na takie granie to bardzo fajnie brzmi
ride i china trochę odciągają uwagę od reszty... no i tomy może ciut za głośno
Ogólnie - podoba mi się i gra i brzmienie.
_________________ ¯\(°_o)/¯
Ostatnio zmieniony przez szymv Sob 28 Sty, 2012, w całości zmieniany 1 raz
Miodzio, bardzo mi się podoba. Bębny jakby... "mówiły", to niemałe umiejętności. Kapitalne dynamicznie, właśnie te czasem za głośne tomy, rim szoty, jakies zahaczenia o blachę - samo życie.
W nocy jak słucham audycji Ptaszyna Wróblewskiego to takie kwiatki często lecą
Brawo!!
_________________ Girl you thought he was a man, but he was a muffin
He hung around till you found, that he didn't know nuthin
W moim rozumieniu tego czegoś celem jest swobodna jazda bez zorganizowanej formy, bo też i tak można bawić się instrumentem, czasami wręcz należy. Wy lubicie tylko jak jest zwrotka refren i wyuczone przejście.
_________________ Girl you thought he was a man, but he was a muffin
He hung around till you found, that he didn't know nuthin
Dzięki za wszystkie odpowiedzi. Rzeczywiście to takie granie bez formy, jako rozgrzewka. Ale warto zasięgnąć opinii każdej ze stron. Na tym się też się opiera rozwój, szczególnie, że wchodzę do studia niedługo;) Co do miksu to był robiony na szybko, ale fajnie czasem jak jest więcej OH i ROOM-u, a nie tylko bliskiego ujęcia bębnów, dlatego blaszki się przebijają. Następnym razem wstawię kawałek muzy zespołu
Pozdro.
Pamiętaj o tym - perkusja to JEDEN instrument. To nie są osobne talerze i osobne bębny. Jednym z sekretów brzmienia Bonhama (który większość płyt nagrywał metodą podobną do Glynna Johnsa - werbel stopa i 2 OH w strategicznych punktach) było to, że na bębnach grał zdecydowanie mocniej niż na blachach. Dzięki temu akustyczne brzmienie perkusisty było już jakby wyprodukowane - z łapy. Producentom pozostało podpięcie mikrofonów.
Jeśli przygotowujesz się do studia to poeksperymentuj z tym i naucz się grać z różną dynamiką na poszczególnych elementach zestawu. Dzięki temu realizator Cię pokocha, bo im mniej kręcenia dla niego tym lepiej w ogóle dla brzmienia perkusji.
Dzięki za porady. Będę musiał rzeczywiście poćwiczyć mocniejsze przyłożenie. Może mnie nie wyrzucą z domu, wytłumienie mam nawet dobre
Chociaż jak analizuję płyty jazzowe to na wielu z nich blaszki są dosyć głośno w stosunku do bębnów i bardzo mi się podoba takie "cykanie".
Ja nigdy nie byłem dobrym drummerem i wirtuozem nie zostanę , ale jakoś mnie bardziej ciągnie do cichego stonowanego grania niż nawalanki. Jednemu podoba się, mocne skoncentrowane granie, a inni cenią właśnie żywe, ze smaczkami i lekko rozimprowizowane.
Dla zainteresowanych wstawiam trochę bardziej zorganizowaną formę z różnymi składami - chociaż z prób - czyli na setkę Szału nie ma, bo to nowe projekty.
http://aarset.wrzuta.pl/audio/0ZZ01dnKiG8/1 http://aarset.wrzuta.pl/audio/appYUYDkDBW/6b http://aarset.wrzuta.pl/audio/1efGQZMmsNu/2 http://aarset.wrzuta.pl/a...6I9u/blues_new1
Pozdro.
Ostatnio zmieniony przez aldi Nie 29 Sty, 2012, w całości zmieniany 1 raz
Pamiętaj, że często starzy jazzmani grali zdecydowanie głośniej niż może się wydawać.
http://www.youtube.com/watch?v=8j_TDoOPnIA obejrzyj końcówkę - Elvin w ogóle nie oszczędza ani bębnów ani talerzy.
Chodzi też o to żeby nie mylić cichego, subtelnego grania, z niepewnym uderzeniem. Sam wpadałem niekiedy w tą pułapkę, że chciałem grać cicho i delikatnie, ale puls i tzw brutalnie 'cios' był za mało zdecydowany. Pewna ręka i wypośrodkowanie wszystkich elementów tak, by grały jako całość, zapewni Ci kontrolę nad instrumentem nawet gdy chcesz grać bardzo cicho. Polecam pogranie chwilę grubymi pałkami, bo przy grze nimi trzeba kontrolować każde uderzenie, ale też jest łatwiej grać głośno i cicho (przy delikatnych ruchach i tak pewnie czujesz drewno). Elvin zresztą też nie grał pałeczkami do ryżu...
Ostatnio zmieniony przez Shalaq Nie 29 Sty, 2012, w całości zmieniany 1 raz
No tak - tylko oni grali całymi dniami, a my ludzie pracujący w innych zawodach "staramy się grać" tak na prawdę. No ale co fakt to fakt - dzięki i pozdrawiam.
Jak se słucham teraz IV-ki Led Zeppelin to Bonham ciągnie się tam strasznie powolnie. Nawet nie jak traktor dizla. Ostro musiał jechać z alko. Elvin też miał trudne momenty w życiorysie.
