Wysłany: Sro 25 Kwi, 2007 Wypadek, implant w ramieniu - jak grać dalej?
Witajcie.
4 tygodnie temu miałem wypadke na deskorolce. Efektem został naznaczony w postaci wielofragmentowego złamania kości lewego ramienia (generalnie ruszając ramieniem - ruszał mi się w środku kilku centymetrowy kikut). Jedynym słusznym rozwiązaniem było leczenie operacyjne - 5 szwów, nawiercenia kości i tytanowy implant wewnątrzszpikowy, który przechodzi przez całą kość od ramienia do łokcia (ok. 25 cm), skręcony 4ma śrubami. Całość oczywiście zostaje do końca życia. Początki były kiepskie, operacja groziła całkowitym paraliżem ręki, pózniej miałem tydzień leżenia krzyżem nie mogłem wstać, teraz jest już znacznie lepiej, bylem juz na pierwszej probie (reka na temblaku, granie only z nadgarstka). Ręki/ramienia nie moge podniesc jescze do gory (a raczej - nie moge nawet drgnąć), łokieć przy ogromnym trudzie zgina się lekko, przy czym rozprostowanie łokcia działa na 50% sprawności.
O co mi więc chodzi... ? Czy ktos mial podobny wypadek, jak wyglada pozniej sprawnosc tej reki? Potrzebna jest porządna rehabilitacja? Martwi mnie fakt, ze bede mial problem z grą na perkusji.
Czekam na odpowiedzi.
I tak zupełnie BTW - wykrakałem kilka miesięcy temu, tworząc ów klip :
Moim zdaniem warto się skonsultować z lekarzem. Wyjaśnić mu jak ręka jest eksploatowana podczas gry, jakie wykonuje ruch itp. I przejść do porządnej rehabilitacji - powoli małymi krokami wracać do wcześniejszej sprawności i przede wszystkim nie przemęczać ręki. Jeśli będziesz chodził na próby i starał się od razu grać jak dawniej może się skończyć jeszcze większymi komplikacjami.
_________________ I Stworzył ON Rytm - Tak Minął Wieczór I Poranek - Dzień Ósmy...
A co do implantu to z tego co wiem, jeśli nie miałeś zgruchotanego żadnego stawu a implant umożliwił prawidłowe złożenie kości, to po rehabilitacji ręka powinna odzyskać pełną ruchomość. Ale rehabilitacja jest niezbędna po każdej operacji (nawet samo usztywnienie typu gips powoduje zanik mięśni a co dopiero grzebanie w kościach) i tego nie przeskoczysz.
Jak już powiedział StawRos - nie forsuj ręki! Konsultuj z rehabilitantem to co zamierzasz nią robić (gra na bębnach wymaga przecież specyficznych ruchów).
Dzieki ... Staram sie nie forsowac, zwlaszcza teraz, poki zrost nie jest jeszcze pełen. Kwestia co do gry na perkusji - reka wisi sobie na temblaku, nadgarstek jest w pelni sprawany, wszelkie ruchy wykonuje TYLKO z nadgarstka.Nie odczuwam przy tym zadnego przeciazenia uszkodzonych fragmentow reki. Oczywiscie nie probuje ruchow ramienia, czy lokcia. Jescze nie teraz Reki w zadnym wypadku nie nadwyrezam, ale sami rozumiecie - ciezko rozstac sie z instrumentem.
masz niepowtarzalna okazje mistrzowsko opanowac gre z nadgarstka
a powazniej, bo oczywiscie zartuje - nie zazdroszcze i absolutnie zgadzam sie z przedmowcami, nic na sile bo to moze tylko pogorszyc sytuacje - bedziesz mial ciezko, bo na pewno cofnie cie to w umiejetnosciach tej reki, ale nie ma co sie lamac masz jeszcze cale zycie przed soba
Hey! Wspolczuje ci z calego serca ... ale sluchaj , moj brat mial kiedys zajebiscie powazny wypadek ktorego tutaj nie opisze bo to bez sensu, ale mial podobna sytuacje tylko ze w kosci udowej , tez polamana w podobny sposob ... na poczatku bylo mu ciezko itd ale teraz (pare lat po wypadku) jest w 100 % sprawny , jezdzi na rowerze , biega i ma ten pręt w nodze , w niczym to nie przeszkadza. Oprocz tego ze posiadanie takiego czegos ponoć grozi zanikiem szpiku kostnego tak wiec watpie zebys mial to na cale zycie
