Szop, teraz to ty kierujesz sie stereotypami i poddajesz sie ograniczeniom, z jakimi starasz sie walczyc.
Blanker gra w kapeli blasty - znaczy, ze na pewno nie slucha nic poza brutalnym deathem. Moze ci mowic, moze ci pokazac playliste z winampa - Nie! On na pewno tylko sie przechwala, a na prawde to kreci go tylko napierdalanie.
Bo przeciez jak kogos interesuje muzyka w szerszym zakresie, to musi grac awangardowy fusion, w ktorym laczy wszystkie elementy kazdego mozliwego stylu.
_________________ "...żeby ręce giętkie zagrały to, co pomyśli głowa"
jako były gitarzysta dysponujący swego czasu profesjonalnym sprzętem grającym śmiem stwierdzać z całą pewnością iż teraz wydaję dużo więcej kasy
o, koleżanka też?
nic dodać nic ująć, jako gitarzysta wydawałem duuużo mniej kasy... a teraz co chwila coś się chce dokupić, bo by się przydało.
A co do podstawowego zestawu gitarzysty, to spokojnie wystarczy porządny piecyk, dobre wiosło i kabel. Jak ktoś ma ochotę posolówczyć, to jeszcze kwaka może dorzucić. A parapety to sobie można wetknąć pod ogon. Aktualnie znowu wracam do wiosłowania i z parapetu (Boss GT-6) używam tylko delaya i kwaka, ale to do czasu jak kupię znowu crybaby, więc wrzucanie podłogi w podstawowy zestaw trochę się mija z celem...
_________________ alkohol pity z umiarem nie szkodzi nawet w największych ilościach...
Przeczytałem wszystkie posty i, gratuluję zespołów. Macie wspaniałe, zgrane ekipy. Wasze próby, to musi być katorga. Powinniście mieć w zespole leader'a, kogoś, kto "wie lepiej" i prowadzi (weźmie za pysk) ekipę. Szczególnie w Polsce, bo demokracja nie jest zgodna z mentalnością Polaków. Taki człowiek nie musi decydować o wszystkim, ale jest "najwyższą instancją" w sprawach spornych. Inny sposób organizacji pracy zespołu, to podział ról. Ktoś zajmuje się warstwą harmonii, ktoś warstwą rytmu, ktoś wokalem a ktoś tylko sprawami organizacyjnymi. Wszystko zależy od wielkości i specyfiki zespołu.
Ja powiem tak. W zespołach, w których gramy covery, decyduje orginał. Tam, gdzie gramy własną muzykę, decyduje ten, kto "wymyślił" kawałek. Jeśli twór, to jego pomysł, on powinien mieć decydujący wpływ na figurę rytmiczną, stylistyczną i środki artykulacyjne (chinka, splash, itp.) i należy to zaakceptować. Chyba że nie ma pomysłu na bębny i oddaje inicjatywę bębniarzowi. W big bandzie natomiast decyduje aranż, dyrygent - osoba nie grająca, stojąca przed zespołem.
P.S. Jeśli chodzi o granie z nut w big bandzie, to w partyturach nie ma dokładnego zapisu bębnów co do uderzenia. Zwykle podany jest podstawowy groove/rytm (jeden takt), rozpisane powtórki, części oraz NAJWAŻNIEJSZE akcenty grane z sekcją dętą lub rytmiczną. 70% interpretacji nuty pozostawiają perkusiście. Ale ktoś musi tego słuchać z przodu i doradzać, co trzeba zagrać (dyrygent).
Ostatnio zmieniony przez Pejan Nie 10 Gru, 2006, w całości zmieniany 1 raz
Przeczytałem wszystkie posty i, gratuluję zespołów. Macie wspaniałe, zgrane ekipy. Wasze próby, to musi być katorga. Powinniście mieć w zespole leader'a, kogoś, kto wie lepiej i prowadzi (weźmie za pysk) ekipę. Szczególnie w Polsce, bo demokracja nie jest zgodna z mentalnością Polaków. Ja powiem tak. Tam, gdzie gramy covery, decyduje orginał. Tam, gdzie gramy własną muzykę, decyduje ten, kto wymyślił kawałek. Utwór, to jego pomysł, on powinien mieć wizję figury rytmicznej, stylistycznej i artykulacyjnej i należy to zaakceptować. Chyba że nie ma pomysłu na bębny i oddaje inicjatywę bębniarzowi.
