Wysłany: Wto 02 Paź, 2007 Kryzys w grze na perkusji, porady?
Witam gram na perkusji nieco ponad 5 lat, ale teraz przezywam kryzys jakos nie ciagnie mnie do gry. Chce byc jak najlepszym bebniazem i cos osiagnac ale nie weim czy jest sens to ciagnac macie jakies rady dla mnie co powinienem zrobic w takiej sytuacji? jechac na jakies wyklady, koncerty by znow nabrac motywacji sam nie wiem dlatego pisze i licze na pomocne wypowiedzi, z gory dzieki!
może zrób sobie trochę przerwy, po jakimś czasie znowu zaczniesz się zachwycać partiami bębnów w muzyce, której słuchas, znowu zaczną Cię rączki świerzbić, żeby też coś takiego wykombinować.
Też tak czasami mam... ale jak nie gram jakiś czas i np słucham muzyki to moje kończyny same zaczynaja "latać" i przychodzą te myśli, że musze pograć. I to moim zdaniem jest "bezpieczny" nałóg
Może spróbuj jakiś czas odpocząć (nie myśleć nawet o tym) a jestem prawie pewny, że już niedługo jak bedziesz słuchał muzyki czy pójdziesz na koncert (najlepsza moim zdaniem motywacja do nauki gry) to napewno znowu bedziesz myślał, że jest sens dalej to ciągnąć
Pozdrawiam
Ja(zz)centy
Dołączył: 24 Gru 2006 Posty: 325 Skąd: z dużego pokoju
Wysłany: Wto 02 Paź, 2007
Witaj,
odpowiem dosc lakonicznie. "kto ma grac, ten bedzie grac".
kto powiedzial, ze masz grac na bebnach do konca zycia? masz zawod?
uczysz sie? to nie jest problem.
problemem by bylo, gdybys tak jak (nie wymienie nazwisk) jakis zawodowiec, ktory cale zycie poswiecil na szkolenie, nauke, doskonalenie itd itd nagle pozostal bez grania albo totalnie stracil chec do gry.
wtedy mialbys powazny problem. zona, dzieci, dom, kredyt, slowem rodzina do utrzymania, zobowiazania finansowe, a Ty "rzygasz" graniem. a na dodatek nie masz w innej dziedzinie "doswiadczenia zawodowego" i nie umiesz nic innego (dobrze) robic.
wtedy mialbys naprawde powazny problem. a teraz? wyluzuj.
do czasu az nie utrzymujesz sie wylacznie z grania, to nie masz problemu.
Nie chce Cie dolowac, ale wcale nie musisz byc najlepszym perkusista. Mozesz byc przecietnym, albo slabym. Zapewniam Cie, ze nikt tego nie zauwazy, bo ani Ty ani ja nie jestemy pepkiem swiata.
Moze teraz zastanawiasz sie. co ten koles w ogole pisze. po jaka cholere?
Z uwagi na przelaczanie sie miedzy zadaniami (praca) napisze krotko. Podstawa w "pracy" to nasza psychika. Nasze nastawienie, zadowolenie z tego co robimy. Jesli nastawisz sie na sukces za wszelka cene i nie osiagniesz go (np bedziesz "gorszym" bebniarzem niz X czy Y), to prawdopodobnie bedziesz do konca zycia sfrustrowanym gosciem, co przelozysz na swoja zone, dzieci itd.
Warto sobie uzmyslowic, ze z muzyki, grania powinno sie czerpac przyjemnosc. Jesli tego nie ma - wg mnie nie ma sensu sie meczyc.
Czasami warto odlozyc palki, sprzedac bebny (jak masz grac to sobie kupisz), zajac sie czym innym.
Jesli stwierdzisz ze nie mozesz wytrzymac bez grania, to do niego wrocisz. A jak nie to po co sie frustrowac, torturowac cwiczeniami itd.
Sam z przyczyn osobistych (studia, praca, slub, rodzina itd) "zerwalem" z graniem. Nie gralem okolo 10 lat. I myslalem ze nie bede juz grac. Ale granie doslownie snilo mi sie po nocach. I wrocilem...
Pewnie nie bede drugim (tu mozesz wpisac nazwisko ulubionego wirtuoza) ale mam wielka radosc z grania, spotykania przyjaciol z ktorymi lubie spedzac czas itd itd.
