Po pierwsze nikt nie jest idealny po drugie skoro w jednej marce widzę większy potencjał do odwtorzenia muzyki w mojej głowie, to jest ona lepsza od tej, która mnie kompletnie nie inspiruje. Nie posługujemy się wszyscy tymi kryteriami?
Endorsment to zwykły układ handlowy. W zamian z profity (tańszy bądź darmowy sprzęt, pieniądze) zobowiązujesz się do reklamowania danego producenta/dystrybutora czy sklepu na warunkach określonych w umowie. Nie ma tu miejsca na żadne sentymenty, dla muzyków profesjonalnych liczy się kasa, to jest ich źródło utrzymania i tyle - koniec, kropka. Utarło się ostatnio, że endorser to ktoś "lepszy", nadczłowiek. Siłą rzeczy w pewien sposób jest to prawda, gdyż aby ktoś taką umowę z rzeczonym endorserem-kandydatem zawarł, to musi on coś sobą reprezentować tudzież po prostu być rozpoznawalnym. Nie ma też raczej problemu z obostrzeniami dotyczącymi sprzętu, sam widziałem zdjęcie Tomka Łosowskiego przy tamie starclassic z membranami DW. Ilu to "wielkich" zapomina o swoich sygnowanych werblach o których wyrażają się w takich superlatywach, że słowo "ultymatywny" ma tu za niską wartość, a do studia zabierają dwudziestoletniego brady, ayotte czy noble&cooley.
Endorsment = "pinionc" dla obu zadowolonych stron.
co do wyższości jednej marki nad drugą wczoraj grałem na tamie bubindze bębny fajne gdybym miał pieniądze to bym kupił natomiast talerze sabian hhx crash, i ride zildijan k były dla mnie straszne, ride brzmiał jak kawał blachy a crash był strasznie dziwnie miękki.
I dla mnie najlepsze są Meinle.
Anarchismo jako ma rajcę za darmo nic nie ma, nie płacąc za talerze nie znaczy to, że koszt produkcji był równy zero.
_________________ Miszcz 1. quizu perkusyjnego w 2010 r.
Jeżeli się wybiera endorsement, oczywiście mając ku temu możliwości, to ma się ku temu pewne powody. Najczęściej są to: zniżki na sprzęt danej firmy/firm, możliwość wymiany pękniętej blachy na nową po np. trzech miesiącach lub całej np. ride'a na hi-hat, dostarczanie towaru danej firmy na np. klinikę w danym mieście itp. Jeżeli ktoś jest czynnym muzykiem, to tego typu, nazwijmy to brzydko interes, jest jak najbardziej takiej osobie na rękę. Jeżeli nie jest się wybrednym to plusów jest naprawdę dużo, chociaż z drugiej strony sprzet i warunki muszą danego muzyka przekonywać. Przekład: Ślimakowi jeszcze przed podpisaniem umowy z Zibi (dystrybutor m.in. Zildjian i Gretsch, na których Ślimię oczywiście gra) proponowano endorsement Paiste. Był u dystrybutora i jedyna blacha, która mu pasowała brzmieniowo z całej palety Paiste z wyższych półek to jakiś crash lub hi-hat. Reszta totalnie nie pasowała mu brzmieniowo. Ja bym postąpił podobnie, no bo jak tu czerpać przyjemność z grania kilkudziesięciu koncertów w roku na sprzęcie który Ci się nie podoba?