kiedys za nic bym nie chcial zagrac wesel, zabaw itp. Czas jednak nie stoi w miejscu a im człowiek starszy tym bardziej wie że kase jakos trzeba zarabiac i albo stoisz w biedronce i zasuwasz dzień i noc albo na luzie grasz za kase. of koz trzeba sie przełamać i dostrzec oczywiste korzyści. poki co studiuje wiec moge grać, potem zobaczę jak to będzie.
_________________ why so serious?
El Nino
Dołączył: 13 Lut 2006 Posty: 149 Skąd: Zawiercie
Wysłany: Wto 26 Wrz, 2006
No cóż docelowo nie przypominam sobie abym zagrał kiedyś chauturę . Jednakże byłem blisko - pracowaliśmy już na próbach nad repertuarem i zaczynaliśmy powoli myśleć o jakiś terminach - jednakże w tamtym czasie dostałem tak zwaną normalną pracę i porzuciłem ten projekt - cóz mogę napisać po tym krótkim doświadczeniu - Całe muzyczne życie poruszałem sie w stylistyce rockowej ( i to raczej tej cięższej ) a tu nagle umpa - umpa . Chyba nigdy wcześniej nie "męczyłem" się tak na próbach jak wówczas , przyzwyczajony do swobody twórczej i dość swobodnej ekspresji - nagle zostałem sprowadzony na ziemię czasami wręcz nie graniem a muskaniem naciągów - no i te przeboje z cyklu "Szła dzieweczka do laseczka" . POKORA - to słowo chyba najlepiej oddaje to co wówczas poczułem . Dlatego respect dla wszystkich którzy to robią i jeszcze większy szacunek dla tych którzy robią to na poziomie .
Niby z jednej strony to fajnie móc żyć z grania muzyki ale z drugiej pytanie z grania jakiej muzyki .................
....Niby z jednej strony to fajnie móc żyć z grania muzyki ale z drugiej pytanie z grania jakiej muzyki .................
Popatrz na tych co grają disco polo. maja najlepsze parapety, wożą się bmw 7, maja domy po 250 mkw. A do tego wieże Pioneera a w niej płyty... disco polo? śmiem wątpić. Mnie też męczy granie um-pa-pa, um-pa-pa bo wolę tą swobodę twórcząale pierdolnąć dobrego walca wcale nioe jest tak prosto. Nie zapomnij, że po kasę trzeba się schylić bo sama do kermany nie wskoczy. A tak na pocieszenie K. Przybyłowicz, Cz. Bartkowski i wielu innych szlifowało swoje umiejetności właśnie na weselach. I to mnie pociesza
_________________ No risk, no progress!!!
atomek
Dołączył: 25 Mar 2006 Posty: 46 Skąd: Barlinek City
Wysłany: Sro 27 Wrz, 2006
No,pokora Panowie-pokora!! Ja znam kilku takich,którzy kiedyś też mówili, że chałtura to nie dla nich (nie wyłączając mnie rzecz jasna)-a dzisiaj popierdzielają w wolne soboty i niedziele na wesółkach aż miło! Niestety rzeczywistość jaka jest każdy widzi,a życie zweryfikuje ilu z tzw.artystów (z tutejszego forum także) będzie żyło z grania własnej muzy,a ilu będzie dorabiać chałturzeniem.Gram wesela i wcale nie jestem "skrzywiony" muzycznie-w domu leci Chambers i inni-a ludziom trzeba grać te "Sokoły" i inne pierdoły,ale nawet wtedy można szlifować warsztat,poprawiać timing,szukać fajnego groovu-słowem to też niezła szkoła grania i życia! Nie grałeś jeszcze wesela kolego?Nie martw się-wszystko przed tobą!!
El Nino
Dołączył: 13 Lut 2006 Posty: 149 Skąd: Zawiercie
Wysłany: Sro 27 Wrz, 2006
Nigdy nie twierdziłem że nie będę grał chałtur - nie jestem żadnym true metal ani tym podobne , po prostu w tamtym czasie tak wyszło że trafiła się praca a ja byłem totalnie bez kasy - dlatego łapałem co leciało żeby utrzymać się na uczelni - niestety praca była totalnie antymuzyczna ( zajęte weekendy ) więc musiałem porzucić ten projekt .