P.S. Jeśli chodzi o granie z nut w big bandzie, to w partyturach nie ma dokładnego zapisu bębnów co do uderzenia. Zwykle podany jest podstawowy groove/rytm (jeden takt), rozpisane powtórki, części oraz NAJWAŻNIEJSZE akcenty grane z sekcją dętą lub rytmiczną. 70% interpretacji nuty pozostawiają perkusiście. Ale ktoś musi tego słuchać z przodu i doradzać, co trzeba zagrać (dyrygent).
Ja też przeczytałem cały temat. Jeśli chodzi o pierwszy post, to w pełni się zgadzam....
Co do metronomu- nigdy nie miałem z takim urządzeniem kontaktu, jestem ekstremalnym samoukiem i mi z tym jak najbardziej dobrze. Praca w moim zespole wygląda średnio, bo basiście nie da się przetłumaczyć czym jest SEKCJA RYTMICZNA.
Jeśli chodzi o powtarzalność, to zależy jak ją rozumieć. Jeśli ktoś jest w stanie zagrać rzeźnickie solo i je powtórzyć, to jest pozytywnie. Z kolei jeśli mowa o graniu kółek to dla każdego perkusisty jest śmiertelnie nudne, co z resdzt sami wiecie. My mamy u siebie dozę aranżacji i zostawiamy kawałek na improwizację. Nigdy nie gram wszystkich partii w utworze tak samo, np umawiam się z kumplami, że dzisiaj przejście przed ostatnim refrenem bedzie gęste, na całych garach, innym razem zmieniamy koncepcję i przejście sprowadza się to paraddidli na samym werblu w jakiś ciekawym metrum. To w sumie jest kwestia dogadania.
Co do tempa: u nas jest prosta zasada- ja narzucam rytm, kto na koncercie wyjeżdża przed resztę ten publicznie robi z siebie matoła. I tutaj zawsze są zgrzyty z gitarzystą, który twierdzi że on jest podporą sekcji rytmicznej i mam grać pod niego... a kaleka z niego totalna i 4/4 szybko zagranego nie potrafi równo powtórzyć. W rezultacie jego zagrywka to np. 17/6, a ja Portnoyem nie jestem <lol>
Co do wypadających pałek to kwestia w prawy, jeśli ktoś jest już zżyty ze sceną to nie będzie upuszczał kijów.
W kwestii sprzętu: mamy dwie próby w tygodniu + jedna co dwa tygodnie, przed jedną, najczęściej w poniedziałki przychodzę wcześniej i sprawdzam cały zestaw, ścieram kurz, czyszcze stopki i statywy, mechaniczne elementy spryskuje wd40 albo cx80, talerze trzymam w pokrowcu. Nie kupuje byle czego, jeśi już to mniej eksploatuje. Gram na twinie power beat'a, kupionym w 2004 roku. Cudów niby nie ma, ale po drobnych modyfikacjach, regularnym czyszczeniu i konserwacji stopka lata cicho i szybko, rzecz jasna nie jest to dw9002 Z racji iż jestem z mniej zamożnej rodziny moje blachy nie są genialne: hihat 14" alchemy ms-x,
crash 17 stagg dh rock brilliant, crash 18 stagg sh medium regular, china orion twister 18, ride alchemy ms-x 20" i splash 1-" stagg myra. Logiczne, że jeśli ktoś załe życie grał na z-custom to będą go kłuły w uszy, ale mi nie przeszkadzają. Hihat dobrze rzęzi na otwartym i ma ładny chick na zamkniętym, nie ma "bąbla" , splash jest głośny, crashe są całkiem całkiem do mocnego grania, chinka jest używana do akcentów jak i gęstszej gry.
Jak przychodzi co do czego, u mnie zawsze wszystko działa... żebym był taki summienny w szkole...
Co do noszenia sprzętu, nie oczekuję od nikogo pomocy, pomagam tylko jeśli ktoś mi pomoże. Z reguły jest tak że ja mam rzekomo nosić piece do gitar, jak już z bębnami skończę. Żenada ze strony kolegów.
Moim zdaniem od kilku miesięcy zacząłem grać równo, i jeśli nikt nie przyspiesza to nie jest tak źle. Grać za dużo nie lubie, chyba że twinem ale to tylko w ramach improwizacji...
ja sadze ze nie moosi byc idealnie tak samo jak na albumie czy tam demo ..
ale poprostu trzeba zachowac sens i klimat utworu. moga byc jakies dodatkowe ozdobniki..
nawet patrzac po znanych muzykach sami tak robia ze na plycie jest inaczej a na zywo walna cos innego.