Stad poczatkowe "kto ma grac, ten bedzie grac". Jeden na poziomie zawodowym inny amatorskim. Wazne zeby cieszyc sie muzyka.
Uff.. z jednej strony przydlugawo mi wyszlo. z drugiej potraktowalem temat po macoszemu, ale to nie czas i miejsce na eseje i rozprawki psychologiczne i porady zyciowe
Poza tym robota nagli...
Mam nadzieje, ze moje 3 grosze do czegos Ci sie przydadza. Moze nie bedziesz mial takiego cisnienia na sukces/rozwoj, wrzucisz na luz, zobaczysz w graniu cos czego do tej pory nie dostrzegales. A przez to osiagniesz wieksza chec do rozwoju?
Jesli doczytales do tego miejsca - pozdrawiam,
a jesli zasnales... no coz. I tak nie wiesz co napisalem
Jacek
Przyczyny kryzysu bywają różne. Podejrzewam, że stanąłeś w miejscu, doszedłeś do ściany i walisz głową w mur. To zawsze zniechęca.
Sposób na to bardzo prosty - podnosić swoje kwalifikacje. Mocne postanowienie i ćwiczymy to co jeszcze nie wyćwiczone. A jak się wyćwiczy - to zawsze uskrzydla, nie ma takiej opcji, żeby nie.
może zrób sobie trochę przerwy, po jakimś czasie znowu zaczniesz się zachwycać partiami bębnów w muzyce, której słuchas, znowu zaczną Cię rączki świerzbić, żeby też coś takiego wykombinować.
to jest dobre >> mi pomogło kiedys lub poprostu zacznij grac byle co na perce to co płynie z głebi twojej duszy niekoniecznie skłądne bicia i czasami bez sensowne uterzanie pałkami w werbel a z czasme sie rozruszasz pzdr
Ja jak mam za dużo czasu wolnego....to wtedy nie gram....jak mam mniej czasu to lepsza motywacja do dalszych działan i cwiczen....
dzien z nauka na perkusji trzeba ustalic na grafiku to wpisac...rozbic sobie to na talerzu....
ja np. nie mam zespolu i nie bede mogl grac przez kilka lat, rozpoczalem drugie studia i jestem zajety od poniedzialku do niedzieli, w domu nie moge cwiczyc i stoje w miejscu a chcialbym grac. Tez mam samopoczucie nie najlepsze ale ... kupuje perke elektroniczne i postanowilem ze nie zostawie tego, bede gral nagrywal i sie dobrze bawil. Gram od 6 lat i sie temu poswiecilem perkusja to czesc mojego zycia i nie moge pozwolic aby brak warunkow mi w tym przeszkodzil.
Rada dla Ciebie poczekaj i zobacz jak bedziesz sie czul, jesli nie bedziesz chcial grac po przerwie to znaczy ze widocznie to nie jest to, natomiast jesli cos Cie tknie, bedziesz w utworach slyszal perkusje a nie muzyke to znaczy ze jednak cos w Tobie siedzi i postaraj sie grac cwiczyc i bawic sie tym.
postanowilem ze nie zostawie tego, bede gral nagrywal i sie dobrze bawil.
I to jest postawa godna naśladownictwa. Miałem podobny przypadek w życiu - zaprzestałem na 7 lat i zmarnowałem te 7 lat, choć mogłem przez ten czas chociażby w pada walić. Tyle, że nie wiedziałem, że kiedykolwiek wrócę do grania.
hmm nie ma co za duzo myslec tylko cisnac do przodu Moze zapisz sie na lekcje do czlowieka, ktory pomoze spojrzec inaczej na bebny, byc moze stanie sie to inspiracja do rozwoju
Metoda jest jedna:
nie poddawac sie i cisnac na maxa jestesmy tylko ludzmi i kazdy ma chwile slabosci...
