Jesteśmy z zespołem na etapie szukania wydawcy gotowego materiału.
Tymczasem coraz częściej zdarza nam się słyszeć, że kontrakt z wytwórnią w przypadku mało i średnio znanego zespołu jest pomyłką. Że wytwórnie nie zapewniają absolutnie niczego oprócz drobnej kwoty na fizyczne tłoczenie płyt, a zamiast tego krępują zespół niezwykle niekorzystnymi umowami, z których bardzo trudno jest się wyplątać.
I że trudno jest znaleźć muzyka, który jakiekolwiek pieniądze od wytwórni zobaczył na oczy.
Słyszałem nawet o przypadku, w którym umowa była tak skonstruowana, że zespół powinien wręcz płacić wytwórni za granie własnych utworów na koncertach.
Mówi się, że lepszą opcją jest samodzielne wyłożenie tych parunastu tysięcy i samodzielna dystrybucja płyty, bo ostatecznie nawet z kontraktem i tak się na tym kończy.
Czy ktoś tutaj ma pozytywne doświadczenia z wytwórniami? Czy komuś kontrakt pomógł w promocji? W dojściu do majątku i sławy?
Generalnie to co napisales wyzej jest prawda...jesli chodzi naprzyklad o muzyke niszowa i tu na przykladzie metalu. W polsce jest tak...najlepiej nagrac za wlasna kase, sami sie wypromowac a potem za darmo oddac material do labelu tylko po to zeby ktos ci to wydal i rzucil do empiku a Ty i tak musisz sobie dolozyc do busa po to zeby jechac zagrac sztuke 500km od siebie...zreszta przez siebie zorganizowana najlepsze sa trasy po kraju ktore sa organizowane przez jakies tam agencje koncertowe ktore chca 2000-3000zl za sam udzial w trasie
Jesteśmy z zespołem na etapie szukania wydawcy gotowego materiału.
Mówi się, że lepszą opcją jest samodzielne wyłożenie tych parunastu tysięcy i samodzielna dystrybucja płyty, bo ostatecznie nawet z kontraktem i tak się na tym kończy.
Czy ktoś tutaj ma pozytywne doświadczenia z wytwórniami? Czy komuś kontrakt pomógł w promocji? W dojściu do majątku i sławy?
Nie mam doświadczenia z wydawcą ale znam kilka przypadków, które nie przyniosły sukcesu.
Mam natomiast doświadczenie z samodzielnym wydaniem i dystrybucją. Przełozyło się to nawet na 2 miejsce na liście radia WaWa i kilka grań (za mniejszą czy większą kasę) w okolicy.
Znajomi też poszli w ta stronę i kilka radyjek ich grało. Koncerty też były ale zaczęły się tarcia w zespole i się skończyło. U mnie było podobnie.
W tym momencie z nowym składem też złozymy materiał i pociśniemy z dystrybucją samodzielnie - sieć daje wielkie możliwości
A o doświadczeniach z wytwórniami z chęcią poczytam opinie kolegów bardziej doświadczonych.
_________________ No risk, no progress!!!
Ostatnio zmieniony przez erobeson Czw 07 Kwi, 2011, w całości zmieniany 1 raz
przydałby się Peter Grant który się nie pierdo*ił i wymagał, żeby zespół dostawał godziwe wynagrodzenie, tak to niestety jest i nie wiem czemu to ma służyć, w RP jest mnóstwo świetnych zespołów które spokojnie mogłyby żyć z grania ale nie mogą bo nie mają kontraktu z wytwórnią i są promowane gwiazdki typu Paulli.
_________________ Miszcz 1. quizu perkusyjnego w 2010 r.
Thorn, nie masz się co łudzić, że to dotyczy tylko niszowych projektów.
Albo inaczej - większość projektów pozbawionych wokalistki, która pokazuje się w odpowiednich miejscach bez majtek i stanika i o której pisują w Fakcie, to dla odbiorców projekty niszowe.
