Wysłany: Pon 29 Sty, 2007 UTRZYMYWANIE SIE Z MUZYKI,z gry na perkusji-Warszawa.
Czesc.Nazywam sie Robert.Jestem tu nowy,gram na basie,wiec nie bede tu opowiadal o swojej historii gry.Ale chcialbym poruszyc temat zwiazany z tym,ze nasz perkusista chce przeprowadzic sie do Warszawy.Podobno bywa,ze ktos jezdzi gdzies na jammy do Warszawy i dostaje jakąs propozycje od zawodowcow.Mowi sie,ze w stolicy jest deficyt poważnych perkusistow.Ale widze tez w necie,ze ktos non-stop oglasza sie np."Profesjonalny perkusista z Warszawy czeka na konkretne propozycje grania zarobkowego;pop,funky,hip-hop,jazz".Jesli ciagle sie oglasza to mało pracy...albo nie daje rady,albo"wielka głowa",albo...?Czyli jak to jest:czy jesli jest sie np.perkusista na 4+,czyli dobrym bebniarzem około-rockowym,to idzie wyżyć z muzyki w Wawie grając nawet np.w 2-3 zespolach?Sa jakies castingi,czy po prostu trzeba sie pokazywac,czy trzeba miec odpowiednie znajomosci?:)
Zapraszam Was do dyskusji...Jakie macie doswiadczenia?
To chyba moj 1 post na nowym forum wiec sie przedstawie. Jestem Dimek, gram na perkusji pare ladnych lat, bebnie tu i tam, sporo nagrywam, ucze sie w szkole jazzu i muz. rozrywkowej K. Komedy w warszawie, czasem pomagam mlodszym kolegom grajacym na perkusji bo sprawia mi to ogromna frajde. Zdarza sie tez, ze mlodsi koledzy pomagaja mi. Generalnie zyje graniem i wlasciwie to nic innego robic nie potrafie i nie robie. To moze tyle o sobie....
Do rzeczy.
Castingi hehe, alez oficjalnie to brzmi. A tak serio to roznie to bywa w tej calej wawie, ale faktycznie jest duzo mozliwosci, jezeli nie najwiecej w calej polsce, niestety jezeli nie znasz odpowiednich osob to o ew. castingach sie nawet nie dowiesz poniewaz takie informacje rozchodza sie tylko w pewnych kregach i nie pomoze Ci to ze potrafisz czytac avista czy tez masz wyksztalcenie muzyczne. Srodowisko muzykow w wawie jest "hermetyczne", no i jest na prawde duza konkurencja. Komus kto wybiera sie do 100licy zupelnie na swiezo z zamiarem grania, nie znajac nikogo z tzw. "branzy" zycze duzo powodzenia i wytrwalosci, no chyba, ze jest drugim Dabrowka albo Lutym.... albo Ułanem Pozdrowiska bebniarze !!
BTW.
Ostatnio przegralem taki jeden, jak to nazwales "casting" wlasnie z kolegą U1-em. Ale z takim przegrac to prawie jak wygrac no nie ? hehe. Ciao!!
Ostatnio przegralem taki jeden, jak to nazwales casting wlasnie z kolegą U1-em. Ale z takim przegrac to prawie jak wygrac no nie ? hehe. Ciao!!
Ello.
Jeśli możesz mi nakreślić z czystej ciekawości jak wygląda taki casting?
Casting, srasting .... no jest to po prostu proba. Dwa dni przed graniem dostalem 6 utworow, nauczylem sie ich, poszedlem, zrobilem swoje jak najlepiej potrafilem i to wszystko.
