Witam chodzi mi po głowie jak wygląda sprawa z byciem endorserem, czy polegam to na tym, że otrzymujemy instrumenty od producenta i jesteśmy zapisani na stronie, czy dostajemy pieniądze za reklamę marki, czy ilu endorserów tyle rozwiązań ?
_________________ Miszcz 1. quizu perkusyjnego w 2010 r.
Warunek jest jeden. Musisz istnieć na rynku muzycznym jako perkusista, co najmniej rozpoznawalny/ znany/ genialny w danym gatunku. Czyli być znanym z tego, że grasz cool i ludożerka cię kupuje. No i kupi też kiedyś chłam, który ty im ze swoim uśmiechniętym ryjem polecisz. Nawet jeśli ci ten chłam nie leży. Możesz w nim za darmo przebierać, ale za cenę nie romansowania z innymi markami.
To zwykła lojalka. Ale o szczegóły pytaj endorserów z forum.
Dołączył: 04 Mar 2006 Posty: 3818 Skąd: Szczecin/Stargard
Wysłany: Nie 16 Sty, 2011
Wszystko zalezy od tego jak bardzo jestes rozpoznawalny/twoja kapela...niektorzy maja znizke u dystrybutora na blachy, niektorzy robia sobie swoje modele
_________________ Masz pytanie odnośnie forum? Jakieś pytania techniczne? Moze coś ciekawego do dodania na forum? Napisz na gg/pw/mail. Czekam na wiadomości w każdej sprawie!
Inna sprawa, że czasem można mieć coś 'ala endorsement z dystrybutorem. Nie trzeba być na stronie Paiste żeby dostać zniżkę w zamian za naklejkę i dobre słowo. Można zawsze napisać do dystrybutora, który jeśli jest sensowny, to zauważy wpływ muzyka na lokalne środowisko i zaproponować adekwatne perki. W to bym przede wszystkim celował- zniżki na blachy, pałki.
Przynajmniej tak mi się wydaje. Niech mnie ktoś poprawi, jeśli się mylę.
Dołączył: 23 Sie 2008 Posty: 580 Skąd: Płock - Włodawa
Wysłany: Pon 17 Sty, 2011
z autopsji wiem ze to najczestsza forma endorsmentu.
perkusista calm hatchery gra na orionach - dlaczego? bo ma 30 % zniżki. biorąc pod uwagę najwyzsze modele ma to sens
a ze na zywca słyszałem blachy za nim dowiedziałem sie ze to oriony i myslałem ze to soultone to inna sprawa :D:D
Istnieje też endorsement w formie mikro - układ wpływowego / intensywnie nauczającego perkusisty ze sklepem, który jako jedyny ma dany produkt w danym mieście.
No bo zwykły endorsing wyglada tak:
- lubisz dany sprzęt więc chcesz z niego korzystać.
- firma zdaje sobie sprawę z Twojej pozycji i jako zaciśnienie współpracy otrzymujesz perki
- wszelkie efekty marketingowe traktowane są jako skutek uboczny współpracy między artystą i firmą
Natomiast tutaj to wygląda dla mnie tak:
- nauczyciel ma dużo uczniów
- firma proponuje perki w zamian za nakierowanie uczniów na korzystanie z jej usług
- korzyści finansowe są celem. Skutków ubocznych brak.
Bębniarek
Dołączył: 13 Lut 2006 Posty: 1474 Skąd: Kraków
Wysłany: Pon 17 Sty, 2011
No coz ja tam mam endorsment , uczniowie tez na tym korzystaja i wszyscy sa zadowoleni
No bo zwykły endorsing wyglada tak:
- lubisz dany sprzęt więc chcesz z niego korzystać.
- firma zdaje sobie sprawę z Twojej pozycji i jako zaciśnienie współpracy otrzymujesz perki
- wszelkie efekty marketingowe traktowane są jako skutek uboczny współpracy między artystą i firmą
Natomiast tutaj to wygląda dla mnie tak:
- nauczyciel ma dużo uczniów
- firma proponuje perki w zamian za nakierowanie uczniów na korzystanie z jej usług
- korzyści finansowe są celem. Skutków ubocznych brak.
Ekchm,
- Nauczyciel lubi dany sprzęt, więc go kupuje.
- Sklep zdaje sobie sprawę z pozycji nauczyciela i jako zacieśnienie współpracy daje mu zniżkę.
- co do efektów marketingowych - Shalaq, czy my żyjemy na tej samej planecie?