Dołączył: 23 Sie 2008 Posty: 583 Skąd: Płock - Włodawa
Wysłany: Czw 07 Kwi, 2011
w polsce ogołem jest nedza, nagralismy kiedys płyte i własnym sumptem zrobilismy wszystko. a tez były za duze spiny i odszedlem ze składu, ktory po moim odejsciu nie moze sobie znaleźć bebniarza. tak naprawde zespol sie pewnie rozleci a ja za te całe przedsiewziecie nie bede miec ani grosza.
Bębniarek
Dołączył: 13 Lut 2006 Posty: 1474 Skąd: Kraków
Wysłany: Czw 07 Kwi, 2011
Z żadnej z płyt które nagrałem nie zobaczyłem jakiejś poważniejszej sumy , i prawdę mówiąc dobrze o tym wiedziałem że tak będzie , grając w niekomercyjnym projekcie zazwyczaj się dokłada do interesu.
Próbowaliśmy wydać płytę a jakiejś wytworni , ale finalnie zajęliśmy się tym sami , niestety ale żadna wytwórnia nie zaoferowała nam konkretnej promocji i reklamy , a z doświadczenia wiem że najlepiej płyty jednak sprzedają się na koncertach , więc myślę że w przypadku nie komercyjnych bandów lepiej zająć się tym na własną rękę.
Czeka nas teraz następna płyta , myślę że tym razem poważnie spróbujemy uderzyć za granicę , oczywiście nikt nie liczy na profity , raczej chodzi o to żeby ktoś docenił naszą pracę i wydał nas ze względu na naszą wizję muzyki.
Najlepiej samemu założyć wytwórnię, która skupi wszystkich zaprzyjaźnionych muzyków.
Tak przynajmniej stwierdził ostatnio Adam Deitch w nowym MDF. Chodzi bardziej o budowanie pozycji i renomy a nie konkretne zyski. Nawet, jeśli wydawnictwo nie przynosi zespołowi zysków, to daje mu w oczach publiki i organizatorów koncertów jakiś kredyt zaufania i jakości. Coś w tym może być.
Shalaq, założyć wydawnictwo każdy może i każdy może utopić sobie 10K -20K w dowolnej płycie garażowej kapeli. I co z tego?
Ale jeśli chodzi o promocję, to Adam Dietch może zanieść dowolną płytę do radia, telewizji czy gdziebądź i go przyjmą i wysłuchają, więc jemu to łatwo mówić.
No bardziej wydaje mi się chodziło o to, że zespół może istnieć i wydawać bezpiecznie swoją twórczość w jakimś wspólnym gronie.
No tak, ale trzeba sobie zadać pytanie: po co? Czyli, inaczej mówiąc: czego należałoby oczekiwać od wydawcy?
Mój zespół tworzy muzykę dla szerokiego odbiorcy, a nie tylko dla podjaranych studentów socjologii, którzy sami sobie znajdą muzykę w necie, bo aktywnie jej szukają.
Dlatego oczekiwałbym, że wydawca nie tylko wyprodukuje fizycznie płytę - bo na to od biedy mógłbym wyskrobać kasę sam. Ale jeszcze żeby pomógł mi do tego szerokiego odbiorcy z tą płytą dotrzeć. W tym kontekście wydawanie się samodzielnie we wspólnym gronie mnie nie urządza nijak.
Tutka, a jesteś w stanie przekonać potencjalnego wydawcę że zarobi na Twojej płycie? Bo chyba tu leży pies pogrzebany. Czasy dla muzyki są fatalne, mimo tego że można sie promować w necie, tylko z tego nie ma pieniędzy powiedzmy sobie szczerze. Zresztą czasy dla artystów nigdy nie byly łaskawe. Tak naprawdę parę procent ludziów czuje sztuke. Reszta to ludzie głusi i ślepi. Byle by im coś pierdziało w radio. A takich pierdzących bandów jest na rynku w pytę, więc wydawcy wcale nie muszą zabiegać o artystów. I koło sie zamyka.
Podoba mi się jak na Zachodzie pełno jest malutkich wytwórni, które szukają młodych talentów i sami się nimi interesują. Zespoły, o których nikt nigdy nie słyszał nagle stają się rozpoznawane. Nie spotkałem się z takim działaniem w Polsce, jeśli się mylę, to poprawiajcie.
