Wysłany: Sro 17 Lis, 2010 Co myślicie o graniu w zespole weselnym?
Witam!
Jakie macie opinie?
Może ktoś ma lub miał styczność? Jakieś doświadczenia?
Jak wygląda taka działalność?
Od jakiegoś czasu jestem zainteresowany taką inwestycją, tylko z tego co się do tej pory zorientowałem, to ciężko znaleźć zespół, który potrzebuje perkusisty a zacząć wszystko samemu od podstaw jeszcze trudniej...
_________________ "Every day creates your history..." MJ
Moja opinia jest taka, że łatwa kasa, ale radość z gry (przynajmniej dla mnie) żadna.
no niestety, są łatwiejsze sposoby zarabiania pieniędzy to jest ciezki zapierdol, bo inaczej tego nazwać nie można. kończe grać koło 5 rano, niedziele mam w plecy,większość poniedziałku też. niestety ja juz nie mam kondycji na takie granie, inni może reagują lepiej.
w kwestii finansów - kasę można zarobić ale trzeba też swoje zainwestować. kiedyś sie dziwiłem kumplowi który kupił starclassic maple do grania na weselach, ale teraz już wiem, że nawet najgorsza chałtura mija przyjemniej jak sie ma porządny sprzęt. trzeba mieć "cichsze" blachy, bo po kilku godzinach przebywanie w pobliżu np. a custom 18 czujesz po prostu fizyczny ból i pamietaj, że nie grasz w kapeli sam - czasem jest mało miejsca i koledzy mają głowy tuż przy crashach czy ride. dobry hardware - motylki chodzące płynnie, nie wymagające zbytniego kręcenia, szarpania itp - po całonocnym łupaniu to na prawde ma znaczenie.
no i na koniec - masz czy nie masz dobry sprzęt - mikrofony. stopa, werbel, i przynajmniej 1 czy 2 overheady to jest takie minimum żeby to co grasz było słyszalne w sposób dający się kontrolować. ja nagłasniam stopę, hihat + dwa overheady i wszystko działa zadowalająco. moim zdaniem bębny na imprezie bez żadnego nagłośnienia to czysta masakra.
to sprzęt tylko dla bębnniarza. jak chcesz montować zespół zostaje jeszcze reszta gratów - kolumny, kable, mikser, kamera pogłosowa, końcówka mocy.... z 10 - 15 tys. z marszu na nagłośnienie.
podsumowując - jak ze wszystkim - żeby coś wyciągnąc z tego interesu, najpierw trzeba coś włożyć. (hahaha) kasa jest, ale narobić też się trzeba - nie jest tak, że nie ma żadnej przyjemności z tego - robisz co lubisz i ci za to płacą, więc ukłąd całkiem przyjemny choć ograniczony stylem i długością grania.
Tak, koszty samodzielnego startu na pewno są nie małe...
Zdecydowanie łatwiej jest dla mnie znaleźć zespół i zgadać się z nimi na wspólne muzykowanie... Orientujesz się może jak i gdzie szukać takich zespołów?
Kiedyś widywałem oferty zespołów, które proponowały dodatkowy udział perkusisty w imprezie za X zł.
_________________ "Every day creates your history..." MJ
Pater Noster, oczywiście, że koszta na początku są duże. Z tą łatwą kasą miałem na myśli to, że szybciej zarobisz grając na weselach niż grając koncerty na jakichś gigach. Sęk w tym, że ja znam osobę, która gra bez nagłośnienia, nie władowała jakiegoś multum pieniężnego w swój sprzęt, a gra po weselach i spokojnie go stać na Mastersa czy innego Saturna, ale po co mu to, skoro się ustawił stricte na wesela? Dla Ciebie i wielu perkusistów liczy się to jak co brzmi, jak co jest nagłośnione et cetera, dla niego liczą się te 2000zł podzielone na 4 osoby. Ja tam wolę po prostu grać na gigach/koncertach niż na weselach.
Poza tym jest ryzyko "pijanych gości", nie mów mi, że nie zdarzyła Ci się sytuacja, gdzie jakiś pijany wujek Zdzisio chciał Ci pogryźć talerze, czy przestawić statywy?
Jak się dobrze zareklamujesz, to w każdym tygodniu grasz wieczór kawalerski+wieczór panieński+wesele+poprawiny. Tylko musisz mieć jebitną wokalistkę i umieć grać w samych stringach i krawacie.
