Pat Metheny - 80/81 - całkiem odjechana płyta
Keith Jarrett i Michel Camilo nagrali kilka płyt całkiem free
Terje Rypdal/Miroslav Vitous/Jack DeJohnette (1978),
a z Polski oczywiście Miłość
Bitches Brew jak najbardziej. A granica? Według mnie nie ma. Bo jeśli zespół Last Exit mógłby być tą granicą - to nic więcej ponad tą kapelę nie wyjdzie.
Nie ma co generalizować, a zapodawać dobre kapele i płyty.
Ostatnio zmieniony przez aldi Wto 01 Mar, 2011, w całości zmieniany 3 razy
No to w takim razie każdy jazz troszke bardziej nowoczesny jest "free." A przecież i Miłość i Miles w dużej mierze opierają się na konkretnych formach w swojej twórczości.
Dla mnie free jazz to bardzo konkretna szufladka zarezerwowana dla jazzu granego bez wcześniej ustalonych tematów i konkretnej formy w okół której toczy się dyskusja muzyczna.
No tak - ale co będziemy sobie "przejeżdżać mózg" czołgiem - jeśli prawie nikt nie zrozumie tego przekazu? Oczywiście masz rację Shalaq, tylko ile można wytrzymać taki na prawdę free w słuchaniu. Ale jeśli znacie to chętnie posłucham.
aldi>
Tak, ale ta płyta 80/81 jest melodyjna i łagodna jak baranek, w porównaniu z takim Song X, Pata Metheny... Za to na 80/81 Jack De Johnette jedzie po bandzie, piękny ride tam jest...
muffin>
wg mnie we free jazzie pojęcia granicy nie ma, bo nie ma samego ograniczenia formą (chyba, że ktoś z założenia gra free jazz formalnie- co jest bez sensu i bo jest graniem bezformia w formie), nie ma ograniczenia skalą, tudzież rytmem i harmonią, nie ma też oceniania, gorzej, lepiej, wyżej, niżej, nie ma rankingu. Po prostu, albo w ciebie dany zbiór dźwięków trafia, albo nie. Free to czysty akt komunikacji między ludźmi (ale nie tylko), tyle, że poprzez instrumenty i wymaga najwyższego kunsztu wykonawczego, uważam.
Bitches Brew to klasyk, piękna improwizacja w doborowej obsadzie. We free chodzi o nastrój o impresję, o wyrażanie siebie i dialog z innymi jednocześnie. Tej płyty (Bitches Brew) nie dałoby się zagrać jeszcze raz. Ot, utrwalenie chwili przez genialnych muzyków, którzy pod czujną nawigacją Milesa doszli do pewnego miejsca. Caceńko.
A tak serio to granica między free a nie-free przebiega dokładnie pomiędzy sercem a mózgiem.
Proponuję posłuchać takiego gitarzysty Tiszji Munoz, człowiek gra jak nikt inny. Nie ma formy dla jego muzyki.
No tak, to racja jest. Ale też nawet uformowany jazz zawiera w sobie spore pokłady wspomnianej tu improwizacji, a ta też w jakimś stopniu jest czymś "free".
Tak ja na to patrzę.
Absolutely free to może być arcydzieło a może być i bełkot.
No chyba że Absolutely Free Franka Zappy.
_________________ Girl you thought he was a man, but he was a muffin
He hung around till you found, that he didn't know nuthin
Najczęściej jest chyba bełkot. Bardzo rzadko z całkowitej nieskrępowanej improwizacji wychodzi coś dobrego na dłuższą metę. Trzeba mieć jakąś formę, żeby i muzycy i słuchacze mieli wspólną płaszczyznę ekspresji i doświadczenia muzyki.
tylko ten "bełkot" (chaos) jest najciekawszy we free, wrażenie, że w utworze panuje nieład, że muzycy się pomylili, że coś jest źle i to jest we free najlepsze.