Po co twoim zdaniem firma "zacieśnia współpracę", jeśli nie dla efektów marketingowych?
Dołączył: 23 Sie 2008 Posty: 580 Skąd: Płock - Włodawa
Wysłany: Pon 17 Sty, 2011
inna sprawa jest taka ze joey jordisson grał pierwotnie na ayotte(bo był dla niego to najlepszy sprzet) ale ze pearl zapłacił mu za endorsment powiedzmy: 250 000 $ to sprawa wygląda inaczej
kvrwa mać przestań spamować. Nie chce mi się czytać Twojego ślinotoku.
_________________ Semper Fidelis.
Uycha
Dołączył: 14 Lut 2006 Posty: 160 Skąd: Warszawa
Wysłany: Pon 17 Sty, 2011
tutkaprof napisał/a
Po co twoim zdaniem firma zacieśnia współpracę, jeśli nie dla efektów marketingowych?
+1
Elementarna wiedza z marketingu - sponsoring to nie jest solidarna więź firmy z klientem na zasadzie: producent widzi oddanie dla marki świetnego muzyka i chce go wspomóc, a jeśli przy okazji kogoś zainspiruje jego brzmienie, to może spojrzy przychylniej na odpowiednie miejsce na półce, a jeśli nie, to i tak dobrze, w końcu nie tylko kasa się liczy.
Zwykła wymiana dóbr - my ci dajemy dobra materialne, ty nam reklamę. Im lepsza reklama, tym więcej dóbr. Nie masz nam nic do zaoferowania - vice versa. Biznes. C'est la vie.
No ja wiem, ale wolę wierzyć w ideały i to, że komuś trochę bardziej zależy na sztuce (w tym firmom produkującym instrumenty) niż na kasie, lub chociaż bardziej niż rzeczywistość może sugerować.
No ja wiem, ale wolę wierzyć w ideały i to, że komuś trochę bardziej zależy na sztuce (w tym firmom produkującym instrumenty) niż na kasie, lub chociaż bardziej niż rzeczywistość może sugerować.
Achaaa...
No to może uwierz, że sklepom muzycznym też zależy bardziej na sztuce niż na kasie i nie potępiaj zjawisk, które są bardzo naturalne.
- nauczyciel kupuje taniej dobry sprzęt, który mu odpowiada - przecież nie kupi jakiegoś szitu z powodu zniżki, nie?
- uczniowie mogą zapoznać się z dobrym sprzętem w najbardziej sprzyjających okolicznościach. Chyba lepiej, gdy wartościowy instrument poznają u nauczyciela, w dobrych warunkach akustycznych, powoli na spokojnie niż na szybko w hałaśliwym sklepie z mrukliwym i nie zawsze kompetentnym sprzedawcą, nie?
- sklep liczy pieniążki i klepie się po spasłym brzuchu.
Mam mieszane uczucia do endorsmentu. Jakkolwiek dla młodego muzyka często biednego jest to fajna sprawa z puntku widzenia finansowego, tak dla muzyka dojrzałego bogatego już niekoniecznie. No bo powiedzmy sobie szczerze, po co Jordisonowi np endorsment? Dla kasy? Przecież on ma w pytę kasy. A tak to ma związane ręce, bo musi grać na paistach. Dla mnie to ograniczenie. Wiązanie sie z jedną marką to jest porażka, to jest monokultura. Jestem na nie.
Dla Jordisona, który (tak? - bo nie jestem pewien) gra tylko w jednym składzie, to ganz egall. Ale dla muzyka freelancera, który udziela się się w wielu miejscach i w wielu projektach, to bardzo wygodny układ.
Na drugim zlocie perkusja.org we Wrocławiu Tomek Łosowski przejechał całą Polskę swoją ciężarówą wypchaną po dach monstrualnym zestawem DW i stracił masę czasu na na noszenie i montowanie wszystkiego, potem składanie i chowanie.
Kuba Jabłoński przyjechał z rękami w kieszeniach. Z pobliskiego sklepu ja mu przywiozłem kompletny zestaw Gretscha, po koncercie odwiozłem z powrotem do sklepu.