Poza tym jest ryzyko pijanych gości, nie mów mi, że nie zdarzyła Ci się sytuacja, gdzie jakiś pijany wujek Zdzisio chciał Ci pogryźć talerze, czy przestawić statywy?
zdarzają się. ale są dwie szkoły wyjscia z sytuacji. mówisz gosciowi wypierdalaj, nie ma ruszania sprzętu - skutkuje, aczkolwiek sposób 2 lepszy, a mianowicie dajesz pałki do ręki, sadzasz za bębnami i proszę bardzo- 98 % takich cwaniaków pęka od razu i ucieka. każdy myśli, że bębny to o, siedzi koleś i macha rękami. a jak posadzisz za sterami to się okazuje, że obie nogi pracują, że nie od razu zagrasz rytm (wiekszość myśli, że siądzie i zaraz zapoda nie wiadomo jaki bit), że talerzy dużo, a po co "te dwa po lewej" etc
---na każdą imprezę jest umowa, różne są w niej zapisy, m.in. o tym że gospodarz imprezy buli za straty wykonane przez gości (dobry straszak)----
jeżeli chodzi o sprzęt to ja już od dawna jestem na fazie na małe zestawy, marzy mi się np Taye GoKit- ze wzg na mniejsze gabaryty. of koz jeden moze grać na starym badziewu jakims z blachami jak Cambera inny na super gratach, ja tylko mówię, że dobry sprzęt był plusem dla mnie i mojego zdrowia psychicznego, cała noc w towarzystwie mojego saturna, jest noca spędzoną z fajnymi bębnami- czy dla zgromadzonych na sali to ma jakies znaczenie- wątpię.
aaa i jeszcze jedno- gram na weselach tylko z jednego powodu - $$$ - jeżeli miałbym robotę zapewniającą mi stabilność finansową na porządanym przeze mnie pułapie, rzuciłbym to w pizdu od razu
_________________ why so serious?
Ostatnio zmieniony przez Pater Noster Sro 17 Lis, 2010, w całości zmieniany 1 raz
odpada - nie ma takich duzych stringow z ciekawosci pytam - jak wygladaja zarobki dla ktorych niektorzy sie sprzedaja bo ja bym nawet przebrany za hipopotama nie zagral wesela.
_________________ ein volk, ein reich, ein union.
z kretynami nie dyskutuje, tym bardziej o polityce...
odpada - nie ma takich duzych stringow z ciekawosci pytam - jak wygladaja zarobki dla ktorych niektorzy sie sprzedaja bo ja bym nawet przebrany za hipopotama nie zagral wesela.
Jak wyglądają zarobki...
To wprawdzie nie wesela, ale pokrewna dziedzina.
Znajoma miała zespół coverowy Abby. Cztery osoby. 150 eventów rocznie, każdy po 5-6 tysięcy. Policzyć łatwo.
blanker, jak byś zamówił stringi w rozmiarze XXXXXL u modnego krawca i jeszcze skołował akrylowego ludwiga, mógłbyś tę kasę mieć sam... pomyśl.
Ja mam doświadczenia zupełnie inne. Ale nie grałem "zawodowo" tylko na zastępstwo kilka wesel i zabaw w remizach. Bez przygotowania materiału, tylko kontakt wzrokowy i rzucane komendy - 4/4, marsz, polka, beginka itp, wszystko spontanicznie i na żywca. Ale tez fakt, że wiekszość tych piosenek znam, jak każdy ze słyszenia.
Miałem ogromny fan i potężną szkołe gry i improwizacji. Bezcenne doświadczenia.
Dla młodego pankowca nagły kontakt z latino, walczykami i klasyką muzyki biesiadnej to było coś. Lekcja pokory.
_________________ Girl you thought he was a man, but he was a muffin
He hung around till you found, that he didn't know nuthin
dpada - nie ma takich duzych stringow z ciekawosci pytam - jak wygladaja zarobki dla ktorych niektorzy sie sprzedaja bo ja bym nawet przebrany za hipopotama nie zagral wesela.
Ja mam doświadczenia zupełnie inne. Ale nie grałem zawodowo tylko na zastępstwo kilka wesel i zabaw w remizach. Bez przygotowania materiału, tylko kontakt wzrokowy i rzucane komendy - 4/4, marsz, polka, beginka itp, wszystko spontanicznie i na żywca. Ale tez fakt, że wiekszość tych piosenek znam, jak każdy ze słyszenia.
Miałem ogromny fan i potężną szkołe gry i improwizacji. Bezcenne doświadczenia.