_________________ Patrz jak pracują receptory. Słodki, gorzki, kwaśny, słony i ten co dewastuje mikrofony!
Lekarz powiedział, że prawdopodobnie zostanie mi on na całe życie, gdyż za bardzo inwazyjne byłoby wyjęcie. Zresztą - taki pręt podobno warty jest kilkanascie tysięcy zł Więc sami rozumiecie - bling, bling, lans, nie oddam po dobroci.
ja mialem zlamanie kłykcia prawej leki ( calkowicie kosc przedramienia wyleciala mi ze stawu ) i rowniez mam srube platynowa do konca zycia .. powiem tak : nie moglem zginac reka .. proste - 2 miesiace na temblaku bez ruchu dodatkowo gips robi swoje .. potem 4 miesieczna rehabilitacja ale potem to juz super i miodzio .. nie odczuwam nic podczas grania
Lekarz powiedział, że prawdopodobnie zostanie mi on na całe życie, gdyż za bardzo inwazyjne byłoby wyjęcie. Zresztą - taki pręt podobno warty jest kilkanascie tysięcy zł Więc sami rozumiecie - bling, bling, lans, nie oddam po dobroci.
Pogadamy jak Cie beda gdziekolwiek kontrolowac na lotnisku przez bramke
_________________ Odery Privilege
Pearl FFS, Ludwig Supraphonic 79
Istanbul Agop & Mehmet
Ja powiem tak - ponad rok temu mialem bardzo powazny wypadek na rowerze (spotkanie z drzewem), efektem byly pogruchotane kosci lewego nadgarstka (wolalem uderzyc w drzewo reka a nie glowa, mimo ze w kasku). Po prawie dwoch miesiacach gipsu lekarz stwierdzil ze grac nie moge, bo mam jakies nieodwracalne zmiany w stawie (ledwo obylo sie bez srub). Po dwoch miesiacach bez bebnow i roweru stwierdzilem ze chrzanie taki biznes i teraz gram i jezdze duuuzo lepiej niz przed wypadkiem )). A negatywnych skutkow (oprocz tego ze niedawno skrecilem ten sam nadgarstek) nie odczuwam.
Heh, dzieki za słowa otuchy. Nie wiem czemu, ale naiwnie wierze, ze obedzie sie bez rehabilitacji, gdyż sam stopniowo jestem w stanie rozruszać me łapsko. Acha, i zgodze się z Blankerem - mam niesamowitą okazję aby oduczyć się niechlubnych ciosów zza łokcia i zacząć grać z większym wyczuciem.
Acha, a co do mojego "pikania" na lotniskach, to juz się smialem, ze przy takiej tendencji wzrastającej emigracji zarobkowej do krajów zachodnich - za 15 lat w Polsce zostanie tylko Lech Kaczyński, Roman Giertych (ideologicznie) i ja, bo będę pikał na wszelkich lotniskach
wspolczucia... badz twardy i graj - po prostu zostaje Ci nadgarstek i palce - a nie machanie z lokcia
Dokładnie, czyli idąc dalej - trenuj blasty.
A tak poważnie znam kogoś kto po podobnym wypadku wrócił do formy. Ale jak wspomnieli moi przedmówcy czeka Cię rehabilitacja. Życzę zdrowia i miękkich lądowań!
Też jeździłem na desce. Chciałem do tego wrócić, ale dałem sobie z tym spokój. Mysle że podjąłem rozsądną decyzję. Mam problemy z kolanami przez to, bo po pewnym czasie wysiłku mnie bolą. Powrotu do zdrowia życzę i skoncz z deską. Wyobraź sobie że parę osób straciło przez to płodność, życie itp. Chyba nie chciałbyś siebie sobaczyć z pękniętymi jajami. Także przemyśl to
Pozdrawiam
Grummer, chrzanisz glupoty. Ryzyko jest wpisane w idee tego sportu, jak i kazdego sportu ekstremalnego. Bez tego nie ma sensu go uprawiac, a osoba ktora to robi nie ryzykujac najwyrazniej nie wie o co w tym chodzi. No risk-no fun.
