Polecam twórczość Henryka Tapczana.
http://www.myspace.com/henryktapczan
"...Urodził się w Pszkinach 13 lipca 1920 roku w dwupokojowej izbie ulicy Bajery 4. Istnieją także opinie, że Tapczan był kuzynem pewnego sławnego i majętnego człowieka z Pszkin. Dzieciństwo i młodość spędził w Rżweniu opodal Pszkin, w biednej neoproletariackiej rodzinie. Mając rodziców z korzeniami żydowsko-rosyjskimi został wychowany jako protestant, a ze względów moralnych deklarował, że jest ateistą, choć według innych postrzegany był za buddystę z zapędami taoistycznymi. Był uczniem XXIII Gimnazjum im. Stanisława Patrona w Rżweniu. Po wybuchu II wojny światowej, w okupowanych przez wojska radzieckie Pszkinach, próbował zostać studentem lecz po kilku latach starań okazało się że w Pszkiny nie posiadają Politechniki. Nawet mimo zdanego egzaminu nie został przyjęty na studia ponieważ tam naprawdę nie wybudowali Politechniki. Naukę w domu przerywała mu inwazja Niemiec na Związek Radziecki. Podczas okupacji, Tapczan pracował jako pomocnik dozorcy-mechanika Kazimierza Tokary przy niemieckiej firmie Wuderbar Drehbank, która zajmowała się toczeniem metali. Tam też zapałał sympatią do tokarek.. W latach 1945-1951 pracował jako młodszy asystent w Bibliotece miejskiej w Rżweniu prowadzonej przez pana Mieczysława Jurkiewicza, dzięki tej pracy przybliżył się do świata literatury i zapragnął pisać. Tapczan debiutował jako poeta-pisarz w 1950, w tym okresie został nieoficjalnie przyjęty do prestiżowego klubu „Książka nie Kniga” zrzeszającego artystów-pisarzy z Pszkin i okolic. Do lat 80-tych napisał wiele ciekawych opowiadań, wierszy i krótkowierszy min. słynny wiersz „Bóle po Bulach” opowiadający o młodzieńczych pasjach Tapczana..."
Andrzej Wajda:
"Właściwie nie sądziłem że ktoś odkryje na nowo imię wielkiego Henryka T., którego przez tyle lat próbowano z różnym skutkiem, wymazać z naszej pięknej Polskiej kultury. Pamiętam jak za młodych lat moja mama czytała mi przed snem wiersze Tapczana, a kiedy byłem chory i nie mogłem zasnąć, nuciła mi słynną kołysankę "Skrob, skrob, tokarka szepcze"...Pamięć tych chwil nigdy we mnie nie zgaśnie."
Henryk Tapczan, fragment zapomnianej powieści:
"W chwili gdy ujmuję pióro, aby w niezmąconej swobodzie i odosobnieniu, zdrów zresztą, choć i zmęczony (odurzony jak zwykle rytmem tokarki i doskonale niebywałym zapachem buczynowych wiór, dłutem-lekko-nadpalanych), gdy zatem sposobię się do tego, aby właściwym mi czystym i przyjemnym pismem przelać na cierpliwy papier moje wyznania, nachodzi mnie przelotna wątpliwość, czy też wykształcenie wyniesione z domu i szkoły pozwoli mi dorosnąć do tego intelektualnego przedsięwzięcia. Z drugiej jednak strony, ponieważ na moją opowieść składają się najbliższe mi i najbardziej osobiste doświadczenia, zbłąkania i namiętności, i dzięki temu w pełni panuję nad tematem, mogłaby owa wątpliwość dotyczyć co najwyżej taktu i układności wyrazu, na jakie mnie stać; te zaś zalety nie tyle zależą od nie zaczętych i chlubnie nieukończonych studiów, ile raczej, i to w znacznie wyższym stopniu, od wrodzonego uzdolnienia i poprawnego wychowania w dziecięctwie. Nie brakło mi go, gdyż wywodzę się z gdzieniegdzie wykwintnego, choć i nieco swawolnego neoproletariackiego rżwińskiego gniazda..."
H.Tapczan, Rżweń 1977, fragm. "Fortuna się toczy" wyd. 1, Wydawnictwo Naukowe PWN. 1983
Witold Gombrowicz:
H.K. jest pierwszorzędną siłą. To pisarz o jasno określonym zadaniu, powołany do przyśpieszania naszego tempa, abyśmy nadążyli epoce- i o wspaniałym talencie. Znakomicie przystosowany do wypełniania tych przeznaczeń swoich. Posiada on coś na wagę złota, co nazwałbym wolą rzeczywistości, a zarazem wyczucie punktów drastycznych naszego kryzysu. Należy do nielicznych, których słowa maja znaczenie (jedynie, co może go zgubić, to pośpiech w pracy oraz... alkohol). To prawdziwy świecący kartofel.
