Też się osrałem jak zobaczyłem newsa, ale po zejściu na ziemię nie dam 6 stów za jeden zajebisty Mastodon, jeden kultowy Slayer i sentymentalną resztę. Za drogo
_________________ Girl you thought he was a man, but he was a muffin
He hung around till you found, that he didn't know nuthin
Wielka czwórka thrash metalu po raz pierwszy w historii na jednej scenie. I to praktycznie rzut beretem od mojego domu (bo co to jest 100 km w stosunku do wieczności hehehe ) Dziecięce marzenia jednak potrafią się spełniać I nieważne, że Megadeth ostatni dobry album nagrał 10 lat temu. Ten koncert jest po prostu historią metalu. Już teraz. Aż strach się bać co będzie po
A tu jako bonus parę cytatów
Cytat
Lars Ulrich (Metallica): Pomyśleliśmy, że po ponad 25 lat po powstaniu Wielka Czwórka Thrashu nie tylko wciąż gra i jest popularniejsza niż kiedykolwiek, ale i zagra wspólnie ze sobą po raz pierwszy... co za wyjebana sprawa [mindfuck]! Dawać to!
Dave Mustaine (Megadeth): “To ’życiowa’ szansa dla ”Fanów” Heavy Metalu, aby zobaczyć cztery największe Heavy Metalowe ”Kapele” w historii Ameryki a jednej scenie. Jeśli na zakończenie festiwalu pozostanie jakakolwiek głowa, która nie wymachiwała, to oznacza, że nie powinna ona tam być.”
Kerry King (Slayer): “W końcu przyszedł kur#$ czas na to, aby fani dostali to czego chcą. To cholernie zajebiste”
Scott Ian (Anthrax): „Ludzie mówią o wspólnym koncercie tych czterech kapel od 1984 roku. To 26 sześć lat oczekiwania!!! I wierzę, że nie tylko sprostamy oczekiwaniom, ale rozpieprzymy je. Żadne inne kapele tak wpływowe jak nasza czwórka nie zrobiło czegoś takiego razem. Wyobraź sobie, że wspólny koncert zagrają The Beatles, Stonesi, The Who i Zeppelini, albo Sabbath, Priest, Maiden i Motorhead. W porządku, może trochę mnie ponosi, ale dla fana jakim jestem tak właśnie to wygląda.”
Generalnie o kształcie muzyki metalowej decyduje "Wielka Czwórka" ale również trzeba dodać, że podwaliny po metal stworzyły takie zespoły jak: Black Sabbath, Led Zeppelin, Deep Purple, gdzie głównym prekursorem są ci pierwsi. Można powiedzieć, że Black Sabbath i spółka są "dziadkami" a "Wielka Czwórka" są ojcami.
Na koncert nie jadę z powodu braku kasy.
_________________ Miszcz 1. quizu perkusyjnego w 2010 r.
Dołączył: 04 Mar 2006 Posty: 3777 Skąd: Szczecin/Stargard
Wysłany: Sob 02 Sty, 2010
ja jednak sie nie wybiore...400 zl za bilecisz to jest nieporozumienie, do tego dojazd troche, wiec taka impreza by mnie ladnie wyniosla wole zainwestowac to w jakas blaszke
_________________ Masz pytanie odnośnie forum? Jakieś pytania techniczne? Moze coś ciekawego do dodania na forum? Napisz na gg/pw/mail. Czekam na wiadomości w każdej sprawie!
Dołączył: 04 Mar 2006 Posty: 3777 Skąd: Szczecin/Stargard
Wysłany: Sob 02 Sty, 2010
jechac taki kawal, placic kase to juz solidnie a nie zeby ogladac przez lornetke
_________________ Masz pytanie odnośnie forum? Jakieś pytania techniczne? Moze coś ciekawego do dodania na forum? Napisz na gg/pw/mail. Czekam na wiadomości w każdej sprawie!