(...)
Co do metronomu- nigdy nie miałem z takim urządzeniem kontaktu, jestem ekstremalnym samoukiem i mi z tym jak najbardziej dobrze. (...)
Moim zdaniem od kilku miesięcy zacząłem grać równo, i jeśli nikt nie przyspiesza to nie jest tak źle. (...)
a nagrywales cos w studio kiedykolwiek? i drugie pytanie- co ma samouctwo do pogardy wobec metronomu (ktory uwazam za *podstawowy* element wyposazenia kazdego muzyka), czy jedno wyklucza drugie?
Potrzebujesz metronomu jak diabli. Waszych kawałków na stronie www.inhumanforce.xt.pl nie da się słuchać z dwóch powodów - są zagrane kosmicznie nierówno, co doświadczonego słuchacza męczy oraz wokal wyznacza nową granicę koszmaru.
Przykro mi sprowadzać Cię na ziemię, ale nie jesteś cudownym dzieckiem trzymającym time od urodzenia. Pewnie sam kiedyś dojdziesz do tego. Pozdrawiam.
kazdy kto uwaza ze metronom jest mu niepotrzebny, nigdy nie gral z tym urzadzeniem. ta piekielna skrzyneczka obnaza nasze niedoskonalosci jak zadna inna rzecz
Ostatnio zmieniony przez rot10 Pon 11 Gru, 2006, w całości zmieniany 1 raz
Ja jednak wolę loopa zapuścić. Klik mnie męczy na dłuższą metę. A moje pierwsze zderzenie z metronomem to będzie jak w dawnych czasach nagrywaliśmy pierwsze demo. Nijak nie potrafiłem do tego się dograć... później okazało się, że zarówno ja jak i metronom z midi na słabym kompie graliśmy nierówno
Napisałem że "NIEKTóRZY". Mi by się przydał. Tylko z pieniędzmi beznadziejnie krucho. Jakości nagrań negować nie sposób, cudów nie ma. generalnie sytuacja wyglądała tak: Wokalista na kacu, 5 mikrofonów bez statywów, centrala 20x14 polmuz made of karton, werbel 14x5 polmuz,ale dosłownie najgorszy jaki w życiu widziałem, studnia 16x16 szpaderski ( i to jedyne co sie kupy trzymało), przejście 14x12 na statywie od werbla, blachy polmuz. Metronom miał być z komputera, ale kabel od słuchawek był za krótki węc nie nie było jak niestety.
Witam. Odnośnie metronomu to powiem tak: jest bardzo potrzebny. Mi też sie wydawało ze gram równo a dopiero jak kiedyś założyłem słuchawy i zacząłem grać do kliku okazało sie ze mam zaj...ste tendencje do wyprzedzania. Generalnie bardzo malo cwiczę poza grą zespolową na próbni a to z powodu tak prozaicznego jak brak czasu. Niestety grając niszową muze jak mój zespół nie bardzo widzę mozliwości by zwolnic sie z pracy i zyc tylko z muzy (wtedy byłby czas na dogłębny rozwój. Jednak od niedawna jak tylko mam czas włączam elektroniczny bit ze starych organ (organów?) i ćwiczę na padzie (taboret z przyklejona podkładką pod mysz) i czuję na próbach że to duzo mi dalo. Dużo łatwiej sie potem gra z kapelą. Natomiast nigdy sie nie przekonam do grania z metronomem na koncercie. Po pierwsze dlatego ze coraz częściej pozwalamy sobię na jakieś improwizacje w kawałkach lub na ich końcu, związane ze zmianami rytmu też. Po drugie ćwiczenie to ćwiczenie a koncert to spektakl ktory ma mnie kręcić i pozwalać przeżywać. Dwa tygodnie niecałe temu grałem w Berlinie koncert i przed nami grała kapela z totalnym wymiataczem na perce. Koleś grał tak jakby cały utwór był jednym wielkim gęstym przejściem. Ale to naprawdę pasowało do tej muzy którą określiłbym jako hardcoreową awangardę. Wszystko fajnie dla słuchacza. Ale jak po swoim wystepie spytałem faceta czy też nie słyszał wokalu jak ja to odpowiedział że on tylko słyszy w swoich wielkich sluchawach metronom i gitarę. Jezu, pomyslałem sobie. Gdzie tu przyjemność z grania i przeżywanie muzy, gdy nie słychać jej w zasadzie poza riffem gitary i klikiem maszyny. To oczywiście moje zdanie, sa ludzie którzy własnie tak lubią. Jedni lubią rybki a inni akwarium . Zaś jesli chodzi o wymogi reszty muzyków co do tego jak palker ma zagrać to zgadzam się z Erobsenem w zupełności. Znam ten ból. Basista który potrafi po kilku próbach raptem zupełnie zmienić bas w kawałku i do tego od czapy, ode mnie wymaga bym grał ciągle identycznie (sorry, to fakt mam nadzieję przeszły, ostatnio