Witam !!!Czy ktoś gra z was na chauturach ?Jak do tego podchodzicie ?W jakim składzie ?Ile bierzecie ? Czy to nie wstyd ?Piszcie co sądziecie o "graniu po weselach".
Ja nie gram na chalturach, ale powiem co o tym sądze Kiedyś, jak byłem początkującym , metalowym perkusistą, to uważałem, że będę grał tylko metal i nic więcej, a juz napewno nie będę grał na chalturnikiem.
Ale lata mineły , podejście do życia również i jakbym teraz miał okazje tak pograc, to raczej bym nie odmówił ( o ile by czas na to pozwolił) . W sumie dobrze jest zarabiać tym co się lubi robić
Zagrałem 2-3 chałtury. Chylę czoło przed tymi, którzy to czynią często. To potwornie trudna i średnio wdzięczna praca. Oraz wyczerpująca.
A nerwy trzeba mieć ze stali.
Przyjdzie ci najebany klient i zarząda "Małego, białego domku" Mietka Fogga i koniec. Będzie ci mędził przez pół nocy (a ty nie znasz ale nie da się wytłumaczyć). Ochyda.
Wesele. Wstyd to nie jest, ale nie wyobrażam sobie siebie z werbelkiem na tzw. wyprowadzeniu. Łeeeee. Albo oczepiny i durne zabawy. Fuuuu.
Za to ładna klasyczna muzyka rozrywkowa na weselu czy zabawie to miła odmiana od jebania blastów :D:D (tak myślę, bo blast dla mnie to teoria chyba )
Ja bym bardzo chętnie zagrał na weselu, w sumie to gdziekolwiek Nie lubię wesel, tak jak jezyor powiedział nie wyobrażam sobie wyprowadzenia z werblem, oczepiny są okropne... ale grać bym bardzo chciał... problem w tym, że raczej na tyle nie umiem, a odpowiedzialność jakaś mimo wszystko jest.
Nasze wyobrażenia o graniu na weselach pochodzą z własnych doswiadczeń na weselach naszych znajomych, rodzin, itp, i jako ludzie z "branży" ktorzy sie znają na pewno widzieliscie nie raz żenujace występy takich kapel, ale ludzom to nie przeszkadza bo i tak nic nie kumają , byle melodia była i klaszczemy na raz. Nie mam nic przeciwko i jak ktoś to porządnie wykonuje to uważam że to podnosi poziom takiej imprezy, I W ŻADNYM WYPADKU NIE JEST TO WSTYD, zgadzasz sie grac za kase to rób to jak najlepiej umiesz. Sam na weselach nie grałem, ale graliśmy pare razy na prywatnych imprezach , gdzie ktoś chciał akurat nas miec na swoich urodzinach czy innej firmowej imprezie.Dawalismy normalny koncert ( chociaz zazwyczaj w dwóch setach ) i było ok, przynajmiej dobra kasa jest gram tez w drugim zespole - coverowymi i mówię wam ze bardzo przyjemnie sie gra w lecie gdzies nad brzegiem morza, np. crossroads lub inne metaliki , itp, itd...
Kiedyś przed laty trwałem w przekonaniu, że granie chałtury to rzecz niezwykle hańbiąca dla ambitnego muzyka. Szybko jednak zmieniłem zdanie kiedy sam przekonałem się, że to nie taka łatwa jednak praca i trzeba włożyć w nią trochę poświęcenia. Satysfakcji wielkiej nie przynosi to wiadome, lecz wynagrodzeniem jest po prostu dobra kasa.
Dodam, że gram w różnych składach - rockowych, bluesowych, fusion a chałturę traktuję jako konieczność - z wiadomych powodów
Witam !!!Czy ktoś gra z was na chauturach ?Jak do tego podchodzicie ?W jakim składzie ?Ile bierzecie ? Czy to nie wstyd ?Piszcie co sądziecie o graniu po weselach.
Grałem w swoim życiu na weselach i zabawach regularnie przez dwa lata będąc w wojsku i wiem jaka to ciężka praca, choć był to świetny sposób na "przeżycie" armii Staraliśmy się to wtedy robić najlepiej jak umieliśmy, a CHAŁTURA dla mnie to ŹLE, NIECHLUJNIE WYKONANA ROBOTA i nieważne czy grasz czy jesteś hydraulikiem jeśli spaprałeś robotę, to zrobiłeś CHAŁTURĘ. Dlatego nie ważne, czy gramy na zabawach, weselach, festynach czy imprezach dla dzieci (grałem kiedyś taką dziecięcą bajkę przez prawie dwa lata) ważne abyśmy robili to dobrze, wtedy nie będzie to chałtura i nie będzie powodu do wstydu. A swoją drogą wracając do symbolu "chałtury" czyli wesela, moim zdaniem nie ma nic lepszego jak żywy zespół grający dobrą muzykę do tańca na weselu. Bo po to wesele jest, żeby potańczyć i się pobawić, a nie "zwalić" się od nadmiaru gorzały jeszcze przed północą. Ale to już temat na OT.