Henryk Tapczan, fragment powieści "Dolina Roz Toczy", przechodzimy do lat 70-ych. Sobota 23:47
"Ten członio, co siedział koło mnie, bo tam było długie wygodne siedzenie z pluszu wzdłuż całych trzech ścian, to był już nieźle w trakcie, oczy miał szklane i tylko z niego bulgotały takie słowa w rodzaju: - Arystotele morele że mu cieczka rododendron to już farfoklem prima bulba. - Rzeczywiście był daleko w tym kraju, no wprost na orbicie, i ja wiedziałem, jak to jest, bo też próbowałem tego jak każdy, ale na ten raz jakoś mi się podumało, że to tchórza robota, braciszkowie moi. Głotnąłeś sobie tego mleka i leżysz, i dostajesz takiej prydumki. ze wszystko co cię otacza, już jakby przeszło. To znaczy wszystko widzisz dookoła okej, bardzo wyraźnie, stoliki, lampy, stereo i dziobki, ale wszystko jak gdyby już było i nie jest. I jesteś jakby zahipno na swój but albo pazur, co popadnie, i równocześnie jakby cię kto wziął za kark i trząchał niby koszkę..."
JAN BŁOŃSKI
„Kto chce tak rozumować, jak Tapczan, powinien z góry odebrać swym wywodom pretensje do nieomylności”.
Aloha!
Teraz dla odmiany, H. Tapczan, ale nie prozą.
Wiersz, pt.
***Czesz, nie grzesz***
Z rodziny dobrej, lecz bardzo grzeszyłem,
Czesz, nie grzesz- mówili, nic z tym nie czyniłem
Lecz z wiekiem wino w głowie dojrzewa
Zaśmiała się szczęścia do mnie podkowa
Z rodziny mądrej, więc spróbowałem
Muzy z Grzebyczka, więc zaprosiłem
Parłem przed siebie, nigdy na skróty
Tak rok za rokiem, weną osnuty
I jak się to stało, zupełnie nie wiem
Pośrednik w relacji: Bóg-Tapczan-Grzebień
A oto Henryk Tapczan i jego debiut w roli dramaturga.
HT, Rźweń, 1960
Krótka sztuka poświęcona wszystkim wariatom świata
pt.
CZY TO KARA CZY TO
OSOBY
DR M. DREHBANK
38 lat. Brunet bardzo piękny i doskonale zbudowany. Broda i wąsy- w nieładzie. Długie włosy. Ubrany w strój szpitalny. Wariat. Poeta. Do tego jeszcze neurolog- geniusz.
Siostra JOANNA
22 lata. Blondynka bardzo jasna i bardzo ładna, i dość "stosunkowo" uduchowiona. Strój zakonny fantastyczny. Na piersi duży krzyż na łańcuszku.
MIEJSCE: Duży pokój z zamkniętymi drzwiami.
*******
SCENA 1
*******
SIOSTRA JOANNA
Bardzo zmęczyłeś się, mój biedaczku najdroższy?
DR M. DREHBANK
Nic a nic. Spałem cały dzień jak zabity. Odespałem piętnaście lat bezsenności. Czuję się świetnie. A nawet wiesz, po tym wszystkim ta cela wydaje mi się jedynym godnym mnie miejscem zamieszkania. Nawet nie mam ochoty wyjść stąd. Przeczytaj mój wierszyk, jeśli możesz. Mam tremę sam nie mogę.
SIOSTRA JOANNA
Ach...
to przecież cudne:
"Ja czytam Biblię pod drzewem, a czas ucieka,
I czają się narkotyki
wśród słońcem, rosą i kwiatami okrytych krzewów,
Pośród rannego wietrzyka powiewów,
Mleka mi dajcie, mleka prosto od krowy,
I jaj prosto od kury;
Chcę być zdrowy, chłop morowy,
Chcę głowę trzymać do góry.
Wtem małe pytanie: "W ogóle po co? A warto - ho?"
I gębą otwartą
Wchłonąłem wszystkie naraz jady,
I jak chusta, jak papier, jak prześcieradło blady,
Rzuciłem się w wir nieznanej bitwy z nieznanym wrogiem
Może szatanem był-jest, a może Bogiem.
To nie jest żadna bitwa.
To tylko: "Skróć cugle! Broń do ataku! Marsz!!"
To tylko w cudze czaszki wbity mych mózgów fałsz.
Wspaniałe!
Ale jak będziesz ze mną, wszystko będzie inaczej.
Prawda? Żadnych jadów.
Ja ci zastąpię wszystko."
(tu wzdycha i z powątpiewaniem spogląda na doktora)
DR M. DREHBANK
Może tak będzie. Przede wszystkim jednak, mimo wszystko, trzeba się stąd jak najprędzej wydostać. Tylko zbytecznie nie zachwycaj się mymi utworami. To jest początek zupełnie nowych rzeczy, ale samo przez się to jest nic. Kupa taka.