_________________ Miszcz 1. quizu perkusyjnego w 2010 r.
Meinl
Ostatnio zmieniony przez YelloW_EyE Wto 01 Mar, 2011, w całości zmieniany 1 raz
nie o to mi chodziło "źle" w sensie, że jest chaos, nachodzi człowieka myśl, nastąpił błąd a jednak o to we free jazzie chodzi o robienie zamętu i chaosu który jest kontrolowany .
_________________ Miszcz 1. quizu perkusyjnego w 2010 r.
Skoro już wszystko zostało zagrane, to po co gracie na bębnach? Poza tym "Przecież o muzyce już wszystko powiedziano.", więc dyskusja o wyższości lat '70 nad innymi jest kretyńska moim zdaniem.
Kuba w sumie tylko aldi tak twierdzi, wcześniej pisałem, że mimo tego, iż "wszystko" już zostało zagrane to jednak można być czymś zaskoczony, dobre pytanie po co gramy, idąc tym tropem wszyscy muzycy powinni przestać grać i tyle.
Skoro już wszystko zostało zagrane, to po co gracie na bębnach? Poza tym Przecież o muzyce już wszystko powiedziano., więc dyskusja o wyższości lat '70 nad innymi jest kretyńska moim zdaniem.
Oh odezwał się znawca, co nawet nie może tu wstawić jednej dobrej płyty.
Sorry, ale wszystko co mogłeś zagrać - to zagrałeś - w kwestii tego tematu oczywiście...
Mialem powiedziec "pas" ale odciecie sie od tej pasjonujacej dyskusji byloby dla mnie zbyt bolesne. Najlepsze jest to, ze w tym rynsztoku intelektualnym, ktory sobie plynie w danym temacie madre wypowiedzi moge policzyc na palcach jednej reki i w 90% naleza do woofa, ktory rzuca konkretnymi przykladami po prostu.
@Muffin jak ty mi ripostujesz, ze bjork nagrala w 1977 roku plyte (miala wtedy 11 lat i pewnie grała cos w stylu "fasolek") to tak jak bys powiedzial, ze ja gram na perkusji od 3 roku zycia, kiedy to pierwszy raz jeblem sie glowa w garnek stojacy w szafce.
@aldi a powiedz mi dziubasku słodziutki jaki ty madry argument wysunales w tej dyskusji (nie lekaj sie cytatow, bede rad jesli mi przypomnisz)
_________________ Patrz jak pracują receptory. Słodki, gorzki, kwaśny, słony i ten co dewastuje mikrofony!
@bordah
A co miałem wysnuwać - mi wystarczy, że zapodałem młodzieży jakieś płyty i zespoły.
A wszelaki rozmysł w dyskusji jest kolejnym babraniem się w niepotrzebnym wieczornym zamęcie, którego nie będę uskuteczniać, bo już na wstępie wczoraj spaliłeś.
Pozdro.
Złe pytanie - bo już była odpowiedź i to przynajmniej dwa razy.
Moim zdaniem powinniście sami sobie odpowiedzieć na to pytanie słuchając tego co zostało polecone.
W tych czasach granie free jazzu jest - albo po prostu męczeniem słuchacza (bo 1 na 1000 to rozumie) - albo nie popularne.
Może by zmienić tytuł tematu na "Free jazz i temu podobne" i będziemy dalej jechać z różnymi kapelami i płytami, które mogą być free w różnym sensie.
Czy to nowe doznania, czy alternatywa, czy gitarzysta albo klawiszowiec/pianista gra free solówki.
Jeśli free się dzieje, to uczestniczy się w czystym akcie tworzenia. A akt tworzenia z reguły nie jest ładny, miły i przystępny. Jeśli nie ma free, jest tylko żywe odtwarzanie, najczęściej tego co już znamy i w czym pewnie się czujemy, czyli forma. We free, nie masz pewności, co się wydarzy za chwilę bo nie masz formy jako takiej.
Jak to nie masz formy? Nawet wcześniej ogranej kilkanaście razy na próbie albo koncercie?
Tej formy free, ale znanej muzykom, by w niej improwizować.