tam wychodzi 2 tys. dolców na miesiąc? to jakieś ponad 6 tys. pln... frontmen chalturowej Złotowskiej grupy SUNSET grając ileś tam imprez (wcale nie tak dużo ) w miesiącu zarabia ok. 9 tys. :] no chyba że jest post
ale na statku masz zakwaterowanie, jedzenie zapewne za friko, wiec jeśli pół roku jesteś w morzu, to w tym czasie nic nie wydajesz [no chyba, że chcesz sie zabawić na Karaibach :], albo jakoś inaczej to wygląda niż myśle]
No tak ale jak juz sie zdecydujesz na granie na statku ( albo w cyrku ) to zapomnij raczej o karierze z wlasna kapelą . Po paru latach to juz ci sie nie bedzie chcialo tworzyc swoich dzwieków . Wiadomo ze najlepiej zeby w naszym kraju istnial raczej normalnu rynek muzczny tak jak w UK albo USA. Przeciez na tym formum sa kapele ktore w tamtych warunkach mogly by calkiem przyzwoicie egzystowac . Ale u nas inaczej troche jest
niestety praca na statku nie jest dla kazdego. z własną kapelą raczej cięzko myśleć o karierze też dlatego, że na statku nie ma wolnych weekendów, mniejwiecej pół roku jesteś za granicą i nic tego nie zmieni. Co nie zmienia faktu, że mi takie życie by odpowiadało [moze dlatego, ze jestem w pewnym sensie do tego przyzwyczajony - ojciec, 3 wujków i ciotka pracują na statkach]
Ostatnio zmieniony przez Aras Pią 02 Lut, 2007, w całości zmieniany 1 raz
jest coś fajnego w graniu na statkach, mialem z tym kontakt ale jako pasażer, fajny klimat, zobaczysz świat, dorobisz sobie, robisz to co lubisz, jak trafisz na fajnych podróżnych to i pograsz to co lubisz
mi niestety nie pozwala na to mnogość czynników z czego głównym są gówniane umiejętności bliskie zeru
Witam ponownie po kilkunastu dniach.Widze,ze konkretnych odpowiedzi od ludzi utrzymujacych sie z muzyki prawie nie ma.Dlaczego?....Kazdy pewnie ma swoje zdanie,lecz moim zdaniem praktykujacy muzycy nie podjeli dyskusji,poniewaz ich celem w wielkim skrócie jest nie wpuszczanie na rynek mlodych,zdolnych.Bo po co odbierac sobie chleb.Wiadomo uklady,znajomsci to standart.Ale konkurencja bywa niebezbieczna....Ale to dobrze,moze nasz perkusista wroci kiedys z Wawy...:)
_________________ bass
radii.o
Dołączył: 21 Mar 2006 Posty: 93 Skąd: jelcz-laskowice
...nie chciałbym obrazić szanownego kolegi ,ale powinieneś wbić sobie do głowy jedną rzecz. znajomości nie mają tu nic do gadania,możesz znac całą branże muzyczną ,chodzić z nimi na piwo lub włazić im do dupy,jak wolisz. w niczym ci to nie pomoże jezeli nie potrafisz grać w sposób jaki oczekują od ciebie producenci, czy tzw szefowie muzyczni kapel. wiele zależy również od szczęscia.choćby od tego ,że znajdziesz się w odpowiednim miejscu i czasie i się spodobasz.
...pisanie teorii spiskowych zostawmy" filozofom grania ",oni są w tym najlepsi
"moim zdaniem praktykujacy muzycy nie podjeli dyskusji,poniewaz ich celem w wielkim skrócie jest nie wpuszczanie na rynek mlodych,zdolnych.Bo po co odbierac sobie chleb." ROTFL!!
