Aby zachować naciągi w dobrym stanie a co za tym idzie oszczędzić pieniądze na ich wymianach warto przestrzegać kilku poniższych rad.
Naucz się odpowiedniego uderzania w membranę (zakładam, że to potrafisz ale w razie co...). Nie graj siłowo, nie wal z całej siły w gary. Wypracuj sobie technikę uderzania aby bez wkładania wielkiej siły uderzenie było wystarczająco głośne. Mało siły - Dużo dźwięku!!!
Staraj się nie grać pałkami z poszczerbionymi lub połamanymi końcówkami. To samo się tyczy jeśli chodzi o granie na talerzach.
Nie czyść naciągu jakimiś żrącymi chemikaliami. Naciągów powlekanych nie szoruj zbyt mocno aby nie zedrzeć szorstkiej powłoki.
Nowy naciąg zakładaj tylko na dobrze zeszlifowaną obudowę (opcja dla starych instrumentów). Obudowa nie może mieć żadnych ostrych krawędzi i wystających drzazg. Podczas grania napięcie naciągu jest tak silne, że ostra krawędź może po prostu przeciąć membranę.
Wszystkie porady tyczą się także naciągu bębna basowego.
Nie graj zniszczoną pałką stopy, nie kop nogą w bęben.
Wiadomo, że jednak mimo wszystkich sposobów ochrony naciągu kiedyś on pójdzie do kosza. W końcu następuje zmęczenie materiału. Aby wydłużyć żywotność naciągu stopy warto wyposażyć się (i bęben) w nakładkę ochronną, którą przykleja się do naciągu w miejscu, w którym uderza pałka. Można kupić gotowe naklejki w sklepach muzycznych.
Jeżeli z jakichś względów nie możesz kupić gotowego produktu, możesz go wykonać sam.
Najlepszy sposób to doklejenie kawałka naciągu. Weź jakiś stary zużyty naciąg i wytnij z niego kawałek. Może być to koło, kwadrat jak sobie chcesz. Ważne aby nie był za duży, dobre będzie koło o średnicy 12 centymetrów ( tak jak płyta kompaktowa) lub ciut mniejszy. Przyklej go do naciągu taśmą klejącą.
Nie używaj klejów typu "kropelka" bo Ci "zeżre" plastyk.
A tak poważnie, nie ma skutecznej metody ochrony naciągu przed zimnem oprócz ogrzewania pomieszczenia. Jeśli bębny stoją w gołych czterech ścianach bez żadnego kaloryfera w zimie, to odradzam granie na nich - membrany od zimna są kruche i łatwo pękają. Piszę z doświadczenia, raz w ten sposób zniszczyliśmy z kolegą dwa naciągi w ciągu 10 minut (jego bębny). To był ekstremalny przypadek, bo mróz był taki, że w kurtkach graliśmy.
Samo przechowywanie w zimnie nie jest aż tak niszczące. Gorzej, jeśli są duże wahania temperatury - wtedy materiał kurczy się i rozszerza i szybko nadchodzą objawy zużycia. Po prostu struktura tego plastiku doznaje uszkodzeń. Niedobrze też, jeśli się takiego zimnego naciągu używa. Jeśli ma tylko stać, to powinien przetrwać.
_________________ "...żeby ręce giętkie zagrały to, co pomyśli głowa"
Jak ja czekałem w zimę na werbel to przyszedł mi z pekniętym rezonansem ponieważ poprzedni właściciel nie poluzował naciagu tylko zostawił go naciągniętego na przysłowiową "dechę" co w rezultacie spowodowało jego pęknięcie na mrozie!
_________________ Brzmienie jest tym samym co człowiek.
Co do ochrony naciągu to polecam grać pałkami o plastikowej główce. Nie strzępi się jak drewniana, nie pozostaje szpic zamiast pałki zamiast główki i talerze bardziej selektywnie brzmią.
I jeszcze pytanie. Co ma wpływ na zdzieranie się warstwy powlekanej na naciągu ? Kumpel ma swój na werblu już parę miesięcy i ledwo co schodzi, natomiast mój po paru dniach już się poddał. To samo dzieje się u mnie na przejściach. Chyba za dużo gram . Tak poważnie co ma na to wpływ i jak uchronić naciąg powlekany przed zbyt szybkim starciem ?
Moim zdaniem wynika to z tego na jakich naciągach grasz, niektóre sie szybciej zdzierają a niektóre wolniej. I nie wiem czy jest jakis sposób na to. Chyba za dużo grasz. :p
Dołączył: 04 Mar 2006 Posty: 3818 Skąd: Szczecin/Stargard
Wysłany: Sro 19 Mar, 2008
mydla bym nie polecal...ja od czasu do czasu przejade naciagi poprostu wilgotna szmatka...
_________________ Masz pytanie odnośnie forum? Jakieś pytania techniczne? Moze coś ciekawego do dodania na forum? Napisz na gg/pw/mail. Czekam na wiadomości w każdej sprawie!
Mydło to raczej nie problem, przeźroczyste naciągi myślę można bez strachu mydłem jechać. Gorzej, że na werblu pewnie masz powlekany. Czyszczenie go na mokro może zniszczyć coating, a na sucho go zwyczajnie zetrzeć
_________________ "...żeby ręce giętkie zagrały to, co pomyśli głowa"
Raz na werbel upadł mi rysik od ołówka... została brudna plama, wyczyścić się nie dało, a że okrutnie mnie to wkurzało to ciapnąłem w tym miejscu mocno rozcieńczonym korektorem biurowym (takim w pędzelku) Teraz mam w jednym miejscu "czystą plamę". Ale przynajmniej tak nie wkurza