Wysłany: Sob 30 Cze, 2007 problem z "publicznością"
mam taki dziwny problem z którego istnienia nie zdawałem sobie sprawy do wczoraj mianowicie gdy gram sam w kanciapie to pukam sobie nawet fajnie czasem wychodzi ale gdy ktoś jest ze mną jakos dziwnie sie spinam nie w sensie fizycznym bo kontrola nad pałkami jest itp ale czuje ze nie gram tak jak potrafie i strasznie mnie to dobija. wczoraj pierwsza próba 2 gitarzystów pogralismy ale wiem ze mogłem to zrobić po prostu lepiej.
Jak WY radzicie sobie z takimi rzeczami. moze to zwykła trema lub niepewnosc swoich umiejetnosci sam nie wiem POMOCY!!!
mam coś w podobie jak gram z ludzmi, których znam to jest gites, gdy przychodzi ktos nowy to już tak lekko nie jest z moim garniem. Największy stres miałem gdy grałem mój "pierwszy konert". Kumpel chodzi do ZSP nr 9 w Łodzi, poprosił mnie żeby zagrał z jego orkiestrą szkolną. Orkiestra dęta z która nigdy nie grałem, grałem nie na swoim zestawie i w dodatku był to polmuz, i jeszcze była dyrygentka, gdzie ja z dyrygentem za bardzo nie umiem grać. Zagrałem 2 kawałki wyszło bardzo dobrze. Na szczęście nie widziałem widowni i to mi pomogło bo było mało miejsca na scenie i zespół był rozstawiony na małej przestrzeni i mnie zasłaniali.
_________________ Miszcz 1. quizu perkusyjnego w 2010 r.
.. mi ten problem zniknął po tym jak praktycznie na każdej próbie ktoś z nami siedzi. często są to znajomi, a często przychodzi ktoś nowy, bo chce posłuchać, albo przylazł z kimś kogo już znamy.. nie przeszkadzają mi teraz osoby trzecie - kiedyś też się spinałem wewnętrznie, a teraz jak mam dobry dzień to dostaje powera, żeby tylko pokazać co umiem.
hmm... jeżeli chodzi o próby to nie ma problemu. Zawsze ktoś siedział. Nie przeszkadzali mi nawet nieznajomi... może dlatego, że byli tak naj***ni, że już i tak na zespół nie zwracali uwagi? heheh ale na serio nie zauważyłem takiego zachowania u mnie. Chociaż nie... jeżeli włazi mi do kanciapy ktoś z rodziny (ojciec czy coś) jak sobie ćwicze, to, niewiadomo dlaczego, bierze mnie nerwica i nie moge grać ale czasami też jeżeli ktoś ze znajomych rzuci: "weź zagraj coś" to nie tyle, że nie moge, ale czuje jakąś taką niechęć i nie moge dać z siebie wszystkiego ;] to też chyba kwestia tego, że jestem ja jestem leniwy w cholere
Kwestia przyzwyczajenia i musisz postarać się wrzucić na luz [; Staraj się grać z ludźmi, nawet jak sam ćwiczysz to niech ktoś wpadnie, jeśli może, tak pod koniec i niech posiedzi z Tobą kiedy będziesz ćwiczył. Tylko nie naciskaj na siebie za bardzo, wmawiając sobie ciągle "musze wrzucić na luz, 0 stresu", bo to da wręcz odwrotne rezultaty [;
Tak btw. tematu, ja mam odwrotny problem do Ciebie. Jak ktoś "nowy" siedzi wtedy kiedy gram, to gram cuda niewidy, których normalnie nie potrafię zagrać ;D Nie mówiąc już o tempach, których też normalnie nie wyciągne <;
Jak to powiedzial mi ktos kiedys: Zeby zagrac publicznie na 99% umiejetnosci, trzeba miec material opanowany na 300%.. Cos w tym jest. Gdy sobie sam "pukasz" w kanciapie, grasz tylko pod siebie, gdy dochodza dodatkowe instrumenty - musi nawiazac sie juz jakas wspolpraca. Stad moze wynikac brak luzu. Przy jamowaniu trzeba jednak oprocz sluchania i kontrolowania swojej gry, sluchac pozostale instrumenty - gra sie po prostu inaczej.
Zawsze bylem przeciwny osob na probie-to proba,praca a nie k***a koncert. Jak chca posluchac to niech przyjda na wystep. Osoby trzecie bardzo utrudniaja prace, nawet jak siedza cicho. Raz na jakis czas mozna zrobic probe dla znajomych..
Po prostu: jak najwiecej cwiczyc z muzykami!
po pierwszym koncercie tego typu rzeczy przechodzą. Ja ogólnie nie lubie jak ktoś z innego zespołu, kogo słabo znam przychodzi siedzieć na próbie "bo niema co robić".
Dołączył: 12 Lut 2006 Posty: 168 Skąd: Milanówek miasto krówek
Wysłany: Nie 01 Lip, 2007
kojlak napisał/a
.. mi ten problem zniknął po tym jak praktycznie na każdej próbie ktoś z nami siedzi. często są to znajomi, a często przychodzi ktoś nowy, bo chce posłuchać, albo przylazł z kimś kogo już znamy.. nie przeszkadzają mi teraz osoby trzecie - kiedyś też się spinałem wewnętrznie, a teraz jak mam dobry dzień to dostaje powera, żeby tylko pokazać co umiem.
dokładnie mam tak samo. Na początku sie spinałem, teraz osoby trzecie dodają mi poweru. Z czasem Ci to przyjdzie.
W moim przypadku to jak przyjdzie ktoś do kanciapy no to trochę mnie to rozprasza, ale po jakimś czasie przestaje zwracać na nich uwagę. Podczas grania na scenie stres mam tylko na początku, bo potem i tak mało co publiki widzę , chyba że jakieś światło na nich zaświeci.
po pierwszym koncercie tego typu rzeczy przechodzą. Ja ogólnie nie lubie jak ktoś z innego zespołu, kogo słabo znam przychodzi siedzieć na próbie bo niema co robić.
Ja zasadniczo nikogo nie zapraszam na próby. Wtedy trzeba się skupić na szlifowaniu materiału a nie popisach przed znajomymi, poza tym inni ludzie rozpraszają skutecznie. Jeżeli ktoś chce posłuchać, zawsze może wpaść na koncert.
ja sie przyzyczailem, bo swego czasu u nas w salce na kazdej probie ladowalo w członek męski ludzi poza nami koncert, proba, granie przy jakims lepszym garowym - zero stresu. gram to co umiem, czasem nie wychodzi ale ej po co sie spinac? chillin'!
po pierwszym koncercie tego typu rzeczy przechodzą. Ja ogólnie nie lubie jak ktoś z innego zespołu, kogo słabo znam przychodzi siedzieć na próbie bo niema co robić.
Ja zasadniczo nikogo nie zapraszam na próby. Wtedy trzeba się skupić na szlifowaniu materiału a nie popisach przed znajomymi, poza tym inni ludzie rozpraszają skutecznie. Jeżeli ktoś chce posłuchać, zawsze może wpaść na koncert.
wiesz jak to jest jak sie korzysta z publicznej salki czasem sie opędzić nie można. Poza tym lubie element zaskoczenia na koncercie a nie, że wszyscy znają wszystkie kawałki wczesniej