Dla młodego pankowca nagły kontakt z latino, walczykami i klasyką muzyki biesiadnej to było coś. Lekcja pokory.
tez racja - przez grzecznosc nie zaprzecze
@ anarchismo - widze zes swoj chlop
_________________ ein volk, ein reich, ein union.
z kretynami nie dyskutuje, tym bardziej o polityce...
Często bije sie z myslami czy by nie pograc na weselach, ze względów finansowych. Ale nie moge sie przemóc. Po prostu mam alergie na wieś, mimo że jestem z małego miasteczka. Po prostu nie mogę tej całej buraczanej "estetyki". Mialem nawet kiedys grac, nawiazałem kontakt z zespołem, zadano mi zebym przygotowal 2 kawalki na przesłuchanie, no to zaczałem sobie je pykac w domu, niestety wytrzymalem z 15 min, po czym stwierdzilem ze "pie....ę" I teraz sobie mysle ze tylko bieda bylaby mnie w stanie zmusic do grania tego gówna. Póki mam na chleb, nie znize sie.
Sorry, nie chce nikogo obrazic, ale po prostu tak mam ze nie moge czegos udawac. Nie jestem zawodowcem, a muzyke musze grac taka jaka lubie. Nawet w ciezszych klimatach, jak wyczuje wioske to odpadam (zdarza sie)
blanker666 napisał/a
@ anarchismo - widze zes swoj chlop
blanker jak bedziesz sie krecił na południu Polski to wparowywuj, pogadamy o blastach po przyjacielsku
Ja cie kompletnie nie rozumiem. Ja na codzien nie słucham muzyki biesiadnej, nie kupuje płyt, samych wesel chorobliwie nie znosze (jako gość), ale zagrać muzykę weselną to sama przyjemność:
1. Ta muzyka, mimo wątpliwości artystycznej siedzi w każdym z nas od dziecka. Nie każdy zna DreamTheater, ale każdy zna cyganeczke zosie i nawet potrafi ją zagrać bez próby. A po wódce na zabawie czy przy goleniu to sie nieraz nuci pod nosem misia czy wolność-i-swobode
I sie nie ma na co obrażać, tak jest i już
2. Wystep na weselu ma swoją specyfikę, która daje zupełnie inne nowe i fajne doświadczenia - wysiłek kilkunastu godzin nonstop, granie z pamięci to co w pkt 1, umiejętność wpasowania się w konwencję, własnych mozliwości i warsztatu, zagrania "misiów" po swojemu, sytuacje nieprzewidziane typu zmiana kawałka na inny w środku innego kawałka, refleks i wiele innych. Wszystko razem stanowi znakomitą szkołę przetrwania i nowych horyzontów.
3. Wesele to nie tylko biesiada, ja grałem w zespole, którego połową repertuaru był rock i pop, typu Bitelsi, Dire Straits, JM Jarre, Wilki, Perfect itp itd, równiez standardy jazzowe, samby, czacze itd
4. Zupełnie inny rodzaj "publiki". Ich to jebie kto jest na scenie a ty masz grać tak żeby hulali. I teraz zagraj tak żeby hulali a nie żeby sie awanturowali, że kapela nie teges. jak sie nie nie umie rozhulać, choćby wieśniaków, to coś jest nie tak, coś nie sztymuje
5. Muzyka i perkusja jest jedna, i od nas zależy jaki damy jej wyraz. Wsiactwo nie ma tu nic do rzeczy
_________________ Girl you thought he was a man, but he was a muffin
He hung around till you found, that he didn't know nuthin
Ja nie grałem nigdy na żadnej imprezie, ale tak właśnie sobie wyobrażam, że żywy, najbardziej bezpośrednie odbiór muzyki u publiczności to może być największy plus. Kontakt z publicznością daje mi niesamowitego kopa, a jak widzę, że ludziom się podoba i zaczynają hasać pod sceną, to nie ma lepiej.
Jak czytałem biografię MIlesa Davisa, najbardziej mi utkwiło w pamięci, jak chodził na jazzowe jam session, gdzie publicznością byli robotnicy prosto z pola. Jak ktoś coś zagrał nie za bardzo, to go po prostu brali przed lokal i dostawał regularny wpierdol. Mimo że to prości ludzie, to jednak czujesz, że to co robisz, jest ważne. Wolałbym grać dla takich robotników niż dla znudzonej młodzieży miejskiej, która ma cię w dupie, dopóki nie trafisz do nich przez mtv.