Najlepszy był jednak Jim Gordon w tamtych czasach - obczajcie
Ja się może odniosę tylko do bluesa. Całkiem spoko, zwłaszcza pierwsze frazy po wejściu całego zespołu, zupełnie jak któryś utwór D'angelo tudzież Lenny Kravitza. Nie chcę teraz się zagłębiać w harmonię, skupię się na rytmie. Samej perkusji. Wydaje mi się, że całość byłaby lepiej spięta, gdybyś starał się za każdym razem bić idealnie w punkt a nie próbował grać a'la luizjańskie brass bands niby swung a jednak nie. Trzymałbym hi-hat nogą na 2., 4. i 6. ćwierćnutę w takcie (ew. inne ostinato), i starał się robić jakieś w miarę stałe i powtarzalne duszki, ew. czasem włożył przednutkę stopa/werbel (stopa jest przednutką). Tak czarni robią w neosoulu i fajnie to działa. Ogólnie beat bardziej bym osadził, bo na razie to groove się buja jak huśtawka, a powinien być zwarty jak kartki w zamkniętej książce. Może jakiś half-time shuffle od Porcaro, w końcu utwór jest swingowany. Napisałem ci przykład takiego na wpół linearnego groove'u. Całość swingowana.
Pilnuj basistę, bo nie trzyma tajmu kompletnie. Grajcie z klikiem, byleby groove siedział, wtedy wszystko będzie lepiej grało. Ma być trans, bo inaczej cały efekt do bani.
Do pozostałych utworów się nie odnoszę, bo mnie to kompletnie nie jara.
Jakby sieknął takim sztywniackim szaflem, to by ten kawałek był nudny jak flaki z olejem.
Widać, że kompletnie nie pojmujesz idei swobodnej gry. On nie jest automatem do którego sobie gitarzysta gra solówkę, tylko muzykiem, który na tą grę reaguje. Moim zdaniem zagrane jest to świetnie, tak trzymać! No, może troszkę mniej dzwonka na ride
Tak się zdziwiłem tym, co napisałeś Shalaq, że aż siadłem do perkusji i zagrałem te dwa takty. Na pewno nudny nie jest. To, że groove moim zdaniem trzeba bardziej osadzić, nie znaczy, że ma grać w kółko to samo i nie zwracać na nikogo uwagi. Ja bym nie odnalazł przyjemności w słuchaniu takiej losowości, bo ja to odbieram jako "a tu se walnę, a potem tam". Takie jest moje zdanie. Podobna idea, tego co opisałem, przyświeca w tym utworze, posłuchaj: http://www.youtube.com/watch?v=XLp5nt1f7MA .
Moim zdaniem w bluesie Aldiego powinna być mocna sekcja rytmiczna, aby ludzie mogli wejść w trans, zacząć się bujać, tupać nogą i z przyjemnością słuchać solówek i improwizacji. Swobodna gra ma polegać na tym, że Aldi zmieni beat a nie straci tempa, pewności i nie rozwali się groove.
Ostatnio zmieniony przez G. Nie 12 Lut, 2012, w całości zmieniany 1 raz
Najwyraźniej albo jesteś jeszcze za młody na bardziej skomplikowaną muzykę (avatar mi sugeruje), albo po prostu słoń Ci na ucho nadepnął.
Chcesz transu to idź na rave, tam są ludzie w transie to ciągłego łupania. Dobry muzyk nie musi ciągle grać 'metronomu'. Dobry muzyk ma w sobie puls, i do niego ludzie tańczą, a nie do tego że koniecznie wytłukujesz jakiś układ.
Nie próbuj mnie obrażać, bo to będzie świadczyło tylko o Twoim poziomie. Zdjęcie było zrobione 4 lata temu. Może źle zrozumiałeś, ale link, który podałem w poprzedniej odpowiedzi, miał pokazać sposób grania z groovem i słuchaniem zespołu.
Powiedz mi, Shalaq, jak wyobrażasz sobie perkusistę, który gra nierówno? To w myśl zasady "Dobry muzyk nie musi ciągle grać 'metronomu'". Cóż, w żadnym zdaniu nie napisałem, że Aldi ma grać w kółko to samo, moje zdanie opierało się tylko na tym, żeby grać równiej i konkretniej.
Shalaq, grałeś kiedyś funk? Albo jazz (z zespołem)? Jesteś samoukiem, czy masz wykształcenie muzyczne?
Swoją drogą polecam książkę Andrzeja Schmidta "Historia Jazzu", w której bardzo ładnie jest opisany trans, o którym wspominałem.
No widzicie. Każdy inaczej rozumie muzykę. Odnośnie tego bluesa - to prawda, że sekcja nie jest zgrana. Utwór był nagrywany dla gitarzysty, który mieszka w Londynie i nie gramy tego na co dzień. Partie były dogrywane, a basista miał dogrywać jeszcze raz ale zaspał któregoś dnia
No ale fajnie, że piszecie - mam nadzieję, że wszystkie opinie od tych negatywnych do tych pozytywnych są pisane na serio Dla mnie oznacza to, że nie jest najgorzej, jak to było kiedyś
aldi - niestety ten jam1 zaciął mi się w 4:38 i dalej nie chciał pójść ale perka do tego momentu brzmiała dobrze i całość "szła" OK , być może perka "powinna" być bardziej "twórcza" bo w zasadzie najbardziej to chyba gitarzysta sobie "folgował" w grze i trochę bas a perka stanowiła tło, generalnie bujało to
... dobra kawałek poszedł dalej ... ale niestety nic ciekawego się w nim perkusyjnie nie działo a gitara zaczęła być nudna ...