Niemożliwe jest by spotkali się nieznani muzycy i grali free. Bo musi być coś, co już w mózgu zaistniało przynajmniej na kilka chwil, czyli przespanych dni wcześniej. Inaczej to nie jest free tylko frytka.
Ostatnio zmieniony przez aldi Sro 02 Mar, 2011, w całości zmieniany 1 raz
Aldi właśnie na tym polega prawdziwy free jazz, że jest czystą improwizacją bez żadnej wcześnie ustalonej formy. Gdybać sobie tam możesz nad tym co siedziało muzykowi w głowie dzień wcześniej, ale najwyraźniej nigdy nie improwizowałeś jeśli myślisz, że będziesz odtwarzać skrupulatnie wymyślane motywy podczas improwizowania. Jedno się z drugim wyklucza.
Granie free polega na tym że nie robisz wcześniej prób, a nawet jeśli, to nie są one kierunkowane na tworzenie form i motywów do wykorzystania na koncercie. Nawet jeśli w trakcie występu zarys formy czy motywu się pojawi, to może w każdej chwili zostać złamany. To jest potęga i przekleństwo free jazzu.
Dawno mnie tu nie było, a że temat fajny to polecę coś.
Przekopując kiedyś kolekcję winyli ojca mojego dobrego koleżki, popijając szklaneczkę zacnego trunku natrafiliśmy na płytę częstochowskiego zespołu Tie Break pt. "Tie Break". Polecam gorąco bo naprawdę mocna rzecz! Tu mała zajawka:
http://www.youtube.com/watch?v=19poi9jBdNY
Jacuch
Dołączył: 29 Lis 2007 Posty: 143 Skąd: Małe miasteczko:)
Wysłany: Nie 03 Kwi, 2011
Myślę, że jednym z elementów, który może wzbudzać kontrowersje we free jest to, że masa ludzi (starajmy się tego unikać) tuszuje swoje "niedoskonałości" mówieniem: "To jest free jazz man! Ty tego nie rozumiesz".
Wiadomo, że w bydgoskim "Mózgu" była masa fajnych rzeczy (ja niestety mam już tylko przyjemność oglądać to na TVP KULTURA - i do tego też nawiązuje), ale też MOIM ZDANIEM (w oparciu o to, co widzę na KULTURZE) masa shitu - może jestem mało wysublimowany ale nie kręci mnie granie na każdej części bębna, tylko nie na membranie;);P.
Myślę, że poznawanie i zgłębianie się we free jazz, to świetna sprawa, ale spójrzcie na to tak:
Wiadomo (ktoś tutaj podrzucił MIŁOŚĆ), że Jacek Olter to świetny bębniarz był - i nikt nie może mu odmówić umiejętności - dlatego, jak słuchałbym Jacka grającego free, to bez względu, czy w danym momencie to by mi się podobało, czy nie, to zawsze mógłbym pomyśleć: "Okej - no to mi nie pasuje, co nie zmienia faktu, że to świetny bębniarz i udowadniał to w innych muzycznych sytuacjach"
Ale jak widziałbym przysłowiowego Kowalskiego (bez żadnych przesłanek co do jego ugruntowanej wcześniej wiedzy i umiejętności ) tworzącego kompletny chaos i podpinającego to pod free jazz, to prędzej pomyślałbym, że to po prostu chaos...
Wiem, że to zagmatwane i można się z tym wszystkim nie zgadzać, ale MOJA myśl przewodnia to chyba byłaby właśnie: "Grając free jazz grajmy jednak coś, co może mieć w nazwie 'jazz', a nie tuszujmy własnych nieumiejętności"
Czytałem o tym w biografii Milesa. Ale, który to fragment to za Chiny Ci nie powiem bo książka jest strasznie monotonna i generalnie opisuje w głównej mierze składy Milesa, w których grał. Mimo to polecam bo dużo ciekawych rzeczy można się dowiedzieć, a ostatni rozdział, w którym Davis daje rady i przewiduje co będzie się działo na rynku muzycznym w przyszłości powalił mnie na kolana.