_________________ Trzeba ćwiczyć bardzo, bardzo dużo..... nigdy tego nie robiłem..... bardzo tego żałuję.
ja bym gral z wielka checia, wstyd ??? ja nie widze wstydu, zarabia sie kase grajac na beczkach i o to chodzi 500 zl za nocke na leb piechota nie chodzi. Jest ok, fakt trzeba znac kupe materialu ale jakiego idziesz i grasz w kolko to samo Mysle za jakbym mial okazje to na bank bym nie odmowil
ja bym gral z wielka checia, wstyd ??? ja nie widze wstydu, zarabia sie kase grajac na beczkach i o to chodzi 500 zl za nocke na leb piechota nie chodzi. Jest ok, fakt trzeba znac kupe materialu ale jakiego idziesz i grasz w kolko to samo Mysle za jakbym mial okazje to na bank bym nie odmowil
heh zalezy też od rejonu Yahoo, w moim regionie "człowiek orkiestra" z keyboardem i mikrofonem jest w stanie zagrać całą imprezę nawet za 150zł. Dla całej okiestry jak się zbierze 1000zł to jest bardzo dobrze, ale ja nienarzekam, zawsze kolejne doświadczenie i przy okazji dobre jedzonko.
Niepolecam spożywania alkoholu , jak już kiedyś pisałem mój kolega spadł ze sceny. Pozatym człowiek jest zmęczony i senny przez głupie "pare kielichów" nawet
to faktycznie pewnie zalezy od regionu, moi znajomi akurat jak grali to zarabiali 500 zlociszy na leb, no ale trzeba tez powiedziec ze sa bardzo dobrymi muzykami, teraz juz siedza w USA i tam graja ehhh ale za 150 zl za noc to hmmm, chociaz pewnie i tak bym poszedl grac, kasa zawsze sie przyda.
do mnie po sprzet przychodzi duzo chalturnikow i tak jak z poczatku myslalem, ze to takie tam wypierdki, tak bardzo syzbko sie nauczylem, ze czesto sa zajebistymi instrumentalistami, z dobrym wyczuciem instrumentu i toną doświadczenia za sobą. ja w tym nie widze zadnego wstydu, za to podziwiam bo robota wyczerpujaca!
_________________ -= hoy brujerizmo pa ti satanizmo =-
ja bym gral z wielka checia, wstyd ??? ja nie widze wstydu, zarabia sie kase grajac na beczkach i o to chodzi 500 zl za nocke na leb piechota nie chodzi. Jest ok, fakt trzeba znac kupe materialu ale jakiego idziesz i grasz w kolko to samo Mysle za jakbym mial okazje to na bank bym nie odmowil
heh zalezy też od rejonu Yahoo, w moim regionie człowiek orkiestra z keyboardem i mikrofonem jest w stanie zagrać całą imprezę nawet za 150zł. Dla całej okiestry jak się zbierze 1000zł to jest bardzo dobrze, ale ja nienarzekam, zawsze kolejne doświadczenie i przy okazji dobre jedzonko.
Niepolecam spożywania alkoholu , jak już kiedyś pisałem mój kolega spadł ze sceny. Pozatym człowiek jest zmęczony i senny przez głupie pare kielichów nawet
u mnie w regionie stawki chodza 1000-1500 dla zespolu. chociaz faktycznie zdarzaja sie rozne przekrety, stanie 2 "muzykow" za klawiszem i beda blaznowac cala noc za 600 zl ehh, a tym samym robia konkurencje tym zespolom ktore graja tylko na zywo! No a ludzie i tak nie wiedza o co w tym chodzi, ze nie ma perkusji im to nie przeszkadza, byle wypic i pobawic sie przy jakiejs muzyce. ehh rzeczywistosc jest smutna.
Mój ojciec gra chałtury z zespołem... jest perkusitą... (słabym - typowo chałturowym ) i jak dali ogłoszenie przed sylwkiem że zespół z perkusją to zaraz był telefon z piły z dobrego lokalu ludzi siedzących w branży już to męczy... te wszystkie klawisze.. gościówa jak zadzwoniła to powiedziała że już rzyga tymi debilami co udają że umieją grać na klawiszach
Ceny w moim regionie chodzą od 600 na mega wsiach po kilka godzin... ale jeśli w miastach i innych normalnych miejscach to od 1000zł do 2000zł - zależy jak ważna jest impreza... nie jest źle perskusja i granie na żywo powoli powraca!