sie uspokoił i chyba zrozumiał). Ale ile nerwów przez gada zjadłem. Gdyby nie to że jesteśmy kumplami od kilkunastu lat to byśmy sie pozabijali chyba. Najpierw przez dwa lata kłócił się ze mną ze po co robię przejścia, że muszę się nauczyć grac prosto. (2 przejścia w trzyzwrotkowym wałku to dużo?) by od dwóch miesięcy jęczećże powinienem zagęszczać, kombinować. Jak mu mowię że jest wariatem bo chce tego z czym 2 lata walczył to z rozbrajającą mina wyjawia że mu się zmienilo i teraz tak odbiera muzykę. Ale najgorsze były zawsze te sugestie o których Erobsen pisał. czyli zagraj kszsz, trach pam, pam itd. Nie dlatego że jestem taki dobry i mądry że niue potrzebuje sugestii. Ja chętnie nawet bym zagrał to czego on chce tylko...właśnie czego? Bo ja nie wiem co on słyszy w głowie przekładając to na kszsz, pam, buff. Udeż w ridea, no to uderzam. Żle, to spróbuj na hihacie, też nie tak, no to może na tomach. Nie. Już wiem, zagraj tak tutaj na tomie i rajdzie i crashu . Super , mówie mu tylko dokup mi jeszcze trzecia rękę bo dwoma się nie da w te wszystkie punkty walnąć na raz. Teraz to się smieję ale na probach mnie nieraz krew zalewała jak gościowi nie pasiło ale sam nie wiedział czego chce. Chciał abym ja za niego odkrył czego on pragnie i mu to podał na tacy. Na szczęście gitarzysta jest zupełnie inny. On bardzo żadko mi cos sugeruje a jak juz to zrobi to grzecznie i z reguły umie mi przekazać o co mu chodzi. Basista jeszcze czasem potrafi nagle zacząc grac od czapy twierdząc że ja muszę trzymać rytm a on może improwizować poza nim. OK, ale improwizacja to nie slepo i bez sensu rzucane nuty, ona też musi mieć jakąś podskórną logikę. U niego często nie ma, więc i gitarzysta wije sie jak może by dograc coś co będzie pasowało bo nie wiadomo jaki skok tonacyjny i rytmiczny zafunduje za chwilę basomen. Na szczęście coraz żadziej mamy takie klopoty. Basista, neurotyk wielkiego formatu, na szczęście uczy sie powoli pokory. On może sie tak wsciekał dlatego że naprawde duuużo ćwiczy w domu (jego zona powinna być beatyfikowana za życia za to że z nim wytrzymuje, bo bas jest dla niego na pierwszym miejscu chyba) a ja prawie wcale w porównaniu z nim i ja gram o niebo równiej od niego. A on co jakiś czas podkreśla jak ma fazę na kłótnie, że on jest najlepszy z nas bo ćwiczy ciągle a ja i gitarzysta nie więc nie. Tyle że mam wrażenie że jak sie tak naćwiczy to gra gorzej. Serio. Znika mu gdzieś wtedy spontan a na to miejsce wchodzi widoczna na twarzy kontrola która powoduje że skutek jest odwrotny bo zaczyna przyśpieszać lub zwalniać. Czemu? bo jako ze jest już genialny to nie słucha zespołu tylko siebie. A że nie ma wyrobionego timeu bo nie ćwiczy z metronomem to efekty są jakie sa. Ale jak już wspomniałem przed chwilą, na szczęście jest coraz lepiej, uspokoił się jakoś. Co do grania tak samo wałków na koncertach to wszystko zalezy od tego co kto lubi i czy możecie się dogadać w tej kwestii w kapeli. U nas na szczęście mozna coś zmodulować pod warunkiem że nie jest to od czapy i nie rozpieprzy kawałka. Jako małolat lubiłem Scorpions i po wysłuchaniu płyty koncertowej stwierdziłem że jest bez sensu. Poza oklaskami miałem to samo co na studyjnych albumach, żadnej niespodzianki, identyko. Dla mnie osobiście bez sensu. Na szczęście potem poznałem inne bandy typu CAN, GONG i zobaczyłem że występ może być twórczy a nie tylko odtwórczy. Ale to wymaga już sporego ogrania ze sobą, rozumienia sie bez słów. Sam się nieraz zastanawiałem słuchając taś z prób improwizowanych jak to wyszło że raptem w tym samym momencie diametralnie zmieniliśmy i ja i bas i gitara, przecież nie było żadnych znaków wcześniej. Teraz wiem że takie sklejenia wychodzą jak ludzie są zgrani i najważniejsze:słuchają się na wzajem, mają otwarty umysł. OPEN YOUR MIND !!! Takie hasło bym zapodał dla wszystkich muzyków niezaleznie od instrumentu ktory obsługują. Kończę bo mi w końcu ksiązka wyjdzie, ha,ha.