Równie dobrze Irlandczycy mogą wprowadzić wizy dla Polaków,bo zabierają im prace,hehe
jest coś fajnego w graniu na statkach, mialem z tym kontakt ale jako pasażer, fajny klimat, zobaczysz świat, dorobisz sobie, robisz to co lubisz, jak trafisz na fajnych podróżnych to i pograsz to co lubisz
mi niestety nie pozwala na to mnogość czynników z czego głównym są gówniane umiejętności bliskie zeru
tam wychodzi 2 tys. dolców na miesiąc? to jakieś ponad 6 tys. pln... frontmen chalturowej Złotowskiej grupy SUNSET grając ileś tam imprez (wcale nie tak dużo ) w miesiącu zarabia ok. 9 tys. :] no chyba że jest post
Rozmawiałem kiedyś ze znanym polskim perkusistą, który grywał na statkach i opowiadał mi, że czasem gra się od 9 rano do 12 w nocy... Ale mówił też, że dzięki temu zwiedził świat bo między wpłynięciem do portu docelowego, a wypłynięciem w kurs powrotny jest pewien odstęp czasu więc jest czas na zwiedzenie świata i poznawanie ludzi. Facet opowiadał, że poznał kilku znanych bębniarzy przez takie podruże i grywał z wieloma innymi znanymi muzykami. Myślę, że to zajebista opcja. Pieniążki (często niemałe) + wikt, opierunek i zakwaterowanie to już całkiem nieźle biorąc pod uwagę zalety.
Wracając do tematu, żeby móc żyć z muzyki trzeba być poprostu profesjonalistą i znaleść się w odpowiednim czasie i odpowiednim miejscu... Banalne prawda?
heh, wielu mlodych (stazem, niekoniecznie wiekiem ) emanuje takim zapalem (zreszta, chwala im za to - niech walcza! ), ze przyslania im to conieco subtelna roznice miedzy tym, co im sie *wydaje* a tym, jakich umiejetnosci *naprawde* wymaga profesjonalna gra... niejednokrotnie spotkalem sie z opiniami mlodych utilizatorow hurtowych ilosci pałek i naciagow, ktorzy ogladajac np. wideo kashimru psioczyli, ze 'taka komercha, takie banaly sie sprzedaja a nasza ambitna, (...) muzyka jest skazana na garaz, underground, etc' wbrew pozorom perkusja jest o tyle zabawnym instrumentem, ze wielu ludziom bardzo fajnie oglada sie czyjas gre, mniej fajnie jest juz usiasc i sprobowac to powtorzyc na podobnym poziomie
ja tam nie wiem, czy uda mi sie kiedykolwiek prezentowac soba gre na profesjonalnym (ogolnie pojetym) poziomie - cwicze ile moge... i juz batem wypedzam stagnacje i lenistwo, co kazdemu polecam nie ma nic gorszego, niz 'zasiedzenie' sie w rejonach, ktore ma sie dobrze opanowane, poza tym dystans do wlasnej gry jest zdrowy i bardzo rozwijajacy
dystans jak najbardziej.. ale jest w sumie trudny do utrzymania, bo wmawianie sobie ze jest sie tragicznym be i wogole tez nie prowadzi do niczego dobrego... a utrzymanie sie z muzyki.. coz marzenia
dystans jak najbardziej.. ale jest w sumie trudny do utrzymania, bo wmawianie sobie ze jest sie tragicznym be i wogole tez nie prowadzi do niczego dobrego...
Dystans to nie jest wmawianie sobie, że jest się be, fe czy tam fuj. To trzeźwe spojrzenie na swoje umiejętności. To umie dobrze, ale to kicha i tu trzeba popracować. (;
Tak do tematu. Jak piszecie o tym graniu na statkach, to wywnioskować można, że dobre dla kogoś, kto żyje tylko dla siebie i muzyki (;
dystans jak najbardziej.. ale jest w sumie trudny do utrzymania, bo wmawianie sobie ze jest sie tragicznym be i wogole tez nie prowadzi do niczego dobrego... a utrzymanie sie z muzyki.. coz marzenia
nagrywaj sie jak cwiczysz/grasz i bedziesz mial mozliwosc posluchania z dystansem tego jak grasz
_________________ Rhytm is a way to transmit a description of experience
in an emotional and not abstract way.
It is more than a metaphor:
It is a physical experience as real as any other.