A Chambers to już w ogóle - leci do Japonii, za trzy dni jest już w Stanach, nazajutrz gra we Francji. Gdzie się nie pojawi, ktoś mu podstawi pod nos zestaw Pearla z Zildkami. Więc kasa kasą, ale taka pomoc logistyczna pozwala naprawdę mieć swobodę twórczą.
no spoko rozumiem to, ale czy myślisz że bez endorsmentu nie poradzili by sobie z logistyką? Przecież to wszystko jest kwestią pieniędzy które oni mają. Ale coś za coś, z jednej strony, mają dobre układy, są zapraszani występują w reklamach to na pewno nobilituje dodatkowo, ale z drugiej strony nie mają swobodnego wyboru jeśli chodzi o dobór instrumentarium. Choć w studio to nie wiemy na czym grają tak naprawdę
Bębniarek
Dołączył: 13 Lut 2006 Posty: 1474 Skąd: Kraków
Wysłany: Wto 18 Sty, 2011
Dokładnie , to na czym graja w domku , studiu to jest ich słodką tajemnicą choć czasami jawnie lecą w kulki , Vinnie Colaiuta np. gdy był jeszcze związany z Yamahą , na koncerty zabierał Gretscha , ale żeby wszystko było zgodnie z kontraktem , zakładał przedni naciąg z logo Yamaha.
Wyobraź sobie - jeździsz po całym świecie jak opętany, grasz codziennie koncert, za dnia prowadzisz kliniki lub pracujesz w studiu. Założę się, że po tygodniu takiego życia waliło by cię to, czy jakiś głupi bęben odezwie się "Bęę" czy "Beę" i że za nic nie chciałbyś po raz pięćset dwudziesty trzeci w roku pakować swoich kochanych Sabianów do pokrowca i wieźć taksówką na lotnisko, nie mówiąc o wielkich bębnach.
To zresztą kolejny dowód, że zawodowcom lata koło kolan na czym grają dla bandy japońskich lub węgierskich dzieciaków, brzmienie mają w łapach.
Bębniarek
Dołączył: 13 Lut 2006 Posty: 1474 Skąd: Kraków
Wysłany: Wto 18 Sty, 2011
YelloW_EyE napisał/a
to świnia :p, nie powinno się tak robić, a dlaczego tak robił ?
No jak to czemu
'That Great Gretsch Sound'
Steve Gadd też często zamiast swojego sygnowanego werbla wozi Ludwiga Supraphonica , ustawionego tabliczką do Niego co by nie było widać , Dennis Chambers natomiast wozi sobie różne werbelki a to Brady a to Firchie
Raduli, Żaczek, Konrad też mówili, że brzmienie pochodzi od człowieka, sprzęt jest nie ważny.
_________________ Miszcz 1. quizu perkusyjnego w 2010 r.
Meinl
Bębniarek
Dołączył: 13 Lut 2006 Posty: 1474 Skąd: Kraków
Wysłany: Wto 18 Sty, 2011
tutkaprof napisał/a
To zresztą kolejny dowód, że zawodowcom lata koło kolan na czym grają dla bandy japońskich lub węgierskich dzieciaków, brzmienie mają w łapach.
Akurat Vinnie robił to z premedytacją , natomiast zgodzę się z tym że im ktoś ma większe umiejętności i jest ich świadomy tym mniejszą wagę przywiązuje do tego co mu postawią na scenie , nie narzeka na bębny , naciągi , ustawienie , że było coś nie "to" , nie "te" , nie "tamto", po prostu gra.
e za nic nie chciałbyś po raz pięćset dwudziesty trzeci w roku pakować swoich kochanych Sabianów do pokrowca
Nie musisz używać sarkazmu żeby przekonać do swoich racji. ja tylko zwracam uwagę na pewne minusy endorsmentu aczkolwiek plusów jest więcej pewnie o czym wspomniałeś.
Nie musisz używać sarkazmu żeby przekonać do swoich racji. ja tylko zwracam uwagę na pewne minusy endorsmentu aczkolwiek plusów jest więcej pewnie o czym wspomniałeś.
Ej już nie bądź taki wyczulony, staram się być obrazowy, na pewno nie sarkastyczny. Pozdro.
Gdyby endorsement miał więcej minusów to tyle ludzi by się na niego nie pchało
A muzyk światowego formatu nie będzie sobie zaprzątał głowy logistyką. Jak kiedyś spytano Pendereckiego czego słucha na codzień, odpowiedział, że niczego, bo musi mieć świeży umysł do własnych pomysłów. Bill Stewart jak ma dzień koncertu to za wszelką cenę unika słyszenia muzyki przed występem. Dla nas muzyków nie powinien się liczyć sprzęt tylko muzyka. Elvin czy Buddy podobno w ogóle nie sprawdzali talerzy przed wrzuceniem na zestaw.