Witam!
Piszę w związku z kłopotem jakiego przysporzył mi pewien węgierski instrument muzyczny, zdaje się - perkusyjny! Zajmuję się literaturą węgierską, obecnie przygotowuję przekład (z ichniejszego na nasze) jednej z powieści pisarza, który jest słowackim Węgrem. I tam pada nazwa tajemniczego instrumentu, którego najmniejszego choćby śladu w polszczyźnie znaleźć nie mogę.
Po węgiersku - köcsögduda (ha! i tu niespodzianka, wbrew temu, co sugeruje nazwa, nie są to bynajmniej dudy, koza ani siesieńki!), cóż to zatem za dziwo?
Jest to membranofon, składa się z glinianego dzbanka (ewentualnie innego naczynia), obciągniętego świńskim pęcherzem lub cienką skórą. Pośrodku membrany wbita i usztywniona jest trzcina, długa na jakąś piędź, może dwie. Rzeczoną trzcinę pociera się wilgotnymi palcami, a w ten sposób powstałe drżenie membrana przesyła dalej - powstaje taki mrukliwy dźwięk. Podobno ten instrument znany jest w Zachodniej Europie, na Węgrzech zaś obecny jest głównie w kulturze ludowej, dawnych rytuałach takich węgierskich szamanów-znachorów.
Może ktoś ma jakieś podejrzenia, czy w Polsce coś takiego było w użyciu i jaką miało nazwę. Albo chociaż zna jakieś źródła, w których mogę podrążyć, poszukać, przyjrzeć się bliżej.
Za jakąkolwiek wskazówkę, strzał, skojarzenie będę bardzo wdzięczna, jakkolwiek wiem, że temat jest dziwny, a ja jestem absolutnym laikiem w kwestiach instrumentów perkusyjnych (a tu wszyscy są naprawdę ogarnięci i mają szalenie profesjonalną wiedzę na ten temat )