Miałem w planach się wybrać...ale pomysł przepadł po zderzeniu z rzeczywistością:), trzeba zakupić drugą centralke do zestawu i to jest priorytet, po drugie jakoś tak wolę nasz europejski metal no i z tych wszystkich bebniarzy to interesowałby mnie Pan Lombardo jedynie i jegoż zespół:), no a po ostatnie to o czym pisał Dimitrich
Wróciłem, odespałem, doszedłem trochę do siebie to napiszę coś od siebie
W Warszawie byłem koło 14, auto zostawione w odległości 20minutowego spaceru od lotniska co było świetnym pomysłem bo wyjechałem ze stolicy bez chwili stania w korkach i wkurwiania się na przepustowość warszawskich ulic Dotarliśmy na lotnisko, pogoda wypas - nie za ciepło, nie za zimno, deszczu brak - marzenie na taki festiwal Po kontroli na bramkach udałem się na Golden Circle. I tu pierwsza uwaga. Wybór biletu na ten sektor był, mimo dwukrotnie wyższej ceny, idealnym posunięciem. Oddzielne kible, oddzielne stoiska z napojami. Co prawda brak piwa ale jako kierowcy mi to nie przeszkadzało zupełnie. Nie stałem w kolejce nigdzie dłużej niż 3 minuty. Pod samą sceną bajka - można się było swobodnie dopchać pod samą scenę a jak ktoś miał dość to się wycofywał na boki i mógł sobie robić piknik na trawie. Patrząc na to co się działo na płycie wiedziałem, że nie mogłem zrobić lepiej - kilkadziesiąt tysięcy ludzi ściśnięty w granicach ludzkiej przyzwoitości Ale do rzeczy :
BEHEMOTH - widziałem ich pierwszy raz w życiu i powiem szczerze, że nie wierzyłem że się obronią ze swoją muzą w pełnym słońcu o 16.00. A jednak...zagrali krótką ale intensywną i dobrą sztukę, nie dali się pożreć publice, mieli całkiem dobre przyjęcie. Zagrali w sumie same szlagiery bo w tak małej czasowej pigułce nie dało się za dużo upchnąć. Brzmieniowo jak się łatwo domyśleć tak sobie - stopa za głośno, wiosła za cicho (zwłaszcza Nergal). In minus fakt, że na scenę nie wyszła Doda i nie pokazała cycków ;)
ANTHRAX - mocno mieszane uczucia. Bardzo fajnie muzycznie. Świetna sekcja - Charlie jest świetnym bębniarzem, który sadzi fajne mocne groovy, basista doskonale go uzupełniał plus robił grube show. Wariat totalny. To samo Ian, który mimo siwizny na brodzie napierdzielał swoje podskoki Solowy gitarmen wyglądał tak, że się przez pół koncertu zastanawiałem czy Mike Portnoy przypadkiem nie przesiadł się na gitarę Muzycznie świetny set - energia, zabawa - wszystko się zgadzało. Jeżeli o wokal chodzi to ja zawsze byłem zwolennikiem Busha czego nigdy nie ukrywałem i tutaj nic się nie zmieniło. Koleś powinien zmienić na Gejladonna, ze swoim zajebistym paskiem z cekinami, wyciem kastrata i fryzurą na japońskiego pudla (brakowało mu tylko blond pasemek) wszystko by się zgadzało. Brzmieniowo lekka padaka ale jak się okazało to był problem wszystkich supportów.
MEGADETH - wyszli bez zbędnych ceregieli i na dzień dobry poleciało Rust in Peace a potem hiciory. Muzycznie bardzo fajny koncert, Rudy dobrał sobie dobrych muzyków którzy odgrywają to co odgrywać trzeba. Bardzo fajne rzemiosło, szkoda tylko, że bez większego polotu. Forma wokalna Dava to jakiś mega-żart, koleś powinien dać sobie spokój i grać instrumentalnie albo odpalac wokale z taśmy bo żal tego było słuchać. Połączenie jęczenia z miałczeniem. Zresztą jak na telebimach były zbliżenia śpiewającego Rudego to widać było, że pan się strasznie męczy robiąc to co robi Brzmieniowo daleko od ideału.
SLAYER - i tutaj dla mnie ten koncert na dobrą sprawę mógłby się zacząć. Setlista krótka ale niesamowicie killerska, zabrakło mi na dobrą sprawę tylko Silent Scream z moich ulubionych tracków. Araya w lepszej formie wokalnej niż się spodziewałem i mimo, że nie obyło się bez baboli w stylu opuszczania linijek w tekście czy lekkich fałszy to zdecydowanie dał radę. Morda mu się cieszyła cały koncert więc albo reakcje ludzi mu się podobały albo nieźle się zaprawił przed Kerry nadal wygląda tak, że strach go spotkać w ciemnej uliczce, bestia straszna. Slayera widziałem już w 1998 roku na trasie DIM i chyba ten koncert mimo pewnych minusów (krótki set, nagłośnienie (znowu !!) pełne słońce i niedyspozycja Toma) stawiam jednak wyżej. Z jednego powodu. Ten powód nazywa się Dave Lombardo Miałem okazję zobaczyć na żywo jednego ze swoich idoli lat szczenięcych i muszę przyznać, że kubańczyk nie zawiódł. Postawił swojemu następcy na scenie poprzeczkę bardzo wysoko a ten nawet nie dał rady się do niej zbliżyć Nagłośnienie znowu kulawe a szkoda bo Sleja był w stanie zmasakrować dużo bardziej gdyby dostał możliwość pełnego korzystania z mocy jakie miały te przody.