Ja gram 7 lat na chałturach. Nigdy nie miałem spotkania z "najebanym gościem", który uprzykrzałby pracę. Grać trzeba wszystko od polki i walczyka przez rock (często wcale nielekki) do samby, salsy, itp. Średnio za wesele mam 350 zł dla siebie za 1 dzień. bywa więcej. Do tego dobre żarcie i wódka. Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że alkohol przeszkadza. Kiedy nie piję, męczę sie znacznie szybciej. Jeśli piję z umiarem i dużym wyczuciem, męczę sie wolniej. Gramy oczywiście na żywo, nagłaśniając bębny. Mam swój oddzielny mikser i mikrofony.
Witam !!!Czy ktoś gra z was na chauturach ?Jak do tego podchodzicie ?W jakim składzie ?Ile bierzecie ? Czy to nie wstyd ?Piszcie co sądziecie o graniu po weselach.
A TY GRASZ ?
Tak gram ... a ścieślej mówiąc niedługo będę grał(bo mamy z kapelą już zgodzone weseliska) :>)
Ja gram 7 lat na chałturach. Nigdy nie miałem spotkania z najebanym gościem, który uprzykrzałby pracę. Grać trzeba wszystko od polki i walczyka przez rock (często wcale nielekki) do samby, salsy, itp. Średnio za wesele mam 350 zł dla siebie za 1 dzień. bywa więcej. Do tego dobre żarcie i wódka. Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że alkohol przeszkadza. Kiedy nie piję, męczę sie znacznie szybciej. Jeśli piję z umiarem i dużym wyczuciem, męczę sie wolniej. Gramy oczywiście na żywo, nagłaśniając bębny. Mam swój oddzielny mikser i mikrofony.
Ja na chałturach gram od około 2.5 roku. Jeszcze niedawno piłem na każdym graniu, jednak po 8 h zazwyczaj byłem strasznie dobity, nie pijany ale po prostu zmęczony. Na ostatnich dwuch graniach grałem 100% na trzeźwo i grało mi się niedośc że lepiej to niebyłem taki zmęczony pod koniec.
Ja może trochę nieprecyzyjnie sie wyraziłem. Mam na myśli kieliszeczek na przerwę, czyli raz na godzine, tylko do 1.00. Później już koniec picia. Wolniej dociera do mnie zmęczenie.
Nigdy nie grałem chałtury, bo jak dotąd nie musiałem w ten sposób zarobkować. Nie mówię, że nie miałem okazji i propozycji. Wolę sobotnie wieczory spędzać w bardziej przyjemny sposób. Roboty mam dośc na tygodniu.
Z tego co wiem perkusja w zespole chałturniczym podnosi "prestiż" tegoż. W każdym razie nie widzę nic niestosownego w graniu sztuk. Pieniądz nie śmierdzi.
Pozdrawiam
Dołączył: 17 Maj 2006 Posty: 70 Skąd: świętokrzyskie TSK
Wysłany: Pią 19 Maj, 2006
Gram około 2 lat po weselach. Uważam, że nie jest to wstyd. Wiadomo jakie są dziś czasy. To fakt można sobie dorobić i to jest jeden z głównych powodów grania, lecz najważniejsze jest to, że robi się to co lubi, kocha. Najpiękniejsze jest to, jak nad ranem, po zakończonej imprezie ludzie są zadowoleni z zespołu, lub jak chcemy kończyć około 5.00, 6.00 nad ranem, a goście weselni proszą o jeszcze. Wesele to nie jest odwalenie "chałtury", lub zagranie dla "sztuki" to ciężka i fizyczna praca (czasami 12 godzin), nie wspominając o znajomości minimum 150 utworów (wiadomo, że tyle się nie zagra, ale trzeba mieć w zapasie, gdyż "publika" jest wymagająca). Jeśli wykonuje się to dobrze, z pasją, z oddaniem to napewno odzwierciedla się to w postaci zamówień. W okresie tych dwóch lat, od czerwca do listopada, miałem może jedną lub dwie soboty wolne. To chyba jest powód do zadowolenia. A inny, drugi zespół myślę, że jeszcze będzie. Wszystko przed nami. Pozdrawiam
_________________ Premier Artist Maple (Red Moon Sparkle)
Paiste: Signature, 2002, Twenty.