Ja Ciebie tez, Twoje argumenty w ogóle do mnie nie trafiają Zrozum chłopie tu nie chodzi tylko o muzykę tylko o cały kontekst. Jest on dla mnie niestrawny.
Ta muzyka, mimo wątpliwości artystycznej siedzi w każdym z nas od dziecka
we mnie nie siedzi, od dziecka słucham rocka, moimi pierwszymi zespołami które puszczala mi mama były The beatles i Smokie a potem to już poleciało. Także nigdy nei słuchałem żadnego disco, popu, biesiady, techno etc.
żeby nie było że sie wywyższam, jestem tylko rockersem.
Dokładnie i to ćwiczenie nie tylko nadgarstków ale całokształtu
Ja tez od dziecka bitelsów słucham a mimo to lubie białego misia. A ty Anarch jak chcesz sie zamykac w konwencji jedynie rokersa to twój wybór. Ja tam wszędzie znajduje inspiracje, i w orkiestrze górniczej i w edgarze varese
"Także nigdy nei słuchałem żadnego disco, popu, biesiady, techno etc. "
Jesteś tru
_________________ Girl you thought he was a man, but he was a muffin
He hung around till you found, that he didn't know nuthin
Gdy mialem 15 lat gralem pierwsze chalturki na skoka, dzis gram w stalym i niezmiennym skladzie. Co prawda w sezonie soboty wolnej zadnej nie ma, a z niedzielami to juz roznie bywa. Na weselach nie tylko biesiade czy disco sie tlucze, jest duzo muzyki ktora idzie grac na weselach, repertuar ustala zespol. Ja nie dosc ze sie doskonale bawie, glodny czy niedopity nie wychodze, a czesto bawie sie lepiej niz nie jeden gosc weselny. Jest to chyba najciezsza szkola przetrwania dla muzyka. Jednak gdy inni w soboty ida na podobne imprezy wydawac pieniadze, ja na takiej pracuje i biore za to pieniadze, za ktore moge spelniac swoje marzenia czy poprostu miec na swoj byt. Motocykl, auto, sprzet, codzienne wydatki, na ktore mam pieniadze wlasno zarobione i nikogo nie proszone. Do tego dochodza mi 2 razy w tygodniu joby w knajpach i jakos sie to wszystko kreci.
,,nigdy nie bede gral na takich imprezach,, - wole robic to co lubie, choc nie zawsze kawalki mi odpowiadaja, niz tyrac gdzies u jakiegos pelnego wyzysku ,,szefa,, u ktorego w tydzien zarobie mniej niz w jedna sobote na weselu. W normalnej pracy tez nie zawsze wszystko nam pasuje i jest tak jak bysmy chcieli.
Wiadome kazdy z nas chcial by grac po wielkich scenach, byc rozpoznawalnym i z tego zyc. Pozostaje tylko pozazdroscic i liczyc ze do tej grupy dolaczy sie.
_________________ Perkusja to moja kochanka, leje ją dość często, lubi to, dlatego tak nam razem dobrze.
El Nino
Dołączył: 13 Lut 2006 Posty: 151 Skąd: Zawiercie
Wysłany: Nie 21 Lis, 2010
Co prawda nie dane mi było finalnie zagrać żadnego wesela ale myślę że swoje 3 grosze mogę tu wrzucić gdyż miałem kiedyś szansę dołączenia do takiego zespołu i przez jakieś 4 miechy intensywnie grałem próby z takim bandem. Sprawa była prosta - byłem bez stałej pracy a że przyszedł człowiek który miał już jakieś doświadczenie w kwestii grania po weselach i zaproponował takie granie (chcąc graż żywym składem) pomyślałem czemu nie. Widać nie byłem (tudzież nie jestem) true ale co zrobić - jak nie masz co do przysłowiowego garnka włożyć a twój byt jest dość niestabilny to inaczej człowiek patrzy na pewne sprawy. Zresztą nigdy nie uważałem że słuchanie metalu i granie tej muzy wyklucza całkowicie takie eksperymenty.
Przed pierwszą próbą nie miałem zbyt dobrego mniemania o takim graniu, zwłaszcza że większość takich zespołów wtedy szła na łatwiznę i okraja składy do minimum (wiadomo mniej ludzi do podziału kasy) i rżnęła połowę muzy z dyskietek. Wychowany na takim rozumieniu tej muzy myślałem o każdym takim graniu jako czymś łatwym, lekkim i przyjemnym. Już pierwsze próby dały mi niezłą lekcję pokory. Pierwszy szok to ilość. Człowiek który to organizował chciał zacząć grać jakieś wesela w ciągu kolejnych kilku miechów - tak więc po moim TAK zjawił sie u mnie kilka dni potem z listą około .............120 kawałków na które mi dał jakieś dwa miesiące. Pomyślałem że na głowę upadł ale jego mina na to nie wskazywała, ba, dodał że to tylko wstępna ilość i w zanadrzu ma drugie tyle.