METALLICA - lekki poślizg, poleciało Ecstaxy of Gold a potem weszli na scenę i się zaczęło. Na dzień dobry Creeping Death i For Whom the Bell Tolls i ja już byłem kupiony. Pierwszy raz widziałem Metę w 1999 na stadionie gwardii mając 17 lat. Dzisiaj mam 28 a wczoraj naprawdę się poczułem jakbym znowu miał 17 Numery zapierdzielały jeden po drugim, setlista bardzo fajna, sporo z KEA, kilka pozycji dawno nie granych, chyba nic z fatalnego St. Anger. Kawałki z DM zdecydowanie bronią się na żywo. Gardło miałem totalnie zdarte już chyba przy piątym numerze ale atmosfera świetna więc nie myślało się o zmęczeniu czy niedogodnościach. Brzmienie świetne (a jednak się dało), bardzo fajne show, sporo ognia i pirotechniki. Ogromny telebim za plecami muzyków, który w moim przypadku bardziej mnie wkurzał niż pomagał bo stałem na tyle blisko żeby widzieć bez jego używania Chłopaki pokazali bez dwóch zdań kto jest najwiekszy w wielkiej czwórce i nie zmienią tego nawet pomyłki w riffach czy solówkach a tym bardziej babole, które Lars sadził non stop na bębnach. Nie było chyba numeru, który zagrałby bez wyjebki (no może NEM). Stopy mu się rozjeżdzały, nie dogrywał młynków i ogólnie kiepsko zniósł kondycyjnie ten koncert ale to w sumie nie miało znaczenia (98% publiki nie bądąca perkusistami i nie mająca zboczenia nawet nie zwróciła na to uwagi). Wczoraj Metallica to był kolektyw, czterech ludzi stanowiących jedno, którzy porozstawiali wszystkich po kątach. A przy okazji było to przedsiębiorstwo, które gwarantuje ludziom niesamowite show (czy fajne czy niefajne to już kwestia tego co kto lubi ) Na plus wokalna forma Jamesa - naprawdę dał radę, rispekt. Koncert życia to to nie był bo miewałem lepsze koncerty z dużo większym ładunkiem i emocji i podscenowego napierdzielania (jak chociażby niedawny LoG w Progresji) ale była to naprawdę dobra sztuka i bardzo fajny powrót do przeszłości. Tak jak mówił James - to historyczny moment i bardzo się cieszę, że mogłem w tym brać udział
Na minus odnośnie całości - szkoda, że był to mniej koncert wielkiej czwórki a bardziej koncert Metallica + supporty (chodzi mi o przycinanie nagłośnienia na wszystkim poza Metą). Wiadomo, że gwiazda ma swoja prawa i nie mówię tego w sumie w kategoriach żalu tylko mogło być lepiej gdyby każdy band przywalił sztukę na miarę swoich możliwości
gwiazda? jak dla mnie to Slayer a reszta podaje bidony i reczniki.....ot tyle....widzialem juz slayera z lombardo w stodole ze 3 lata temu czy cos....i juz wtedy bylo pieklo....takze slayer...a potem dlugo dlugo nic...
Anthrax też świetnie, szczeólnie spodobał mi się fakt, że wokaliza była pięknie przeciągana momentami i kobitka stojaca koło mnie dośc mocno się tym jarała ^^
Megadeath mnie prawdę powiedziawszy nie porwał, a ... cóz, na Metallice nie byłem, bo wynikły niespodziewane okoliczności, aczkolwiek słyszałem i ... ajm kripin deeeeeeeeeef xD
Behemoth również dał rade, świetna setlista ^^
aa, jakby ktoś z was przypadkiem przeniknął do wall of death po prawej stronie na płycie, niedaleko barierek to pozdrawiam
_________________ Pearl Target + Mapex Black Panther + Paiste 101 + PST5
mastejn i jego na końcu GRATULUJ(jak powiedział) obcisłe rureczki i biała pedalska z falbanami koszula jeden wielki FAIL w ogóle cały megadet to nieporozumienie
Ja na Slayerze byłem na każdej ścianie jaka się tworzyła na środkowej linii frontu. Więc całkiem możliwe że się widzieliśmy.
Czy mówisz teraz o ścianie na Behu? Ja na Behu byłem tylko na 3 ostatnich numerach ale budowałem tą ścianę xD
Dla mnie Anthrax i Megadeth to nuda była.
ja mowie o Slayerze ;p wiem tylko, że na "mojej" ścianie był taki bardzo duży pan, który mnie pier...przewrócił xD wiec jeśli widziałeś dużego pana w prawej ścianie to widziałeś i mnie xD a może nawet mi przywaliłeś
_________________ Pearl Target + Mapex Black Panther + Paiste 101 + PST5