pozdrawiam
PS. moja slabosc to jest to, ze pilismy do rana na sali bo gitarzysta mial urodziny i teraz mam łeb jak sklep hehe
Jeśli czegoś poszukujesz
Nie staraj się tak bardzo
Jeśli prawie nic nie czujesz
Nie staraj się tak bardzo
Gdy twe problemy są wielkie jak góry
Czujesz potrzebę znalezienia jakiejś odpowiedzi
Możesz to zostawić na następny dzień
Nie staraj się tak bardzo
Wtedy gdy upadniesz
Nie potoczysz się daleko
Gdy się nie udaje nie możesz narzekać
Dzięki swoim szczęśliwym gwiazdom
Smakuj dobrze każdy kęs
I ceń wysoko każdą chwilę
Gdy burza wokół szaleje
Pozostań tam gdzie stoisz
Nie staraj się tak bardzo
Uh, nie bierz sobie wszystkiego do serca
To tylko głupcy tworzą te reguły
Nie staraj się tak bardzo
Pewnego dnia zostaniesz starszym sierżantem
Ah, jak będziesz dumny
Wykrzykując swoje cholerne rozkazy
Hej, tylko nie za głośno !
Wypucuj swe błyszczące guziki
Przebrany za jagnię zamiast za barana
Ale nigdy nie musisz starać się, wyróżniać w tłumie
Oh, jak piękny jest świat, w mym życiu
Oh jak pięknym jest świat
To proste życie dla mnie
Oh, nie staraj się tak bardzo
Oh, nie bierz sobie wszystkiego do serca
To tylko głupcy - tworzą te reguły
Nie staraj się tak bardzo
Nie staraj się tak bardzo
dlaczego to zamiesciłem? pozwole sobie przetoczyc jeden wers:
Gdy burza wokół szaleje
Pozostań tam gdzie stoisz
Wszystko kwestia charakteru i całej otoczki czasoprzestrzennej
Mi niedługo przybije 13-ty rok zabawy z perkusją. Kryzysów było wiele, ale nauczyłem się, że motywują mnie koncerty (szczególenie z dobrymi bębniarzami), warszaty oraz osiągane sukcesy. Często po prostu nie mamy czasu na granie i przez to jest brak widocznych efektów. Zaczynamy cofać się z techniką. Czasem popada się też w kompleksy słuchając młodszych perkusistów, którzy przewyższają Cię grą o głowę. Mimo to wiem, że kocham granie, kocham bębny i nie potrafię z nich zrezygnować. Jeśli potrafisz sobie wyobrazić, że rezygnujesz z grania i idąc na pokazówkę np. Virgila Donatiego nie ciągnie Cię masakrycznie, żeby usiąść za zestawem, to jest to jeden z niewielu powodów, żeby faktycznie zrezygnować...
Recepta:
Wyluzuj, przyhamuj, przestań się przejmować swoim poziomem gry, zacznij jakiś temat od początku - nowy zespół, nowe ćwiczenie (wprawki od podstaw na werblu do rozłozenia na zestaw). Musisz się dowartościować, czyli zobaczyć efekt swojej pracy.
Pozdrawiam i życzę powodzenia.
...a kryzysy i tak będą, ale kto ich nie ma
wazny jest dystans do wlasnej gry.
wspolzawodnictwo, porownywanie sie do innych etc fajnie motywuje, w dodatku milo jest, kiedy ktos cie chwali albo jestes najlepszym bebniarzem na koncercie czy jamm session - wiadomo, kazdy lubi pochwaly, bo czlowiek to juz takie egoistyczne zwierzatko
nalezy jednak pamietac, ze niezaleznie od tego ile sie umie ZAWSZE beda lepsi dlatego trzeba troche pokory, troche dystansu, muzyka to nie sport! gram okolo 6 lat, cos tam juz umiem, duzo nie umiem i wiem ze sa ludzie, ktorzy graja polowe mniej i sa ode mnie duzo lepsi.
podobnie jak sa (potencjalnie) ludzie, ktorzy graja o polowe wiecej i sa ode mnie gorsi. so what? trzeba pracowac nad soba, bo tak naprawde nie chodzi o to jak gesto zagrasz mlynki i jak szybko wyciagniesz paradidle, tylko o to, zeby grac dla ludzi i zeby ludziom sie to podobalo, zeby sprawialo im przyjemnosc odbieranie muzy, ktora dla nich gramy
a wiec - wiecej luzu i rock'n'rolla, heheh yeah
a w razie kryzysow - panie i panowie, niemal WSZYSTKO (w granicach mozliwosci ludzkiego ciala ) da sie zagrac, wiec - nie narzekac, cwiczyc