Drugim szokiem była różnorodność. Były na tej liście numery od "Szła dzieweczka do laseczka" poprzez marsze i polki a na Wilkach, Lady Pank czy Beatlesach kończąc. Oczywiście gdyby mnie ktoś wtedy zapytał co jest trudniejsze do zagrania czy Lady Pank czy Szła dzieweczka to wówczas odpowiedział bym że oczywiście to pierwsze. Pomijając fakt że delikwenta zadającego takie pytanie uznał bym za totalnego ignoranta muzycznego. Jakież było moje zdziwienie gdy to właśnie Szła dzieweczka sprawiła mi największe trudności. Albo marsz weselny - pamiętam jak dziś że tłukłem to po sto razy i nie mogłem zaskoczyć. Do tamtej pory moje granie polegało na "głośniej" ewentualnie "więcej przejść" a tu szok. Koleś mi każe grać proste stopa-werbel, stopa werbel i do tego cicho. Wydawało mi sie że już ledwie dmucham na naciągi a i tak słyszałem po kilku taktach - stary ciszej, to nie Slayer.
Finalnie nie udało mi się zagrać żadnego wesela gdyż w międzyczasie załapałem inną robotę której mimo chęci nie mogłem pogodzić z tym graniem (praca była też w weekendy). Jednak po tamtej przygodzie odebrałem niezłą lekcje pokory i dziś nieco inaczej na to patrzę. Jak w każdym rodzaju pracy i gatunku muzycznym tak i w tej muzie i profesji znajdą się tacy którzy patrzą tylko aby mówiąc przysłowiowo "odjebać" i tacy którzy robią to na poziomie. Tym drugim z tego miejsca szacunek. Niedowiarkom tudzież true radzę najpierw spróbować takiego grania i sprawdzic swoją elastyczność muzyczną na tym polu zamiast najeżdżać na tych którzy to robią.
Czy da się z tego żyć ?? Do końca nie mogę odpowiedzieć gdyż finalnie jak wspomniałem nie dane mi było wejść w ten biznes. Jednak dzięki tej przygodzie mam kontakt z ludźmi którzy to robią więc co nieco wiem. Myślę że z samego grania na weselach typu tylko w weekend nie można zbyt dobrze żyć - no chyba że gra sie w jakimś super zespole który kosi mega kasę za jedno weselicho. Jednak biorąc pod uwagę średnią zarobków raczej ciężko będzie żyć z samych wesel w weekendy. Większość tych ludzi jednak dorabia jeszcze w knajpach tudzież nauczając grania na instrumencie w tygodniu.
Tyle ode mnie
El Nino ciekawa historia, granie na weselu to ciężka praca, jeśli mówimy o zespole grającym na żywo, bo niestety jest duża liczba zespołów grających z dyskietek.
Wg mnie sprzęt nie musi być zawodowy wystarczy żeby brzmiał poprawnie, standardowe bębny (werbel, 2 tomy, floor tom, i stopa) oraz kilka talerzy hh 2 crashe ride splash, można jeszcze dodać cowbell, tamburyno są wystarczające, nie występujemy na festiwalu perkusyjnym. Zarobkowo grając na żywo można by wyciągnąć do 1000 zł za jedno wesele, ale zależy od repertuaru składu itp, więc grając 2 - 3 imprezy w miesiącu da się wyżyć.
_________________ Miszcz 1. quizu perkusyjnego w 2010 r.
Dołączył: 23 Sie 2008 Posty: 583 Skąd: Płock - Włodawa
Wysłany: Wto 05 Kwi, 2011
Cytat
aaa i jeszcze jedno- gram na weselach tylko z jednego powodu - $$$ - jeżeli miałbym robotę zapewniającą mi stabilność finansową na porządanym przeze mnie pułapie, rzuciłbym to w pizdu od razu
odkopałem i sie podpisuje
edit : jednakze do wesel nie mam zamiaru wracac...... dluga niemila historia, psychiczna meczarnia. nie polecam.
Ostatnio zmieniony przez Bolek361 Nie 14 Sie, 2011, w całości zmieniany 1 raz