Określenie pokora tyczyło się gry podczas chałtury , na próbach normalnie mogłem poszaleć a tu nagle musiałem grać prosty rytm przez 3 minuty - to było dla mnie najtrudniejsze z początku i nagle okazało się że po kilku latach gry sprawia mi trudność trzymanie w ryzach gry takich przebojów jak np Baśka - tzn żeby grać bez szaleństw .
Może kiedyś jeszcze do tego wrócę i spróbuję
Dołączył: 04 Mar 2006 Posty: 3818 Skąd: Szczecin/Stargard
Wysłany: Czw 28 Wrz, 2006
ja tez moze z moja kapelka kiedys tam zaczniemy sobie lupac na weseliskach, kaska wpadnie, tylko problem z nauczeniem sie tego wszystkiego. panowie, ile mieliscie przygotowanych kawalkow na chautyry 30-40??
_________________ Masz pytanie odnośnie forum? Jakieś pytania techniczne? Moze coś ciekawego do dodania na forum? Napisz na gg/pw/mail. Czekam na wiadomości w każdej sprawie!
Jak również ogólne osłuchanie, feel, współpracę z zespołem, otwarcie na różne gatunki i style muzyczne, wyobraźnię i pomysłowość.
Dodam jeszcze, że takie zespoły są czesto potrzebne. Gra się często dla ludzi, więc mamy "ruch w interesie" - mamy dla kogo grać. Oswajamy się szybko z graniem dla ludzi, różnymi pomieszczeniami, zmienną akustyką, szybką orientacją w terenie, itp.
Dołączył: 04 Mar 2006 Posty: 3818 Skąd: Szczecin/Stargard
Wysłany: Pią 06 Paź, 2006
no panowie sie pochwale ze nakrecilem kapele na granie na chauturach, tylko problem bedzie z kawalkami, bo nic w sumie nie wiemy o tych chauturach, ktos moze mi na pw podeslac chociaz czesciowa liste, albo jakis skan czy cokolwiek tak zeby chociaz z 60 bylo to ma u mnie piwo
_________________ Masz pytanie odnośnie forum? Jakieś pytania techniczne? Moze coś ciekawego do dodania na forum? Napisz na gg/pw/mail. Czekam na wiadomości w każdej sprawie!
ravajas
Dołączył: 24 Sie 2006 Posty: 125 Skąd: zza bębnów
Wysłany: Pią 06 Paź, 2006
ja z kolei przez 11 lat grałem w szkolnym big-bandzie, też łoiliśmy standardy i to bardzo szeroko stylistycznie. utwory z najrózniejszych półek i czasów.
mieliśmy przez ten czas opracowane około 200 utworów. Wystarczyło tylko nakręcić wesele.. ech, człowiek nie myślał
swoją drogą ciekawostka jest, jaki sprzęt mozna spotkać na weselach. Mnie się udało trafić (jako fotograf ślubny) na wesele gdzie gość miał Yamahę Maple Custom z rozbudowanych setem blach K zildjiana. Jako, ze na weselu byłem tylko do pierwszego tańca, nie wiem co grali, ze gośc miał bańki 8", 10", 12" 14" oraz dwa crashe: 16" i 18, ride'a, chine 20", i dwa splashe (lub jeden z nich to był bell - nie pamiętam dziś): 8" i 10". Do dziś mnie zżera co grali
_________________ uczmy się na cudzych... bębnach!
Dołączył: 17 Maj 2006 Posty: 70 Skąd: świętokrzyskie TSK
Wysłany: Pią 13 Paź, 2006
Pejan napisał/a
Jak również ogólne osłuchanie, feel, współpracę z zespołem, otwarcie na różne gatunki i style muzyczne, wyobraźnię i pomysłowość.
Dodam jeszcze, że takie zespoły są czesto potrzebne. Gra się często dla ludzi, więc mamy ruch w interesie - mamy dla kogo grać. Oswajamy się szybko z graniem dla ludzi, różnymi pomieszczeniami, zmienną akustyką, szybką orientacją w terenie, itp.
A także wciąż "dołączamy" nowe utwory, dzięki którym idziemy do przodu. Pozdrawiam wszystkich, grających tego typu imprezy i nie tylko.