Jeżeli jednak istnieje ryzyko, które nie pozwoli nam na pogodzenie ze sobą dwóch odmiennych dziedzin, to raczej oznacza, że chyba jednak trzeba zrezygnować z jednego, na rzecz drugiego. Mam na myśli to, że jeżdząc na desce musimy się liczyć z tym, że możemy sobie narobić poważnych szkód w organiźmie. Szczególnie uwydatnia się to przy złamaniach członków. Wiadomo ryzyko zawsze jest w spotrach ekstremalnych. Jeżeli jednak perkusja pochłania nas bardziej, należy zastanowić się nad tym, czy rzeczywiście ten extremalny sport w tym przypadku ma znaczenie. Niektórzy ludzie dochodza do tego po tym jak się połamią, a ich dalsze życie toczy się w wózku lub w łózku. Więc w takim przypadku zastanawiałbym się, czy rzeczywiście jest to warte życia. Oczywiście jest to moja opinia. Ja jakoś nie potrafiłem pogodzić ze sobą dechy i perki.
Pozdro
Ja mam porażenie okołoporodowe splotu barkowego prawej ręki. Mam zamiar grać na perkusji choć prawą ręką nawet ciężko mi jest utrzymać pałeczkę a nie mówię o ruchach nadgarstka i prostowaniu ręki w łokciu. Mam 15 lat i na rehabilitację chodzę już 8 lat. Piszę to ponieważ chcę ci uświadomić że rozżalanie się nad sobą i prośby o wyrazy współczucia gówno ci dadzą. Co prawda rehabilitacja ci dużo pomoże ale tylko wtedy kiedy ty będziesz bardzo chciał by ci ręka do zdrowia powróciła. Wiadomo ręka już nie będzie na 100% sprawna ale uwierz mi że gdy będziesz na siłę próbował grać i trenował i nie będziesz się poddawał to wreszcie wrócisz do dawnego rytmu gry. Mi kiedyś mówili lekarze że nie będę grał na pianinie a miesiąc temu w szkole grałem już "Dla Elizy"(prawda trochę sam przerobiłem bo totalnie z nut nie dałem rady, ale się udało) Tylko wiara w siebie i uparte dążenie do powrotu do gry ci tu pomoże. Pozdrawiam Camillo
Hehe tez jezdzilem na desce 4 lata na szczescie nic nie mialem zlamanego ale rzucilem deske i gram teraz na perkusji.Tez Ci bardzo wspolczuje ale jesli kochasz jazde na deskorolce to nie przestawaj jezdzic szybko wracaj do zdrowia i smigaj dalej
Pozdrawiam
_________________ You can't see California without Marlon Brando's eyes
Gdyby kuzka kwiecien-plecien to by slimak członek męski ci w dupe (ja znam taką wersje)
a Horacy na twoim miejscu to wogle olał bym gre lewą reką do czasu az nie wroci do sprawnosci i pobawił się w Travisa to znaczy na lewą noge podłączyl bym sobie werbel
Witam, ramie dalej mi nie chodzi, ale generalnie juz jest w miare ok. Przez caly "klopotliwy" okres raz w tygodniu przez 3 godziny gralem na perkusji, najpierw z temblakiem, nadgarstkiem, teraz juz - bez temblaka. I stwierdzam ze nie jest zle, balem sie, ze bedzie gorzej. Fizycznie tylko lewa reke mam 2 razy bardziej chuda niz prawa, wiec moze byc pozniejszy problem z szybkoscia i wytrzymaloscia.
Dzieki wszystkim za odpowiedzi, zdrowym zycze, aby sie nie lamali, a wszystkim chorym - szybkiej rekonwalescenji i rehabilitacji.