SIOSTRA JOANNA
Wiesz mam wyrzuty sumienia, że jestem tak szczęśliwa. Ach gdybym mogła choć trochę cierpieć. Mnie też nic nie obchodzi już życie poza tą celą. Gdyby nas tu zostawili razem na wieczność całą, nie pragnęłabym już niczego. Tak strasznie mi z tobą dobrze. Wszystko nabrało znaczenia. A pomyśl, ile czasu żyłam w zupełnym bezsensie. Muszę ci się przyznać, że to, żeś zabił Berkzojta, podnieciło mi zmysły wprost do szału. Tak strasznie mi się podobasz! To potworne.
DR M. DREHBANK
Moja przewrotna dziewczyna! Gdybym mógł jeszcze pisać, kiedy zostaję sam! Musze się zupełnie opanować, żeby ten bałwan nie kazał mi wkładać kaftana. Wczoraj nie mogłem się przezwyciężyć: musiałem zabić tę bestię.
SIOSTRA JOANNA
Nie mówmy już o tym, Mieciu. Odpocznij. Oprzyj się o mnie i zapomnijmy o wszystkim. Chciałabym ci wynagrodzić te dwa lata męki. Tak nic nie wiadomo, co nas czeka.
Kuba Wojewódzki:
Ten zapomniany już dawno drewniany dramat Czy to kara czy to Tapczana z pewnością nie ma dziś głębszego sensu oprócz ważnego przesłania - także w naszych okolicznościach ludzie nadal tańczą na mocno napiętej linie namiętności. Są jednocześnie dobrzy i źli. Cisi i szaleni. Skromni i wyuzdani. Czasem wystarczy zbieg okoliczności, przypadkowe spotkanie, by wzbudzić w nas demony, nad którymi nie panuje konwencjonalna i niekonwencjonalna medycyna. Wciąż swędzi.
Kilka nowych faktów z barwnego życiorysu Henryka Tapczana:
Życie duchowe poety to ciąg przesyconych mistycyzmem splotów
wydarzeń i ciężkich do pojęcia dla przeciętnego człowieka wypadków. Tapczan już
jako niemowlę zdradzał nadprzyrodzone zdolności. Głębia jego nieprzeniknionego
spojrzenia doprowadziła opiekującą się nim nianię Anastazję do szaleństwa i
tajemniczej wysypki w okolicy paznokcia palca serdecznego lewej ręki. Po jej tajemniczym
zniknięciu opiekę nad Henrykiem przejęła jego matka Leokadia. Uważa się, że jej
głęboko zakorzeniona, praktykowana od setek lat wiara odpowiednio ukierunkowały
nadprzyrodzone zdolności Tapczana. Niestety po dwóch latach Leokadia zapadła,
na schizofrenię hebefreniczną i zmuszona była opuścić rodzinny dom, udając się na
leczenie do wód. Dwa dni po rozstaniu mały Henryk miał pierwszą wizję, którą
przedstawił w licznych rysunkach. Malec ujrzał kaczkę krzyżówkę, startującą z
tafli szczyrbskiego jeziora, która chwilę później znalazła się na srebrnej
platerze, stojącej na stole tuż przed obliczem matki. Wizja sprawdziła się.
Zdradzająca objawy ksobne Leodia, podejrzewając, że kaczka może być carskim
szpiegiem, nakazała ją wtrącić do lochu a następnie nabić na pal i podać sobie
w rydzykach.
W wieku trzech lat okazało się, że mały Henryk zna tajniki telekinezy
oraz potrafi rozmawiać ze zwierzętami. Jak ustalili późniejsi badacze, poeta
płynnie porozumiewał się po końsku i świńsku, znał też narzecza kurze, kacze,
indycze, królicze, jeże, jelenie, niedźwiedzie i mrówcze. Pół roku później
ciało przyszłego poety przezwyciężyło grawitację pozwalając wznieść się ponad
ziemskie sprawy. Dopiero pod koniec lat `90 uczeni Piątkowskiej Instytutu
Cytobilateralnego powiązali te zdarzenia z pojawiającym się od 1923 w okolicy
Pszkin i Rżniewa tajemniczym człowiekiem (przez chłopów zwanym Chrustownikiem),
który (cyt.) ” Po ciemnościach dobro czyniał”.
- Rzekomo przenosił snopki siana wzrokiem i tym samym
wzrokiem doił okoliczne krowy – mówi Tomasz Chlewczuk, adiunkt PIC-u. – W
zapiskach, które znaleźliśmy w księgach kościelnych z tamtego okresu można wyczytać
również, że „W powietrzu jako nietoperz stał i po ścianach jako ta psiajucha
pajęcza się nosił”.