W Stanach i Wielkiej Brytanii takich wytwórenek są tysiące.
Takie np. Wichita Recordings, które wypromowało takie zespoły jak Bloc Party, czy The Cribs, albo np. świeższe Third Man's Records Jack'a White'a, który w szukaniu ciekawych zespołów jest akurat świetny
Anarchismo, to jest całkiem od dupy strony myślenie. Ja nie jestem wytwórnią i nie zajmuję się wydawaniem i dlaczego ja mam kogoś przekonywać? Ja się zajmuję robieniem muzyki i robię to najlepiej jak umiem i śmiem twierdzić, że płyta, którą nagraliśmy, jest na pewno nie gorsza niż całe mnóstwo innych obecnie promowanych w mediach.
Natomiast zarabianie na wydaniu płyty to zadanie wydawcy. Jeżeli wydawca nie potrafi zarobić na dobrej muzyce, jeśli nie chce jej nawet wysłuchać albo z łaski wyda, a potem płyta nie jest promowana, to chyba znaczy, że jest słabym wydawcą i może powinien zająć się malowaniem na szkle albo zakład fryzjerski otworzyć?
Czy ja czegoś nie rozumiem?
No powiedzmy, czy jak jesteś inżynierem budownictwa, to musisz iść do developera i błagać na kolanach, przekonywać, żeby wybudował jakiś dom i przedstawiać mu biznes plan dowodzący, że na pewno zarobi na tej budowie? A potem jeszcze się okaże, że nie dostajesz pieniędzy za pracę? No ku...wa nie, to developer zajmuje się organizacją budowy i jej opłacalnością, a inżynier ma dbać, żeby dom się nie zawalił i za to ma płacone.
Wiesz co, zadziwiasz mnie. Jeśli robisz coś i nie uważasz, że to jest dobre, to po co to robisz? Skromność owszem, jest konieczna w pracy nad sobą i nad materiałem, ale do nagrywania płyty zespół przystępuje wtedy, gdy materiał można już uznać za dobry.
Czy coś nie tak rozumuję?
to czy muzyka jest dobra, muszą o tym zadecydowac ludzie którzy ją zechcą kupić a nie Ty. Oczywiście w swoim mniemaniu możesz i powinieneś wierzyć w to co robisz, aczkolwiek powinieneś wiedzieć że to Twoje: wiara i przekonanie nie muszą iść w parze z innymi.
tutkaprof napisał/a
Jeśli robisz coś i nie uważasz, że to jest dobre, to po co to robisz?
w przypadku muzyki, cięzko określić co jest dobre a co nie, kto ma o tym decydować? Jak już powiedziałem, żeby sprzedać dziś muzykę, trzeba być cholernie upartym i jak osioł z klapkami na oczach do wyznaczonego celu zmierzać. Jak Cie wyrzucą drzwiami to wchodzić oknem itp. Ty zaś oczekujesz że sobie nagrasz płytkę i jakaś wytwórnia wyłozy ot tak sobie kasę bo jaśnie PanTutka jest święcie przekonany o wyjątkowości swojej twórczości.
Zdecyduj sie, bo kiedyś pisałeś że Państwo powinno dotować twórców w końcu za jakim modelem jesteś bo to co czytam to jakaś schizofrenia.
A jak jesteś taki cwany to sam założ wytwórnie i działaj non profit.
Polska jest cięzkim krajem do grania to fakt. Ale są zespoły ktore bez lizania rowów mainstreamowi osiągnęły sukces ciężko pracując. (Decapitated, Behemoth, Vader i jeszcze parę innych) Okazuje sie że w tej muzyce jesteśmy jakąś potęgą. Znak że inna muzyka którą gramy jest po prostu słaba. Po prostu zespoły polskie na potęgę kopiują zachód nie wnosząc nic swojego. Był kiedyś taki zespół Kobong, mega oryginalna muza. Są po prostu wyjątkowe kapele o które wytwórnie będą sie biły. Sorry Tutka ale Twój band do nich nie należy jak mniemam, ale być może jeszcze wszystko przed Wami, czego życzę bez cienia złośliwości. Po prostu zamiast dywagować jaki ten świat straszny i niesprawiedliwy napierdzielaj muze.