rzempek: Z takim basistą próbowałbym pogadać. Jeżeli nie pomoże to pogadać drugi raz. Jeżeli i to nie przyniesie skutku - pogadać trzeci raz celem ustalenia terminu kiedy weźmie swój sprzęt.
jezeli chodzi o powtarzalnosc to mnie nie nudzi granie przez 5 minut tego samego rytmu z drobnymi przejsciami i standardowymi akcentami, gdyz podczas czegos takiego bebniarz ma bardzo dużo roboty ( przynajmniej ja mam ) staram sie grać równo i technicznie, i chce zeby kazde uderzenie było wywazone i kontrolowane, staram sie zeby np, pod wzgledem dynamiki, (np. jesli gram fragment w mf) każde uderzenie było niemalże identyczne i idealnie równie,bez niekontrolowanych uderzeń w werbel w innej dynamice ( np. fff ) nie wychodzi mi to az tak perfekcyjnie ( w koncu nie jestem Donati lub Portnoy itp. ;] ) ale pracuje nad tym i staram sie tego przestrzegac, wedlug mnie lepiej jest zagrac prosty rytm idelanie równo, klarownie i pieknie niz nawciskać przejść, które wogóle nie wpasowują się w klimat utworu (tudzież fragmentu) pod względem zum beispiel dynamicznym lub są tak skomplikowane ze pałker sie nie wyrabia w metrum, według mnie to oczywiste ale komus to moze sie przydać, Pozdrawiam wszystkim forumowiczów!
Praca nad własnym materiałem to ciagła ewolucja i udoskonalanie. Jak ktoś gotową formę tłucze na próbie jak zakuwanie do egzaminu na medycynie na pałę to nie jest otwarty na rozwój. A moim zdaniem to właśnie rozwojowych muzyków charakteryzuje.
dokladnie! z czasem jak grasz coraz lepiej dawne czy to przejscia czy poprostu rytm srednio pasuje i wolisz cos dodac/zmienic, i o to chodzi - a niektore zespoly nawet nagrywaja ten sam utwor ale np ze zmieniona perkusja /tekstem(czesciej) czy gitarami.. i tez calkiem niezle brzmi! dobrze jest grac nie dokladnie to samo co na plycie na koncercie ale tez dodac cos ciekawego czy nawet wydluzyc utwor o te pare minut i porobic jakies male show - niech gitarzysci graja (of kors uprzednio przygotowani do tego msuza byc) jakies solowki - my tez i wszytko bedzie ajt ;]
Witam co do basistów to powiem, że ja ze swoim nie mam kłopotu, jest wpożo koleś, dobry kumpel, wpada do salki mowi to i to dziś gramy, zagraliśmy, odkłada basa chwila przerwy i Adaś(basista 190wzrostu adaś )pisze nowy numer. Z gitarzystami jest tak, jeden to mój dobry kumpel, drugi mój Brat starszy, nie ma u nas w kapeli czegoś takiego jak czytam wyżej że ten piłuje morde na drugiego itd. na spokojnie sobie gadamy co jest nie tak albo co jest tak i się gra. Ogólnie rzecz biorąc to można by powiedzieć, że u nas jest atmosfera zaj****ta! Czego i wam życze!! Pozdro
cechy przypisane w pierwszym poście wyłacznie perkusistom, można z powodzeniem przypisać wszystkim. tak, jak ktoś już to tu napisał - wszystko zależy od człowieka. i pierwszym koniecznym warunkiem udanej kapeli wydaje mi się jest dogadanie się na płaszczyźnie osobistej, potem dopiero na muzycznej, a dalej jeszcze jest coś takiego jak poziom muzyczny.