Witam ponownie po kilkunastu dniach.Widze,ze konkretnych odpowiedzi od ludzi utrzymujacych sie z muzyki prawie nie ma.Dlaczego?....Kazdy pewnie ma swoje zdanie,lecz moim zdaniem praktykujacy muzycy nie podjeli dyskusji,poniewaz ich celem w wielkim skrócie jest nie wpuszczanie na rynek mlodych,zdolnych.Bo po co odbierac sobie chleb.Wiadomo uklady,znajomsci to standart.Ale konkurencja bywa niebezbieczna....Ale to dobrze,moze nasz perkusista wroci kiedys z Wawy...:)
Aby stanowic dla tych jak mowisz "praktykujacych muzykow" konkurencje trzeba najpierw nad soba duzo popracowac - nie chodzi tylko o technike gry ale takze o charakter, mentalnosc. Jesli jest sie gburem zapatrzonym w siebie, jesli sie nie potrafi pracowac z innymi to mozna byc dupa a nie konkurencja.
Jest tez byc moze druga przyczyna dlaczego sie tacy muzycy nie wypowiadaja - sa prawdopodobnie bardzo zaproacowani i nie maja czasu na opowiadanie pierdół o tym jak to ciezko lub fajnie jest pracowac grajac.
Mlodzi muzycy czesto szukaja recepty cud na trapiace ich bolaczki. Zadaja pytanie i mysla, ze otrzymaja idealne rozwiazanie w odpowiedziach - a to nie tak. Moim zdaniem trzeba dojsc samemu do pewnych rzeczy - tacy ktorzy zapracowali na swoj sukces sami maja w sobie o wiele wiecej pokory niz Ci, ktorzy dostali to czego chcieli bez wysilku. Trzeba znac swoja wartosc oczywiscie -nie dolowac sie na kazdym kroku - ale takze trzeba caly czas pracowac, rozwijac sie i widziec czego jeszcze nie potrafimy. Trzeba szanowac innych, z ktorymi sie gra.
W 99% to z takimi wlasnie poukladanymi muzykami chca pracowac inni muzycy - a nie z napuszonymi, pewnymi siebie i wiecznie wymagajacymi ziomkami
PS: Pokazywanie sie wszedzie i ze wszystkimi wbrew pozoro niekoniecznie wg mnie moze prowadzic do tego, ze Cie ktos odkryje. Zalezy wszystko z kim bedziesz mial do czynienia. Dla jednej osoby - duzo i wszedzie grajac bedziesz gosciem, ktory kocha muzyke i kocha grac. Dla innej osoby mozesz byc po prostu dupkiem, ktory szuka szczescia i ma w nosie to co i z kim gra.
Witam ponownie po kilkunastu dniach.Widze,ze konkretnych odpowiedzi od ludzi utrzymujacych sie z muzyki prawie nie ma.Dlaczego?....Kazdy pewnie ma swoje zdanie,lecz moim zdaniem praktykujacy muzycy nie podjeli dyskusji,poniewaz ich celem w wielkim skrócie jest nie wpuszczanie na rynek mlodych,zdolnych.Bo po co odbierac sobie chleb.Wiadomo uklady,znajomsci to standart.Ale konkurencja bywa niebezbieczna....Ale to dobrze,moze nasz perkusista wroci kiedys z Wawy...:)
Jka Twój perkusista przyjedzie i za...bie swoją grą to żadne układziki nie pomogą, tylko będzie grał. trzeba tylko mieć szczęście i słuchaczy
Rozmawiałem kiedyś ze znanym polskim perkusistą, który grywał na statkach i opowiadał mi, że czasem gra się od 9 rano do 12 w nocy... Ale mówił też, że dzięki temu zwiedził świat bo między wpłynięciem do portu docelowego, a wypłynięciem w kurs powrotny jest pewien odstęp czasu więc jest czas na zwiedzenie świata i poznawanie ludzi. Facet opowiadał, że poznał kilku znanych bębniarzy przez takie podruże i grywał z wieloma innymi znanymi muzykami. Myślę, że to zajebista opcja. Pieniążki (często niemałe) + wikt, opierunek i zakwaterowanie to już całkiem nieźle biorąc pod uwagę zalety.
Wracając do tematu, żeby móc żyć z muzyki trzeba być poprostu profesjonalistą i znaleść się w odpowiednim czasie i odpowiednim miejscu... Banalne prawda?