Ostatnio zmieniony przez Anarchismo Pią 08 Kwi, 2011, w całości zmieniany 1 raz
Ale w zasadzie pytałem o to, czy ktokolwiek ma dobre doświadczenia z wytwórniami. Na razie same głosy na minus...
Podsumowując: zanim znalazłem się w zespole, który usiłuje sprzedawać autorską muzykę, wyobrażałem sobie, że wytwórnie wybierają sobie dobrze rokujące zespoły i jak wydadzą im płytę, to podejmują jakieś działania, by ta płyta się sprzedawała i zespół zyskiwał na popularności. Teraz widzę, że moje wyobrażenia były dziecinne.
ale rozumiem Cię. Wydawałoy sie logiczne, że jak jakaś wytwórnia bierze sie za wydawnie płyty, a potem słabo to robi, to jedyny powód jaki mi przychodzi do głowy to po prostu pieniądze, słaba stopa zwrotu. W tym kraju żeby coś sprzedać ( w muzie) trzeba grać gówno, robić skandale, robić loda decydentom, mieć IQ niższe od małpy i może sie uda.
Powyższy przyklad kapel które wymieniłem to tylko garstka perełek, które mimo tego gówna zaistniały szerzej, ale też bez radia i telewizji, bo zaistniały na zachodzie, gdzie panuje troszkę inna kultura muzyczna
Bębniarek
Dołączył: 13 Lut 2006 Posty: 1474 Skąd: Kraków
Wysłany: Pią 08 Kwi, 2011
Możesz mieć satysfakcję z tego że w Empiku będzie gdzieś na dolnej półce Twoja płyta , ale nie oszukujmy się , kto kupi w takim sklepie płytę bandu którego nikt nie zna.
Poza tym pewnie gdzieś się pojawią recenzje , ale to tyle , przecież sam też możesz zadbać o ocenę waszej muzyki.
Mój znajomy, Mirek Rajkowski, sam wystarał się o fundusze u różnych firm, nagrał chyba ze trzy płyty z muzyką niesłychanie dziwaczną i sam je zdołał wstawić do Empiku.
a Empik ma wyjebane czy sprzeda Twoją płytę czy kogoś innego bo cały towar bierze w konsygnację płacąc i to z wielkim opóźnieniem za sprzedany towar, każąc sobie płacić jeszcze tzw, "półkowe", za to że łaskawie przyjmą towar na półkę.
WIem to wszystko bo robiłem w branży wydawnictw książkowych.
Zastanówcie sie kto w Polsce ma liczące sie wytwórnie i media, które decydują o tym czego sie będzie słuchać? Tak tak zostane posądzony o snucie teori spiskowej, ale kto to wg was ma? Kto tym steruje? Każdy większy interes, każdy większy pieniądz, w tym kraju przechodzi przez łapki ludzików z układu. Zwykły zjadacz chleba do głównego rynku nie zostanie dopuszczony i jest jak jest.
Mój znajomy, Mirek Rajkowski, sam wystarał się o fundusze u różnych firm, nagrał chyba ze trzy płyty z muzyką niesłychanie dziwaczną i sam je zdołał wstawić do Empiku.
Nie wierzę, ale jeśli tak to gratuluje! Wyjątek potwierdzający regułę
Bębniarek
Dołączył: 13 Lut 2006 Posty: 1474 Skąd: Kraków
Wysłany: Pią 08 Kwi, 2011
Wybraliśmy sobie Panowie kosztowne hobby , niestety ale taka prawda , wiem że sporo ludzi zaciąga kredyty na promocję swojej twórczości i czasami się im to udaje.
Oczywiście bardzo dużo zależy od kontaktów , ale nie oszukujmy się , gając muzykę niszową liczmy tylko na siebie.
