Wysłany: Pon 10 Kwi, 2006 RICHARD CHRISTY - co sądzicie??
Hej! Mam pytanie głównie chyba do metalowców - co sądzicie o grze Richarda Christy (ex Death), sam spotkalem sie z mieszanymi opiniami glownie dotyczacymi "Sound Of Perceverence " Death - ze przekombinowane, ze malo deathowe itp. Mam rowniez pytanie odnosnie "Live In L.A." Death, gdzie Richard miejscami przechodzi samego siebie, a pod wzgledem arytmiki i niektorych patentow mi poprostu przeszkadza w sluchaniu tego live'a, choc uwazam go za geniusza. Pozdrawiam i czekam na wypowiedzi
Wysłany: Pon 10 Kwi, 2006 Re: RICHARD CHRISTY - co sądzicie??
Wysolek85 napisał/a
sam spotkalem sie z mieszanymi opiniami glownie dotyczacymi Sound Of Perceverence Death - ze przekombinowane, ze malo deathowe itp.
jak dla mnie jeden z najlepszych bebniarzy jakich widzialem - absolutnie pierwsza liga - a to ze kombinuje i jest dobry technicznie i nie boi sie tego pokazac - dla mnie to tylko zaleta.
wobec ZOMBALA / YATTERING tez byly kierowane podobne zarzuty - totalna bzdura - dla mnie takie granie to esencja death metalu ...
miazga.
J osobiście bardzo go lubię, a opinie że na SoP zagrał nie deathowo są IMO bzdurne, chyba że death metal dla kogoś to tylko blasty itp. Kawałek "Scavenger of human sorrow" rządzi jak dla mnie.
Dremor
Dołączył: 13 Lut 2006 Posty: 216 Skąd: Warszawa
Wysłany: Pon 10 Kwi, 2006
Richard Christy!!?? Przecież to mistrz! Posłuchajcie sobie "Flesh and the power it holds". uważanie go za kiepskiego to cięążki grzech.
W ogóle moi ulubieni perkusiści to trójca Deatha tj . Gene Hoglan, Richard Christy, Sean Rainert to absolutni mistrzowie.
A najciekawsze w Rysku jest to, ze sadzac po stronce, to normalny, wesoly i jeszcze mlody chlopak, faktycznie skromny na maksa, gra na przecietnym sprzecie, ale za to jak gra, chociaz na Control Denied juz mniej mi sie podoba
Christy z pewnościa jest świetnym bębniarzem ale na płytach Death moim zdaniem przesadził, zbyt duzo zamieszania na bębnach. Jak dla mnie w muzyke Death idealnie wpisał sie Hoglan, wystarczy posłuchac ITP - wszystko w równowadze, każdy instrument ma swoje miejsce
O wiele bardziej styl Chrysty'iego pasuje do Control Denied, który z założenia był projektem prog/power metalowym
Christy z pewnościa jest świetnym bębniarzem ale na płytach Death moim zdaniem przesadził, zbyt duzo zamieszania na bębnach. Jak dla mnie w muzyke Death idealnie wpisał sie Hoglan, wystarczy posłuchac ITP - wszystko w równowadze, każdy instrument ma swoje miejsce
O wiele bardziej styl Chrysty'iego pasuje do Control Denied, który z założenia był projektem prog/power metalowym
Ja również uważam Hoglana za pałkera, który najlepiej wpisał się w Death. I imo jest lepszym bębniarzem niż Christy - mimo bardziej oszczędnej gry sprawia wrażenie muzyka, który ma więcej wyobraźni za zestawem.
Ja również uważam Hoglana za pałkera, który najlepiej wpisał się w Death. I imo jest lepszym bębniarzem niż Christy - mimo bardziej oszczędnej gry sprawia wrażenie muzyka, który ma więcej wyobraźni za zestawem.
Jeśli chodzi o pałkerów metalowych to Hoglan jest jednym z moich ulubionych, dokonały technik a poza tym ma świetny "groove" co jest rzadkościa w ekstremalnych odmianach metalu, gdzie dominuje szybkość i zimna precyzja. Wystarczy posłuchac "Alien" SYL (np. Shine, Possessions) - Human Drum Machine, jak sam o sobie mówi
a mi nie odpowiada brznienie garków na Sound Of Perceverence... Ale patenty kozackie. Czasami gra za dużo ale Mozart też usłyszał, że za dużo dzwięków. I co? I nic. Schulidiner miał zawsze nosa do muzyków którymi się otaczał a i sam był wielki. Kiedyś nawet porównywano go do Franka Zappy.... Ale to temat na inne forum. Posss...
Odkopuję temat, byłem kiedyś wielkim fanem Death'u. Faktycznie z tymi bębnami na Sound of.... było coś nie tak - werbel , który nie ma chyba sprężyny no i brzmienie blaszek... tak jakby każda była z innej parafii. Myślę ,że studio też się nie popisało w tej kwestii. Co do Richard'a to bardzo mi się podobało wklejanie niemal jazzowych patentów do death metalu, tak jak robi to również Gene. Co do tej płytki to moim zdaniem z 4 ostatnich była ona najsłabsza, bardziej do mnie przemawiała np. debiutancka płyta Control Denied.
R.I.P Chuck...
_________________ Taye Go-Kit
Roland TD 4K
Ostatnio zmieniony przez istanbul drummer Sro 01 Lis, 2006, w całości zmieniany 1 raz
Co do tej płytki to moim zdaniem z 4 ostatnich była ona najsłabsza, bardziej do mnie przemawiała np. debiutancka płyta Control Denied.
moge się pod typ podpisać
Fragile Art of Existence brzmi o wiele lepiej niż tSoP
A moze wlasnie tak mialo byc? A moze cala magia tej plyty i sciezek i partii Rycha pochodzi wlasnie z tego, jak brzmia te bebny? Ja wiem, ze teraz w metalu jest moda na klikajacą stope, werbel z powerem itp., ale dla mnie caly czar i niesamowitosc TSoP sa zwiazane wlasnie z nieco dziwnym brzmieniem, no i mozliwosciami tego rewelacyjnego bebniarza. Dla mnie chyba na zawsze pozostanie najwazniejsza metalowa plyta