Wielki Kolo odszedł, dla mnie niewątpliwie absolutny top polskiej muzy/piosenki. Słucham od lat, mam kilka płyt - sam nie wiem co o nich myśleć - mistyka, metafizyka, dobra piosenka, trochę jazzu i szaleństwa.
Dla niekumających o czym mowa zalecam płyty Korowód, Magia Obłoków, Droga za Widnokres i Szalona Lokomotywa. Wielka, niekończąca się inspiracja, w tym mnóstwo ciekawostek dla pałkerów.
Nie lubię tych smętnych i rzewnych przebojów z telewizji o wiośnie itp. Kawałek Godzina Miłowania - posłuchacie, chłopcy grają jak Zappa i Beefheart na płycie HotRats. Bez kitu...
Dołączył: 04 Mar 2006 Posty: 3819 Skąd: Szczecin/Stargard
Wysłany: Pon 09 Paź, 2006
respect [*]
_________________ Masz pytanie odnośnie forum? Jakieś pytania techniczne? Moze coś ciekawego do dodania na forum? Napisz na gg/pw/mail. Czekam na wiadomości w każdej sprawie!
właśnie Grechuta i Demarczyk uświadomili mi lata temu jak byłem mlodzikiem, że poezja śpiewana nie musi oznaczać smętów. Jak zobaczyłem korowód w wersji live z Opola to wymiękłem. Nakręcona sekcja i kupa psychodelii. W ogóle jak posłuchać starych plyt Grechuty to poza hiciorami dużo tam numerów podchodzących pod rock. A jest jeszcze płyta Anawa (kapela Grechuty) na której nie bylo mistrza. Spiewał tam...Zaucha ! Bardzo dobra płyta, jest tam fragmencik zupełnie jak King Crimson. A wiecie że w czasach płyty Korowód u Grechuty grał nieznany jeszcze wtedy Marek Jackowski ? Co do wielkich odchodzących, zdobyłem ostatnio (nagrał mi koleś) 3 płyty Niemena po angielsku, wydane w latach siedemdziesiątych dla CBS. Na dwóch pierwszych w składzie mlode SBB + kontrabasista jazzowy Helmut Nadolski, na trzeciej już zachodnia ekipa. Mocne plyty jak cholera. Pierwszą śmialo stawiam obok Crazy World Of Arthur Brown i nie ma żadnej ściemy. Zero kompleksów. Myślę że gdyby nie ówczesna sytuacja geopolityczna, byłby znany wśród rockmanów na całym świecie.
no cóz, niestety musimy się pogodzić że wszyscy wielcy muzyki i w ogóle sztuki w końcu odchodzą jak kazdy inny czlowiek. Na szczęście mogą osiągnąc długowieczność dzięki swojemu dorobkowi. Hendrixa nie ma już na tym padole trzydzieści kilka lat a dla wielu jest i będzie wiecznie zywy.