Pearl Eliminator
Nie grałem jeszcze nigdy na weselu i nie chcę idealizować przesadnie, ale (na tym polega dyskusja) czy w takim razie nie jest to ciężka, ale strasznie niewdzięczna praca, no i czy tak naprawdę robimy to co kochamy? Tj. czy zaczęliśmy grać naszą ukochaną muzykę po to, żeby grać coś na weselu? (przy czym przez ukochaną muzykę rozumiem zarówno nasz ukochany styl, jak i muzykę w ogóle)
Dołączył: 17 Maj 2006 Posty: 70 Skąd: świętokrzyskie TSK
Wysłany: Pią 19 Maj, 2006
"Kochamy" instrument, "kochamy" granie, "kochamy" muzykę, nie w znaczeniu "kochamy" grać na weselach. "Kocham" to co robię - gram. Grając przekrój od poleczek, walczyków, disco poprzez prawie każdy rodzaj muzyki rozwijasz się i nie jesteś ograniczony do jednego stylu. Perkusista powinien umieć zagrać "do wszystkiego", odnaleźć się w każdym gatunku. To, że gra się po weselach nie znaczy, że do końca życia się tam zostanie. Jest to jakaś droga do rozwijania się. Pozdrawiam
_________________ Premier Artist Maple (Red Moon Sparkle)
Paiste: Signature, 2002, Twenty.
Pearl Eliminator
mnie nie podobaja sie tylko zespoly takie ... pseudo zespoly
klawisz + wokal-gitara .... kurcze no wiem ze to jest najtansze ale no .. perka, gitara, bass, wokal to jest to ! a nie perka z automatu puszczona ... wrrr
_________________ Niech rytm będzie z Tobą :] !
Bębniarek
Dołączył: 13 Lut 2006 Posty: 1474 Skąd: Kraków
Wysłany: Pią 19 Maj, 2006
W dzisiejszych czasach chałtury to ciężka profesjonalna praca , nie ma żartów ...
Kiedyś przed laty trwałem w przekonaniu, że granie chałtury to rzecz niezwykle hańbiąca dla ambitnego muzyka.
tez tak sadzilem i nikt mnie nie mogl przekonac w kazdym razie chalutry to nie jest to co chcialbym w zyciu robic, aczkolwiek trafila sie okazja grania dla szwedow do kotleta i co jak co, ale jak sie uda to czemu nie? zawsze jest jakies doswiadczenie + kaska + wodka + kobitki (no moze przegialem )
w kazdym razie chaltury nie sa latwa rzecza jak sadze. nauczyc sie 10 do potegi N kawalkow, moze juz obstukanych, prostych i takie tam, ale taka ilosc materialu przytlacza....
Kiedyś przed laty trwałem w przekonaniu, że granie chałtury to rzecz niezwykle hańbiąca dla ambitnego muzyka.
tez tak sadzilem i nikt mnie nie mogl przekonac w kazdym razie chalutry to nie jest to co chcialbym w zyciu robic, aczkolwiek trafila sie okazja grania dla szwedow do kotleta i co jak co, ale jak sie uda to czemu nie? zawsze jest jakies doswiadczenie + kaska + wodka + kobitki (no moze przegialem )
w kazdym razie chaltury nie sa latwa rzecza jak sadze. nauczyc sie 10 do potegi N kawalkow, moze juz obstukanych, prostych i takie tam, ale taka ilosc materialu przytlacza....
przytłacza nie tylko ilość utworów... ale też to że musisz grać prawie bez przerwy od mniej więcej godziny 17-18 do 4-6 rana... i do tego dolicz poprawiny na które się ledwo co zdążysz wyspać... niestety... ale wtedy wychodzi prawdziwa odporność na zmęczenie...
A ja przyznam że chciałbym grać chałtury - mój ojciec gra na bębnach w chałturkowej grupie... on w sumie gra cieńko i jak na niego patrze to wcale nie trzeba za dużo myśleć nad groovem
Dla osób starszych takich jak mój ojciec to granie też dla przyjemności... od łepka biorą od 200zł (na biednych wsiach) do 500zł w lepszych miejscach...
Dla mnie granie chałtury to dobre tylko dlatego że ucze się grać inne gatunki muzyki i pieniądze - zawsze wpadnie troche umiejętności i grosza... choć jeszcze nie gram a chciałbym
jeszcze zależy co rozumiemy przez chałturę.
Nie znoszę grania "wsiowych" imprez. Czyli Majteczki, czy całe tzw Disco Polo itp.
Ale zagranie eleganckiego przyjęcia, z elegancką muzą, standardy muzyki rozrywkowej, dyskretnie, kszzzzz... Tak to może i bywa fajne.
To może rozwijać i jest poważnym wyzwaniem. Często powważniejszym jak granie tego co robimy na codzień. Musimy oderwać się do schematu myślenia przypisanemu naszej kapeli.
Musimy znaleźć się w różnych, często obcych nam stylach i klimatach. A jak chcemy zrobić to naprawdę profesjonalnie i z feelingiem to już jest poważna praca do wykonania.
jasne, że tak. Ale ja mówię o estetyce muzycznej. Estetyka majteczek jest mi obca (przynajmniej tych w kropeczki - bo ładna pupa w ładnych majteczkach jest best )