odnośnie metronomu na koncertach - ja też nie wyobrażam sobie grania koncertu z klikiem. chyba, że całość opatrzona jest jakąś magiczną choreografią. wiadomo też, że zależy co się gra - w tym co gramy my jest BARDZO dużo improwizacji i z klikiem jest to po prostu awykonalne. rozumiem, że można grać jakiś czilaut, w którym idzie jeden rytm przez 10 minut, dodatkowo w akompaniamencie jakiegoś loopa...wtedy chyba nie ma wyboru.
hehe. jeśli chodzi o odsłuchy...ciekawa sprawa - nie daje się przecież do odsłuchu wszystkiego. ale też nie wyobrażam sobie grania koncertu bez słyszenia wszystkich, bez przeżywania muzyki i reagowania na nią na bierząco. choć rozumiem, że czasem trzeba, dla dobra ogółu...;)
na koniec, wracając jeszcze do licytacji "kto droższy" - perkusista czy gitarzysta...
myślę, że zarówno na bębny jak i na gitarę można wydać dowolnie dużą sumę pieniędzy i wasza licytacja absolutnie nie ma sensu + to, co dla jednego podstawowe dla innego niewystarczające albo odwrotnie - zbyt rozbudowane...zależy kto gra i co gra.
_________________ it's hard to calm the beatle inside of me
odnośnie metronomu na koncertach - ja też nie wyobrażam sobie grania koncertu z klikiem. chyba, że całość opatrzona jest jakąś magiczną choreografią. wiadomo też, że zależy co się gra - w tym co gramy my jest BARDZO dużo improwizacji i z klikiem jest to po prostu awykonalne.
Nie zgadzam się. Twórczość mojego zespołu opiera się w ponad 50% na improwizacji i zapewniam, że da się zagrać z metronomem, a nawet jest to wskazane. Właśnie przy improwizacji bezwzględne trzymanie timeu jest istotne, gdyż mogą ponieść emocje - nie jestem Chambersem aby grać wszystko wszędzie idealnie równo. Jeżeli time pływa, kapela nie ma siły, nie ma driveu, nie pcha do przodu, tylko sobie plumka.
czy jazz gra się z klikiem? (co prawda nie gramy jazzu, nawet powiedziałbym daleko nam zwłaszcza pod względem umiejętności hiehie...ale czasem formę obieramy bardzo luźną i klik poprostu by przeszkadzał (robiąc z niej coś nieluźnego )) ...
zależy co się improwizuje, gdzie, i jak. jak jedziesz jakiś motyw w 4/4 to pewnie, że się da z klikiem...
ale jak pół kawałka idziesz 4/4, potem jest dziura na różne nieskładne motywy, a potem zaczynasz w 3/4 albo w jakimś nietypowym metrum...chyba, że masz szybkie rączki i potrafisz w jednej sekundzie przeprogramować klika oczywiście da się grać 3/4 do klika w 4/4 ale 11/16 do 4/4 już...może nie, że się nie da ale wolałbym sobie cele stawiać jakieś inne bardziej sensowne
ale to i tak apropos grania z klikiem na próbie.
na koncercie klika absolutnie nie chcę i sobie nie wyobrażam.
wole wypaść z time'u niż skupiać się na trzymaniu go nie przeżywając muzyki. cóż, profesjonaliści może się z tego śmieją, ale dla mnie muzyka to nadal głównie przeżywanie. potem dopiero technika i matematyka...
ps. jestem gitarzystą i nie żywię urazy do klika
(nawet dawniej, gdy nie ćwiczyłem w ogóle (tak jakbym teraz ćwiczył niewiadomo ile, lol) to jakoś nagrywałem z klikiem i było ok. ciekawe czemu to perkusiści akurat mają z tym taki duży problem...;) )
_________________ it's hard to calm the beatle inside of me