Za granicą jest rynek na każdą muzę , są powiązane ze sobą wytwórnie , studia , radia , kluby i całkowicie to inaczej wygląda , jest po prostu rynek muzyczny.
Ja z tą sytuacją się już dawno pogodziłem , nie zniechęciło mnie to bo po prostu lubię to co robię.
Z tym wydawnictwem pomysł ode mnie raczej miał polegać na tym, żeby skupić wykonawców i wyrobić jedną markę. Ułatwić dojścia. Pod jednym skrzydłem mieścić wydawane płyty. Co innego wydanie własnym sumptem, a co innego wydanie własnym sumptem ale z logo wydawnictwa. Skoro ma mi się nie opłacać pójście do wydawnictwa, to mogę założyć własne.
Nie wiem czy to ma sens, ale patrzenie na empiki też jest złudne. Większość płyt młode zespoły sprzedają jeśli już, to na koncertach.
Dołączył: 23 Sie 2008 Posty: 583 Skąd: Płock - Włodawa
Wysłany: Pią 08 Kwi, 2011
najlepsza forma jest nagranie profesjonalnym studiu singla 2 utwory i rozdawac na koncertach, promocja masakra, wiem z autopsji zaprzyjaźnionej kapeli:)
Shalaq, takie coś już istnieje - nazywa się Megatotal. To przedsięwzięcie pozwalające młodym zespołom uzyskać fundusze na nagranie płyty od fanów, następnie zespół jest dyscyplinowany, może liczyć na pomoc logistyczną i wreszcie - wydanie płyty. Obrót pieniędzy ze sprzedaży płyt jest w sposób przezroczysty kontrolowany przez zespół i przez fanów-inwestorów.
Idea jest piękna, ale w praktyce - wydanie płyty w takim wydawnictwie nie przekłada się na jakieś istotne profity promocyjne dla zespołu. Otrzymujesz płytę, która potem wisi na Allegro i którą możesz sprzedawać na koncertach, które sobie zorganizujesz.
Nie ma tutaj tego, o czym pisze Bębniarek - zorganizowanej i skutecznej machiny promocyjnej, dzięki której informacja o płycie może dotrzeć do zainteresowanych odbiorców.
Więc czy płytę wydasz sam własnym nakładem, czy wspólnie z kumplami z innych zespołów, którzy też nie potrafią się przebić do mainstreamu, nie ma właściwie wielkiej różnicy.
Wszystko o czym mówisz to formy promocji pasywnej - czyli ułatwienie dostępu do muzyki komuś, kto już jej szuka.
Żeby ludzie tej konkretnej muzyki zaczęli szukać, konieczna jest promocja aktywna - radio, telewizja, postery, koncerty w ramach dobrze nagłośnionych imprez itp.
a na to potrzebny jest rynek, którego w Polsce nie ma jak zauważył był Bębniarek. Nie ma rynku, ludzie nie mają hajsu (mało kogo stać na płytę) toteż i promocja aktywna jest bardzo ryzykownym przedsięwzięciem, dlatego promuje sie rzeczy lekkie, łatwo strawne, które można puścić między reklamą latających podpasek a reklamą inteligentnego papieru toaletowego. A dlaczego wybiera sie do pomocji jedne gówna a innych gówien nie? O tym już decydują znajomości i układy, kto ma jakiego menago i event.
wszyscy maja troche racji i troche nie wytwornie zajmujace sie roznista muzyka tez zachowuja sie inaczej....inaczej mysla wytwornie od POP'u inaczej od ciezkich rzeczy...nie uogólniajmy...w metalu naprzyklad duzo przyklada sie wage naprzyklad do brzmienia....jeden label lubi nowoczesne...inny brudne i undegroundowe...panowie to wszystko zalezy od ludzi ktorzy pracuja w labelach....moze byc tak ze sie zmieni czlowiek na stanowisku i juz Cie wezma....pamietajcie ze procz muzy liczy sie takze szczescie......no i jest teraz duuuuuuzo zespolow na scenie....trzeba miec tez duza sile przebicia i dobrze miec osobe ogarnieta ktora sie zajmie tematem szukania i promocji jak tylko sie da.....